Twój Sklep Górski

 

Popularne

Blogi

FundacjaTOPR 271x62_v1

TOPR SystemMonitoringuPogody_271x62

Zagrożenie Lawinowe w Tatrach

Statystyki

  • Artykułów: 6513
  • Odsłon artykułów: 17095737

Blogi Portalu Górskiego

Zapraszamy do lektury blogów ludzi związanych z wspinaniem, górami i podróżami.
    

    Zimno i wieje...

    Category: Wszystkie wpisy

    Z Yosemite wyjechaliśmy w połowie listopada i od tego czasu miotamy się po pustyniach Kalifornii, Nevady i Utah w poszukiwaniu słońca, ciepła i jakichkolwiek skałek. Nie mamy szczęścia. Autochtoni mówią, że to najchłodniejszy sezon od wielu lat. W pierwszej kolejności trafiamy do Bishop, jednak po kilku dniach cieplejszych przychodzi ochłodzenie i często wieje nieprzyjemny wiatr.

    2. Bishop2. Bishop

    Przez chwilę planujemy wypad do The Needles, które znajdują się na terenie Sequoia National Park. Rejon polecali nam Ewa i Łukasz Heltd'owie, a i na zdjęciach wygląda rewelacyjnie. Do jego odwiedzenia zachęca też jeden ze starych numerów Rock&Ice, który był do pobrania za free w sklepie wspinaczkowym. Prognozy jednak odstraszają i wybieramy zupełnie inny kierunek. Ruszamy na wschód do Zion National Park w Utah. Pogoda nie jest rewelacyjna, ale pozwala na jakąś wspinaczkową działalność. Po trzech dniach nadchodzi jednak załamanie i opad śniegu. 

    avatar
    0
    22 grudzień 2016, 22:58
     

    Dolina pełna piasku (Yosemite)

    Category: Wszystkie wpisy

    O Dolinie słyszał chyba każdy wspinacz i (chyba) każdy marzy żeby się w niej znaleźć. Miejsce, dla tych co tu nie byli, kojarzy się z „krainą mlekiem i miodem płynącą”. Rzeczywistość i oczekiwania potrafią jednak zaskoczyć, bowiem tutejszemu wspinaniu towarzyszą raczej krew i pot rzeką płynące, a może lepsze będzie określenie, tony piasku sypiące się na głowę. Bardziej obeznani z josemicką codziennością wiedzą o co chodzi, dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji przeżyć tu kilku upajających chwil, przytoczę cytat z przewodnika McNamary: Yosemite Valley Free Climbs, opisujący idealnie specyfikę tego co może tu spotkać: „Rating climbs is never easy, especially in a place like Yosemite with a tradition of sandbagging”, a następnie zachęcam do przeczytania artykułu Cedar’a Wright’a  „The Wright Stuff: The Art of the Sandbag” wyjaśniającego temat sandbaggingu. O wspinaniu w Dolinie słyszeliśmy wcześniej sporo, głównie w kontekście hardych wycen. Prawda okazała się jeszcze bardziej brutalna i można ją określić w kilku słowach: harda cyfra, absolutna komercjalizacja, dzikie tłumy i żadnych niedźwiedzi.

    1. Dolina

    Jadąc w kierunku Doliny, po drodze odwiedziliśmy kilka fajnych miejsc wspinaczkowych (przyp: odsyłam do wpisu w Drodze do Doliny na Portalu Górskim) oraz znajomych mieszkających w okolicy, między innymi UKA-owskich wyjadaczy rys - Ewę i Łukasza Heldt (dziękujemy za gościnę!). Po kilku dniach pobytu u Ewy i Łukasza w okolicach San Francisco trzeba było jednak pożegnać się z wygodnym łóżkiem, kanapą i telewizorem, dachem nad głową, łazienką z ciepłym prysznicem, muffinami, przepysznymi śniadaniami i obiadkami (szczególnie rosołem z dużą ilością marchewki) w przecudownym towarzystwie i całą resztą przyjemności. Łelkam tu sandbaging land! 

    avatar
    0
    10 listopad 2016, 01:32
     

    W drodze do Doliny

    Category: Wszystkie wpisy

    Stany, Stany, Fajowa jazda...

