Bo liczy się nie to „czy”, ale „jak” coś osiągniesz

Chciałbym Wam opowiedzieć trochę o moich Marzeniach. Kiedy byłem małym chłopaszkiem jeździłem z Rodzicami często w okolice Babiej Góry i do Zakopanego. Zacząłem wtedy naturalnie „nasiąkać” górami i tymi klimatami. I za każdym razem kiedy oglądałem Tatry itd. chciałem je dotknąć, zwiedzać, przemierzać, eksplorować i poznawać. Potem też pojawiła się chęć by odwiedzać i inne góry. W ogóle miłość do gór i ciągłe podróżowanie daje doskonałą okazję do poznawania innych ludzi i kultur.

To wszystko  pozwala nadać życiu jakiś głębszy, szerszy sens, zmotywować, powoduje, że coś ciekawego można przeżywać czy coś lepiej zrozumieć. Dzięki temu wszystkiemu „życie jest warte życia”. I postanowiłem sobie kiedyś, że moje życie zdeterminują góry, a konkretnie KORONA ZIEMI.


I żyłem w ten sposób aby to osiągnąć. Ale że zdarzyła się mi niepełnosprawność to myślałem, że już nic z tego. Obecnie nadal uważam że zdobycie Korony Ziemi z moimi trudnościami jest mało  możliwe, zresztą bym sam odmówił. Nie znaczy to jednak, że się poddałem. Bo nie i to chyba NIGDY nie nastąpi!!! Moim planem obecnie jest dotarcie do tych wszystkich baz, z których inni alpiniści już bezpośrednio wychodzą na szczyty należące do Korony Ziem. Wiem, że jest to trudne bardzo i kosztowne. Ale to jest jak najbardziej realne.


Mój projekt „A Ty? Pomożesz mi dotrzeć pod Everest?” na który obecnie zbieram środki finansowe  byłby zatem „wielkim otwarciem” czegoś o wiele większego i co już od dawna istniało w mojej głowie i było moim Marzeniem. Planuję też aby ów projekt składał się ze swego rodzaju prelekcji, pogadanek, w których mam zamiar mówić o sprawczej sile Marzeń, o "dotykaniu świata", o odwadze, determinacji itd. Opisałem to wszystko krótko, ale chciałbym poruszyć jeszcze jedną kwestię. Bo właśnie – im dłużej żyję i widzę różne rzeczy, coraz mocniej się z tym zgadzam i to rozumiem – że nie jest istotne tak bardzo co się zdobędzie czy osiągnie, ale w jaki sposób... Przyjemność jaka obok stresów, nerwów itd. wynika z organizacji czegoś, planowania tego, przygotowań itd.  i wreszcie finalnie robienie tego i opowiadanie już po fakcie o tym, satysfakcja, to poczucie „dobrej roboty” powodują, że nagle „wskakujemy” na zupełnie inny poziom naszego życia niż dotychczas. Nagle pojawiają się nowe, inne priorytety, wartości oraz cele. Myślę sobie, że właśnie takie rzeczy „zmuszają” nas do podniesienia „czterech liter z kanapy” i podążania za Marzeniami.



I takiej energii, chęci, werwy, kreatywności, działania – tego Wam Wszystkim w tym nowym, 2018 r. życzę.

avatar
0
01 styczeń 2018, 20:49
Bartosz Michalak