Z cyklu górskie przesłuchania: Aleksandra Rudzińska

Kategoria: Artykuły / Wywiady

Aleksandra Rudzińska jest pierwszą bohaterką nowego cyklu Macieja Mikołajczyka pt. „Górskie przesłuchania”. Zawodniczka KW Kotłownia w lipcu wywalczyła złoto podczas Pucharu Świata w Chamonix, bijąc przy tym rekord Polski. Przed tymi zawodami reprezentantka Polski udzieliła naszemu portalowi krótkiego wywiadu.

fot. Szymon Aksienionek
fot. Szymon Aksienionek

Maciej Mikołajczyk: Jak smakuje wygrana w Speed Stars? Spodziewałaś się przed startem sukcesu w Tokio? Jak w ogóle podoba Ci się Japonia?

Aleksandra Rudzińska: Ogólnie start w Tokio Speed Stars był dla mnie powrotem do międzynarodowej rywalizacji i patrząc na to, co się tam wydarzyło, uważam, że lepszego nie mogłam sobie wyobrazić. Jadąc na zawody do Tokio, wiedziałam, że jestem przygotowana pod względem fizycznym, zastanawiał mnie jednak stan mojej psychiki. Wspinanie „na czas” rządzi się swoimi prawami i tak naprawdę, jeśli nie ma się odpowiedniej silnej psychiki, to nawet będąc przygotowanym na miarę rekordu świata, można odpaść już w rundzie eliminacyjnej. Wygrana w Japonii dała mi na pewno sporo motywacji do dalszej części sezonu, poza tym odsłuchanie hymnu narodowego po dłuższej przerwie budzi naprawdę niesamowite emocje, które ciężko opisać. Byłam po prostu szczęśliwa, że się udało. Same zawody organizacyjnie były po prostu idealne. Wszystko odbywało się na czas, nie było żadnych opóźnień. A Japonia? Na pewno jest pięknym krajem, ale niestety tym razem byłam tam zbyt krótko, żeby się „zadomowić” i poznać wszystkie uroki tego miejsca.

Mikołajczyk: Wspinasz się od 2007 roku, a więc już jedenaście lat. Nadal cieszy Cię ten sport? Nie wpadasz w rutynę?

Rudzińska: Bardzo. Wspinanie jest moją pasją i tak naprawdę przez to, że istnieją trzy konkurencje wspinaczkowe, które są kompletnie różne, ciężko, żeby się znudziło, a więc, jeśli zaczynam wpadać w rutynę spowodowaną monotonnością mojej konkurencji, przerzucam się chwilowo na jakąś inną, zazwyczaj jest to jeden, dwa treningi, a potem znowu wracam na swoją salę treningową. Konkurencja, w której się specjalizuję, rzeczywiście może wydawać się w pewien sposób nudna, ponieważ zawsze trenuję na tej samej ścianie i drodze, ale to, co mnie od zawsze pociągało w czasówkach, to emocje i adrenalina, a także świadomość, że nie ma czasu na błąd. Rywalizacja nie tylko z czasem i przeciwnikiem, ale również z samym sobą. To coś, co sprawiło, że pokochałam tę konkurencję.

Mikołajczyk: Jesteś rozpoznawalna na ulicach Lublina? Zdarza się, że dajesz autografy?

Rudzińska: Myślę, że wspinanie sportowe musi jeszcze poczekać na swoje 5 minut w Polsce. Rzeczywiście gdzieś w gronie lubelskich sportowców jestem rozpoznawalna, ale raczej nie do tego stopnia, żeby rozdawać autografy na ulicy.

Mikołajczyk: Podczas Pucharu Świata w Chamonix w 2011 roku ustanowiłaś nowy rekord Europy na dystansie 15 metrów, uzyskując czas 9,13 sekundy. Pamiętasz te zawody? Jak udało Ci się osiągnąć ten niezwykły rezultat?

Rudzińska: Nie pamiętam za wiele z tych zawodów, ponieważ działo się to wszystko bardzo szybko. Nie wiem, jak udało mi się osiągnąć taki czas, po prostu biegłam i robiłam swoje. Pamiętam jedynie, że, gdy spojrzałam na rezultat, nie wierzyłam, że należy on do mnie. Na początku myślałam, że coś się popsuło, ale potem okazało się, że nie, a mi pozostała jedynie radość z uzyskanego wyniku, ponieważ zawody same w sobie poszły mi kiepsko. W czasie tego startu po raz pierwszy przekonałam się o konieczności posiadania mocnej psychiki w czasówkach, gdyż właśnie tego mi wtedy zabrakło.

Mikołajczyk: Który etap wspinaczki jest twoją najmocniejszą stroną? Start, środek, a może finisz?

Rudzińska: We wpinaniu na czas nie może być słabszego punktu. Każdy musi być tak samo szybki, ponieważ dzięki temu uzyskujemy dobre czasy. Podczas treningu skupiam się na każdym elemencie drogi do bicia rekordu świata, tak, aby nie było miejsca wolniejszego i szybszego. Zawsze starałam się o to, aby biegać równo przez całą drogę. Rzeczywiście, jeśli miałabym spojrzeć wstecz, to myślę, że kiedyś moją najsłabszą fazą była końcówka i środek drogi. Aktualnie wydaje mi się, że nie ma takiego punktu.

Mikołajczyk: Startowałaś podczas World Games 2017 we Wrocławiu. Jak wspominasz tę imprezę? Czy zawody te były dobrą promocją wspinaczki na czas?