    Zbliżamy się do granicy amerykańskiej. Zdenerwowanie narasta z każdą milą bo nie wiemy jak zostaniemy potraktowani na granicy amerykańskiej. W końcu przecież możemy zostać wzięci za jakąś podejrzaną parę Polaków, która chce się dostać do Ameryki swoim brudnym kanadyjskim wozem wypchanym po dach całym dobytkiem bez biletu powrotnego i w dodatku z jakąś mętną historyjką o długim tripie wspinaczkowym. No i jeszcze ta broda Marcina, która świetnie koresponduje z wlepką pakistańską w paszporcie… To nam na pewno nie pomoże w przedarciu się przez granicę. Po pierwszej próbie nakreślenia scenariusza naszej podróży amerykańskiemu strażnikowi zostajemy skierowani do dalszych wyjaśnień. Wystraszeni wchodzimy do biura granicznego i zajmujemy miejsce w kolejce. Atmosfera w środku jest „gęsta” i panuje ogólny bałagan. Z każdej ściany straszą napisy informujące o konieczności zadeklarowania tego, co chce się przeszmuglować przez granicę, szczególnie: warzywa, owoce, rośliny. W przeciwnym razie, jak określa napis, będzie bolało. Pani Strażniczka jest bardzo skrupulatna w zadawaniu pytań. Usilnie próbuje zrozumieć logikę kolejnych etapów podróży zarazem pilnie przyglądając się naszym reakcjom. W końcu wkleja karteczkę ale paszporty mamy otrzymać dopiero po sprawdzeniu zawartości auta. Podczas rozmowy zadeklarowaliśmy kilogram cebuli, czosnek i cztery kanadyjskie piwa–sikacze oraz skrzynkę jedzenia bez wyszczególniania co się konkretnie w niej znajduje, ale w mojej opinii najwięcej podejrzeń może wzbudzać woreczek foliowy z miałką solą. O tym jednak pomyślałam w chwili jak strażnicy dobierali się do obdukcji naszego auta. Przez szybę obserwowaliśmy jak dwóch strażników zakłada lateksowe rękawiczki i zaczyna szperać w aucie. Po chwili wyciągają woreczek foliowy z jasną zawartością i kierują się z tym do biura obok. Emocje sięgają zenitu. Ta cholerna sól... W końcu Pani Strażniczka prosi nas do siebie, podaje paszporty jednocześnie przypominając, że mamy pół roku na realizację celów w US, przeprasza też za konfiskatę woreczka foliowego z... kaszą jaglaną.

    Kontynuujemy zatem naszego tripa po stronie Zjednoczonych Stanów. W pierwszej kolejności kierujemy się do Bellingham gdzie mieszka Robert (Rogoż). Kiedy dojeżdżamy do miasteczka jest już ciemno. Po wejściu do mieszkania na dobry wieczór witają nas podejrzliwym spojrzeniem dwa kocury. Jeden z nich szybko się zaprzyjaźnia. Rano Robert przekazuje nam paczkę informacji na temat miejsc wspinaczkowych, które warto odwiedzić w drodze w Yosemite oraz innych patentów i po południu ruszamy w dalszą drogę (Aga, Robert dziękujemy bardzo za gościnę i wskazówki!). Kolejnym punktem podróży są okolice Seattle, a dokładnie Redmond i Kirkland. Tu mieszkają poznani przez nas w Whistler - Basia i Krzysiek (którzy zaprosili nas w gościnę do swojego pięknego domu nad jeziorem Sammamish) oraz Renata i Maciek. Maciek jeszcze podczas krótkiego pobytu w Whistler zaproponował nam przegląd auta z czego bardzo chętnie skorzystaliśmy. Od tej pory stał się też naszym stałym konsultantem samochodowym w dalszej podróży, a że nasze auto - Rychu - często miewa humory to taki assistance w podróży okazał się dla nas bardzo pomocny. Niestety Rychu to kanadyjskie auto którego w US sprzedać nie możemy, na drugie auto nas nie stać, zatem skazani już jesteśmy na jego humorzasty charakter przez kolejne kilka miesięcy podróży. Czas spędzony wspólnie z Basią i Krzyśkiem oraz Renatą i Maćkiem w okolicach Seattle jest niezapomniany. Ekipa troskliwie się nami opiekuje. Szczególnie Basia i Mordka (suka doga peruwiańskiego, należąca do Basi i Krzyśka) organizują nam pobyt. Objeżdżamy wspólnie całe Seattle, główne atrakcje i okoliczne winnice. Nie miałam niestety przyjemności swobodnie napić się prawdziwego wina z uwagi na brak dokumentu poświadczającego pełnoletność. Pani Baristka długo mnie przepraszała i tłumaczyła, że bez ID nie może mi sprzedać testera. Pokątnie zatem popijałam trunek z kieliszka Basi lub Marcina. Podczas pobytu w Seattle mieliśmy też przyjemność zwiedzić fabrykę Boeinga. Hangary wypełnione częściami samolotu, lub całymi maszynami robiły piorunujące wrażenie. Poranki spędzamy na nabrzeżu jeziora Sammamish kąpiąc się w lodowatym jeziorze i wygrzewając w jesiennym słońcu. Jeden dzień poświęcamy też na wspinaczkę w rejonie znajdującym się około godzinę drogi od Seattle – Town of Index. (Basia, Krzysiek, Renata, Maciek – bardzo dziękujemy Wam za wszystko. Jesteście wspaniali!

