Birkebeiner

Jest połowa września i jeszcze cały  miesiąc przyjdzie mi spędzić w oczekiwaniu na rozpoczęcie typowo narciarskiej aktywności. To czas który warto poświęcić na przygotowanie się do nadchodzącej zimy (mentalne i kondycyjne), na wybór kierunków rozwoju na następne kilka miesięcy oraz nadrobienie zaległości w innych dziedzinach życia.

Wychodząc na dłuższe lub krótsze wędrówki po górach, zabieram sweterek z wełny merynosa i lekką kurtkę, która może się przydać w drodze powrotnej wieczorem. Nie myślę o poważnych sprawach. Myślę o krokach na kamiennych ścieżkach, o kolorowych liściach na drzewach, o mgłach, które podnoszą się po zachodzie słońca i  przenikają ubrania swoją wilgocią, albo powodują zamęt podczas powrotu do domu. Ciesząc się sportem w naszym codziennym życiu, często nie zdajemy sobie sprawy, że w sposób zupełnie dla nas nieświadomy, towarzyszy nam okruch historii.

Przychodzi mi to do głowy, kiedy siedząc na kamieniu wśród kolorowych lasów Ligurii, przyglądam się wyhaftowanemu znaczkowi na rękawie mojej białej kurteczki. Uśmiecham się na myśl, że nawet tu – wśród niekończących się liściastych lasów i labiryntów górskich ścieżek nadmorskiego regionu Włoch – doganiają mnie narty.

birkr1

Ten "rysunek" wyszyty na rękawie "puchówki", ale obecny także na swetrze czy kombinezonie narciarskim to znak, który towarzyszy wielu produktom Bergansa.  Taki ładny hafcik, z dwoma dziwnie wystylizowanymi narciarzami. Wyglądają jakby nakreślił ich niewprawną jakiś jaskiniowy artysta sprzed kilku tysięcy lat. No proszę się przyznać? Ilu z Was zerknęło i skonstatowało „hmmmm...”.

A tak naprawdę to echa narciarskiej epopei, która wydarzyła się ponad 800 lat temu w skutej lodem północnej krainie. Odcisnęła ona swoje piętno na historii Norwegii, Europy i na rękawach Waszych kurtek.
Czuję zdziwione spojrzenia. Proszę  bardzo jeszcze raz – oto  rysunek prosto z innej kurtki Norweskiego Bergansa.

birkr1

Mam zaszczyt przedstawić Państwu Birkebeiner – jedną ze wspanialszych legend wczesnośredniowiecznej Norwegii. Symbol odwagi, męstwa i poświęcenia w imię ideałów.

Zainteresowani???  Zerknijcie uważnie na tych dwóch panów. Pierwsza sprawa, są na nartach (!). Poza dynamiczna, podczas zjazdu. Są uzbrojeni. Pomyśleliście, że zapewne wybrali polowanie? Na mamuta??? Może się nasunąć takie skojarzenie :). Ten bardziej wysunięty do przodu ma włócznię jakby gotową do ataku, na plecach łuk oraz kołczan pełen strzał. Drugi, również uzbrojony,  przed sobą trzyma tarczę a pod tarczą widać takie małe kółeczko. Pewnie nasz artysta jaskiniowiec nie bardzo umiał rysować...

Wręcz przeciwnie, umiał znakomicie! Na dowód przedstawiam obraz, który jest inspiracją dla logo marki Bergans. Możecie się przekonać, że to nie kółeczko, tylko główka dziecka, które wojownik trzyma blisko piersi i ochrania tarczą. Ten mały chłopiec to nie byle kto! To sam Haakon Haakonssen prawowity następca tronu Norwegii w śmiertelnym niebezpieczeństwie. A dwaj uwiecznieni narciarze dokonali cudów pędząc przez zimową, snieżną i mroźną krainę na nartach aby ocalić życie chłopca i losy swojej ojczyzny.

birkr1

(Birkebeinerne pędzla Knuda Bergsliena, 1869 r; żródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Birkebeinerrennet)

