5 miejsc w Tatrach, do których chce się wracać (trochę bardziej niż do wszystkich innych)

Trudno mówić o posiadaniu zestawu swoich ulubionych szlaków na początku górskiej przygody, gdy przeszło się ich raptem pięć na krzyż, a głód eksploracji ciągnie ku nowym, tym jeszcze nieznanym i niezdobytym. Trudno mówić o tym i po paru latach regularnych górskich wypraw, tyle że już z innych powodów.

Bo jak tu wybrać, gdy właściwie lubi się wszystkie? Jeden za widoki, drugi za emocje, powodowane trudnościami, jeszcze inny za miłe wspomnienia, jakie przywołuje myśl o nim. Po pewnym czasie coraz mniej okrywamy w górach – szczyty układają się w znane nam już konstelacje, już wiemy, jaka dolina kryje się za wyrastającym przed nami skalnym murem. Natomiast zaczynamy powracać. I choć przyjemnie wraca się właściwie wszędzie, każda trasa jawi się dużo przyjemniej niż siedzenie w mieście, to jednak są takie miejsca, gdzie wraca się najchętniej.


Chyba. Przynajmniej ja po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że właściwie to tak mam.

Na pewno mam swój szlak ulubiony. Podkreślam: szlak. Bo gdybym miała brać pod uwagę też inne ścieżki, nie tylko te oznakowane farbą, miałabym problem z wyborem faworyta. Natomiast szlakowo, niekwestionowanie wygrywa...

Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem

ulubione 1


No wielbię no. Bo tu jest wszystko. I trudności i widoki. A najbardziej urzekają mnie te wąskie ścieżynki: krótka graniówka przeprowadzająca z Kazalnicy w ściany Czarnego Mięgusza oraz galeryjka – znacząca je horyzontalną linią.

Dalej już mam większy kłopot, więc tak trochę chaotycznie, bez miejsc, bez ścisłej klasyfikacji. Ale na pewno gdzieś wysoko w tym luźnym rankingu znajduje się...

Kościelec

ulubione 2


Bo jest mą górą oswojoną. Bo był jednym z pierwszych poważniejszych tatrzańskich wyzwań mych i uświadomił mi, że ja chyba kurcze nawet daję radę. Bo po prostu nań weszłam, bo nie zapamiętałam żadnych miejsc szczególnie trudnych, wybitnie nie do ogarnięcia. Widokowo w mojej opinii ta góra trochę siada. Dlatego właśnie powróciłam na nią w pogodę marną i właściwie, jak to się mówi, barową. Lało, wiało, śnieg nawet chwilę sypał. Kościelec ponoć nie każdego zaprasza, wygania dość często, wybredny bywa co do ugaszczania przybyszy. Cóż, my się z panem Kościelcem chyba całkiem lubimy.

To teraz zupełnie na odwrót. Trudności brak, sprawdzianów dla psychiki brak, za to widoki, widoki, widoki serwuje szlak na...

Koprowy Wierch

ulubione 3



Estetycznie to ja tam ogłupiałam. To, ile obrazów, ile cudnych pejzaży przesuwa się przed oczami wędrującego tam od Doliny Mięguszowieckiej człowieka, to jest jakiś kosmos. A i ze szczytu zajrzeć można w niejeden bardzo odległy tatrzański zakątek. Chętnie powrócę tam tym razem na przykład na jesienny, złoty spacer.

Odwiedzona przeze mnie minionej zimy, czeka teraz na moją rychłą ponowną wizytę...

Dolina Staroleśna

ulubione 4


Staroleśną wyprzedziła jej legenda, coś już bowiem słyszałam i to nie od jednej osoby o jej urodzie. Nastawiałam się, że cóż – pewnie istotnie ładna, no ale umówmy się, to tylko dolina, tyłka mi nie urwie. Błąd. Na dzień dzisiejszy przychylam się do twierdzenia, że Staroleśna jest piękna szczególnie i wyjątkowo.

No i dochodząc do finiszu... paskudnie bym skłamała, nie uwzględniając na niniejszej liście szlaku niewątpliwie niecodziennego, jakim jest...

Orla Perć

ulubione 5


Z podobnych przyczyn, jak MPpCh – cudne wymieszanie piękna i trudności. Do Orlej zniechęca niestety jej popularność generująca tłok, co pod Chłopkiem akurat raczej nie występuje. Ale tak, OP  jest szlakiem przepysznym. No i nie da się ukryć, że jej przejście, zmierzenie się z jej legendą, nieodwracalnie zmienia coś w człowieku. Zdecydowanie czas tam wrócić.

avatar
0
31 maj 2015, 17:05
Małgorzata Nowakowska