    avatar
    0
    18 październik 2016, 18:16
     

    Kierunek: Squampton (Squamish)

    Category: Wszystkie wpisy

    Skałery, Skałki, Skałeczki, Skałeczuńki

    Czas spędzony w Bugaboos dobiegł końca. Mimo złych warunków na drodze sprawnie udało się dotrzeć do Vancouver. Nocujemy na jednym z kempingów na granicy miasta, a następnego dnia zostawiamy chłopaków – Dawida i Patryka – w hostelu w Vancouver. Musimy się trochę przeorganizować w aucie żeby sprawniej przygotowywać miejsce do spania. Marzy mi się wygodne łóżko, ale to na czterech kółkach wcale nie jest takie złe. Kupujemy dwa duże plastikowe pudła i ładujemy do nich to, co robi najwięcej bałaganu: jedzenie i sprzęt wspinaczkowy. W MEC-u zaopatrujemy się też w lekturę obowiązkową: Squamish Select: the best routes in Canada’s top climbing destination. Przewodnik jest naprawdę fajny. Kolorowe, wyraźne fotografie, pełny opis dróg i dobrze wrysowane schematy to świetna odmiana w przeciwieństwie do schematów z Bugs. Co prawda po kilku dniach użytkowania daje się zauważyć pewne braki i nieścisłości, ale i tak jest to zupełnie inna jakość. Odkładamy zwiedzanie Vancouver na później bo prognozy zapowiadają, że najbliższe 2-3 dni mają być ładne a potem nadchodzi załamanie. Wybieramy zatem kierunek: SQUAMISH.

    0.Squampton

    avatar
    0
    23 wrzesień 2016, 20:48
     

    Horrory Offwidth’y

    Category: Wszystkie wpisy

    Regeneracja
    Po Beckey-Chouinard potrzebujemy kilku dni odpoczynku. Muszę też w końcu wyleczyć kaszel. Kiedy czujemy, że już czas na rozruch wybieramy niedługą drogę na Crescent Tower - Thatcher Cracker (5.10). Po podejściu pod ścianę okazuje się, że droga jest zajęta i to raczej na długo, postanawiamy zatem spróbować czegoś na Eastpost Spire zaraz nad kempingiem. Kiedy jednak dochodzimy do namiotu żeby zostawić część sprzętu, nadchodzą ciemne chmury i zaczyna kropić deszcz. Czyżby zapowiadany shower? Czekamy zatem przy kawce na wyklarowanie pogody. Drzemeczka, książeczka, muzyczka… i o wspinaniu zapominamy. W końcu wychodzi słońce. Marcin ucina kolejną drzemkę, a mnie zaczyna nosić. Decyduję się zatem na mały spacer na Eastpost Spire najprostszą z możliwych tam dróg - Northwest Ridge, określaną mianem facile. Ta "niezwykła" linia wiedzie najpierw przez tzw. sandy gully na przełęcz pomiędzy Crescent Tower i Eastpost Spire. Tu spotykam przyszpejoną parę, która właśnie schodzi na dół. Chwila zastanowienia, wymiana informacji i idę dalej prostym terenem pod wierzchołek. Ostatnie 20 metrów można określić jako facile wspinaczkowe, nawet widoczne jest stanowisko zjazdowe, ale cała reszta to po prostu ścieżka oznaczona kopczykami. Ze szczytu rozciąga się ładny widok z jednej strony na Snowpatch, Bugaboos, Howsery i Marmoladę, a z drugiej na mniej popularny wspinaczkowo Northpost, Cobalt Lake i Brenta Spire. Szybko docieram z powrotem na kemp, Marcin jeszcze śpi. Prognozy sygnalizują lekkie pogorszenie pogody, a my potrzebujemy kupić gaz, zatem zjeżdżamy ponownie do Golden.