Jesteśmy w XIII wieku, w środku trwającej przez okres  110 lat wojny domowej o sukcesję. Jest to okres starcia dwóch rywalizujących ze sobą sił politycznych. Jedno stronnictwo nazywa się Bagler a drugie Birkebeiner. Każda ze stron ma swojego kandydata do tronu.  Podczas obchodów Świąt Bożego Narodzenia w 1203 roku, władca wspierany przez partię Birkebeiner, Haakon III, choruje i  niespodziewanie umiera.  Podejrzani o otrucie króla są również jego polityczni rywale z wrogiego stronnictwa.
Kilka miesięcy po tych wydarzeniach na świat przychodzi Haakon Haakonsson – nieślubny syn zmarłego króla i tym samym kolejny rywal w walce o tron Norwegii.  Roszczenia Ingi - matki malutkiego Haakona, który urodził się na terytorium kontrolowanym przez wrogich Baglerów,  sprawiły że chłopiec znalazł się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Wspierana przez grupę oddanych wojowników Birkebeiner  Inga  z dzieckiem, zimą 1205 roku rozpoczęła ucieczkę przed polującymi na malca Baglerami. Zatrzymani  w górach przez burzę Birkebeiner mogli stać się łatwym łupem dla depczących im po piętach rywali. Dwóch najlepszych narciarzy spośród wojowników:  Torstein Skevla and Skjervald Skrukka wraz z niespełna dwuletnim Haakonem ruszyli dalej w dramatyczną podróż po ocalenie. W sumie (tak wynika z mapy google – około 330 km z Lillehammer do Trondheim)   Umiejętności, męstwo i odwaga narciarzy została nagrodzona sukcesem. Życie następcy tronu zostało uratowane.

Haakon Haakonsson zasiadł później na tronie Norwegi jako  Haakon IV.  Podczas swojego 46 (!!!) – letniego panowania położył kres wojnie domowej i zjednoczył podzielone królestwo.  Pod jego panowaniem Norwegia przeżyła swój złoty wiek rozkwitu – zarówno terytorialnego, jak i politycznego. Haakon nawiązał i utrzymywał dobre relacje z papiestwem oraz cesarstwem. Dzięki rozwiniętej przez władcę flocie oraz sieci międzynarodowych kontaktów oraz wpływów,  Norwegia stała się znaczącym graczem na międzynarodowej scenie politycznej w XIII w.

Ta historia inspiruje od wieków.  Wielokrotnie malarze, poeci , pisarze odwoływali się do okresu wielkości Norwegii  wspominając niezwykłą historię ocalenia swojego władcy.

Narciarze Birkebeiner  zostali uwiecznieni, między innymi, na godle miasta Lillehamer, a także  XIX wiecznym malowidle Knuda Bergsliena  (dziś można je oglądać w Holmenkollen Ski Muzeum w Oslo).  W 2016 roku reżyser Niels Gaup zrealizował z rozmachem  przygodowy film „The last King”, który opowiada o ocaleniu małego króla Haakona IV. Jedna z maskotek Igrzysk Olimpijskich z 1994 nosiła imię tego króla Haakona.

Dorocznie organizowane są również  wydarzenia sportowe , które upamiętniają narciarski wyczyn dwóch dzielnych Norwegów sprzed ponad 800 lat. Chętni mogą wziąć udział w biegu (Birkebeinerløpet), dwóch wyścigach kolarskich – jednym szosowym (Landeveisbirken) a drugim – górskim (Birkebeinerrittet) oraz najbardziej zbliżonym do tradycji – biegu narciarskim (Birkebeinerrennet). Uczestnicy tych imprez sportowych zobowiązani są do noszenia 3.5 kilowego plecaka – który ma odpowiadać wadze małego następcy tronu niesionego przez Birkenbeiner podczas  wyprawy z Lillehammer do Trondheim. Organizowane są również siostrzane biegi w USA, Kanadzie oraz Australii.

Ostatnio panuje moda wyczyny typu „endurance”. Miałam okazję być na mecie jednego z biegów rozgrywanego w okolicy masywu Mont Blanc. Mowa o słynnym „Torre des Geants”. Organizatorzy reklamują wydarzenie o długości 330km i 24 000 m przewyższenia. Tak dokładnie to 339 km i 30 000 m przewyższenia – wiem, bo witałam na mecie znajomego, który przebiegł ten dystans w  136 (!!!) godzin.
Mogłam obserwować herosów, którzy pojawiali się na mecie tego sportowego wyczynu i wiem, w jakim byli stanie ciała i ducha. Wtedy również myślałam sobie o dwóch dzielnych Norweskich narciarzach, którzy pokonali podobną odległość z malutkim chłopcem. Nie było wówczas oznaczonych tras, GPSów, telefonów komórkowych, punktów restauracyjnych co ok. 7km ani obserwatorów wyścigu.  Nie było także lekkich, ciepłych i nieprzemakalnych technicznych ubrań.

Także, kiedy zakładam moje z Birkebeiner  wyszytym na rękawie, wiem, że to coś o wiele znaczniejszego niż tylko śmieszny hafcik. To ideał (abstrahując od politycznych reperkusji), z którym lubię się identyfikować. Tym bardziej, iż to ideał narciarski.

 birk9

avatar
0
26 wrzesień 2017, 17:24
Paulina Janczar