Rudzińska: To była bardzo dobrze zorganizowana impreza, na której chciałam pokazać się z jak najlepszej strony, ze względu na to, że jeszcze nigdy nie miałam okazji zaprezentować się przed swoją publicznością na tak dużej imprezie. Niestety wcześniejsze zdarzenia w czasie mistrzostw Europy w Campitello (Włochy) troszeczkę pokrzyżowały mi plany, ale mimo to zajęłam bardzo dobre, piąte miejsce, najlepsze wśród Polek. Imprezę samą w sobie wspominam bardzo dobrze, nie mam jakichkolwiek zastrzeżeń co do organizacji tych zawodów. Wszystko odbyło się tak, jak powinno. Myślę, że to była dobra impreza, która pokazała Polakom, czym w ogóle jest wspinanie, nie tylko czasówki, ale jak wyglądają trzy konkurencje wspinaczkowe.

Mikołajczyk: Jesteś aktualną mistrzynią Polski. Jakie to uczucie być najlepszą zawodniczką na krajowym podwórku?

Rudzińska: Zawody krajowe były dla mnie zawsze najlepszą formą treningu. W tym momencie wśród kobiet w Polsce mamy bardzo wyrównany poziom i nie ma już czasu na słabsze biegi. W tamtym roku mistrzostwa Polski były dla mnie sprawdzianem przed występem na mistrzostwach Europy. Wystartowałam w nich, żeby sprawdzić, jak radzę sobie pod presją oraz jak szybko mogę pobiec. Wygrana była tylko efektem ubocznym mojego sprawdzianu. Oczywiście bardzo się z niej cieszyłam, ponieważ startowały wszystkie najlepsze zawodniczki, takie jak Edyta Ropek, Anna Brożek czy też Patrycja Chudziak.

Mikołajczyk: Wspinaczka sportowa jest jedną z nowych dyscyplin, które znalazły się w programie najbliższych igrzysk. Co twoim zdaniem przekonało władze Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego?

Rudzińska: Może świeżość? Wydaje mi się po prostu, że na igrzyskach nie ma drugiego takiego sportu. Na pewno wspinanie będzie się mocno wyróżniać.

Mikołajczyk: Jaki sukces jest dla Ciebie najważniejszy? Brąz mistrzostw globu z 2013 roku, a może osiągnięcia juniorskie?

Rudzińska: Tak naprawdę ciężko jest wskazać jeden najważniejszy sukces w mojej karierze, dlatego, że tak jak każda porażka, tak samo każdy sukces mocno wpłynął zarówno na rozwój mojej sportowej kariery, jak i również mnie jako człowieka. Na pewno nigdy nie zapomnę smaku mojej pierwszej wygranej na MŚJ w Valence w 2009 roku, dlatego, że po prostu były to pierwsze zawody w życiu, które wygrałam i jedyne co z nich pamiętam, to emocje: radość, szczęście i niedowierzanie, że to się wydarzyło.

Mikołajczyk: Skąd czerpiesz energię i motywację?

Rudzińska: Od najbliższych. To mój narzeczony, przyjaciele i rodzina są moją motywacją, przede wszystkim ich nieograniczona wiara w moje możliwości. W mojej karierze miałam wiele momentów zwątpienia i tylko dzięki ludziom, którymi się otaczam, byłam w stanie się podnieść i wrócić.

Mikołajczyk: Jak wygląda zwykły dzień Aleksandry Rudzińskiej? Co jesz na śniadanie?

Rudzińska: Zwykły dzień Aleksandry Rudzińskiej zaczyna się wcześnie rano, a kończy późnym wieczorem. Aktualnie nie tylko trenuję, ale również pracuję. Jestem nauczycielem w szkole, pracuję jako trener personalny na siłowni oraz współpracuję indywidualnie z dziećmi na lubelskich ścianach wspinaczkowych. Od poniedziałku do piątku zazwyczaj wychodzę z domu w okolicach 8 rano, a wracam często koło 22, robiąc w międzyczasie oczywiście swój trening. Nie mam zbyt wiele czasu wolnego. Nauczyłam się dzięki temu bardziej doceniać weekendy, chociaż nie mogę stwierdzić, że są to dni, kiedy nic nie robię i tylko leżę, ponieważ w soboty i niedziele bardzo często wyjeżdżam na szkolenia związane z tematyką treningów, czy też odżywiania, a więc żyję intensywnie. Co jem na śniadanie? To zależy jaką ilością czasu dysponuję oraz czy trenuję rano. Ogólnie przywiązuję bardzo dużą wagę do mojego odżywiania, ponieważ przy tak intensywnym trybie życia, jaki prowadzę, ma ono bardzo duży wpływ na moją regenerację.

Mikołajczyk: Myślisz intensywnie o olimpijskim starcie w Tokio?

Rudzińska: Nie. Na moją decyzję wpłynęło wiele osobistych zdarzeń, o których nie będę się rozpisywać. Jakiś czas temu podjęłam decyzję, że sezon 2018 będzie moim ostatnim sezonem w karierze. Być może będę pojawiać się na zawodach ogólnopolskich, ale na pewno nie na międzynarodowych.

Wywiad z Aleksandrą Rudzińską przeprowadził Maciej Mikołajczyk.

Komentarze

  • Brak komentarzy...

    Dodaj komentarz


    Konkurs Fotograficzny "Górski Kalendarz"

    male dolomity

    logo biale_proste2

    Popularne

    Blogi

    FundacjaTOPR 271x62_v1

    TOPR SystemMonitoringuPogody_271x62

    Statystyki

    • Artykułów: 8371
    • Odsłon artykułów: 23654113
    
    ';