    Rozruch czas zacząć
    Naszym kolejnym celem jest oczywiście Bugaboos Spire, ale ten szczyt będzie musiał jeszcze trochę na nas poczekać... Po dniu spędzonym w Golden (ps. gaz jeszcze nie dojechał do sklepu) wracamy na App camp. W trakcie podejścia zaczyna padać. Zlewa łapie mnie w okolicy Conrad Kain Hut. Przyspieszam tak, że dobiegam ostatkiem sił do namiotu. Leje już równo. Marcin dociera 10 minut przede mną. Jesteśmy totalnie przemoczeni. Pada z przerwami całą noc. Ściana raczej nie wyschnie. Następuje zmiana planów, pomimo tego, że rano budzi nas piękne słońce. Na pogodę w zasadzie nie mamy co narzekać. Dni deszczowe jak na razie można policzyć na palcach jednej ręki. Decydujemy się ponownie na Thatcher Cracker na Crescent Tower. Droga nie powala swoją pięknością, mimo że jest na liście polecanych dróg w przewodniku. Naszą uwagę przyciągnął jednak jeden z wyciągów offwidth, który może być dobrym polem treningowym przed kolejnym celem – Sunshine Crack na Snowpatch. Startujemy w Thatcher’a, jest trudno, nie ma spręża, trawersujemy zatem do innego prostego klasyka - Ears Between i wychodzimy nim na szczyt Crescent Tower (warianty Thacher Cracker/Ears Between 5.10-).

    Walka o Snowpatch Spire
    O Sunshine Crack'u słyszeliśmy bardzo dużo pozytywnych opinii. W końcu przewodnikowe trzy gwiazdki zobowiązują. Nasłuchaliśmy się też sporo o drugim wyciągu – offwidth za 5.10 – na którym można się mocno spocić.


    avatar
    0
    02 wrzesień 2016, 12:11
     

    Beckey – Chouinard, South Howser Spire

    Category: Wszystkie wpisy

    Beckey – Chouinard, South Howser Spire
    …jest na liście 50 najpiękniejszych klasyków Ameryki Północnej – taki opis widnieje w przewodniku, tak określają ją autochtoni oraz jej zdobywcy. Droga Beckey – Chouinard prowadzi przepięknym filarem na zachodniej ścianie South Howser Spire. Szczyt należy do trylogii Howserów, w skład których wchodzi jeszcze wierzchołek: centralny (Central Howser) i bardzo okazały, szczególnie jego zachodnia ściana, wierzchołek północny (North Howser).

    0. Filar_o_świcie_

    Zegarek budzi nas o 2 w nocy. Niebo zadziwia ilością gwiazd. Wchłaniamy liofy i po godzinie ruszamy do góry. Czeka nas przeprawa przez bardzo nieprzyjemną przełęcz (w moim odczuciu) Bugaboo - Snowpatch Col, następnie trawers przez lodowiec Upper Vowell Glacier, po to, żeby wdrapać się na kolejną przełęcz Howser – Pigeon. Z przełęczy schodzi się do miejsca biwakowego East Creek Basin (stąd niektóre zespoły startują w drogę), które mijamy i po chwili dochodzimy do ostrza filara. Tu zaczyna się łatwe podejście do początku drogi. Mija nas trójka Hiszpanów i to oni jako pierwsi zaczynają drogę. „Świat jest mały” – podsumowujemy już na zjazdach z Hiszpanami – bo jak się okazało podczas rozmowy, jeden z nich zna bardzo dobrze Maćka Ciesielskiego, a kolejny Gabi Kuhn.

    avatar
    0
    20 sierpień 2016, 03:05
     

    Wielka przygoda. Początek!

    Category: Wszystkie wpisy

    Lotniskowe perypetie
    No więc zaczyna się nasza wielka przygoda. Ostatnie kilka miesięcy to całkowite przeorganizowanie naszego życia. Plan jest prosty jedziemy na roczny trip wspinaczkowy po Kanadzie, Stanach, Ameryce Południowej i Alasce. I w końcu nastąpił ten moment. Siedzimy w taksówce, która wiezie nas na lotnisko. Dochodzi 4 rano. Kolejny ciepły dzień zaczyna się budzić do życia. Jak zawsze stresuje nas chwila kiedy musimy się odprawić na lotnisku.

    avatar
    0
    11 sierpień 2016, 21:14
     

    Konkurs Fotograficzny "Górski Kalendarz"