Burza na Szpiglasowej Przełęczy (08/2016)

Obudziłam się wcześnie rano bardzo podekscytowana ponieważ tego dnia celem naszej wyprawy było największe jezioro Tatr oraz - Szpiglasowa Przełęcz...

 

 

Po dojechaniu do Palenicy Białczańskiej i załapaniu się na pierwszą kursującą bryczke w celu zaoszczędzenia sił i czasu, wyruszyliśmy w strone Morskiego Oka. Po niecałej godzinie jazdy dotarliśmy prawie na miejsce.

Nigdy wcześniej  nie jechałam wozem konnym i dzięki tej przejażdzce poczułam prawdziwy góralski klimat.Po zejściu z wozu i pokonaniu niedługiego odcinka asfaltowej  drogi dotarliśmy do Morskiego Oka. Moim oczom ukazał się cudowny widok, którego nie jestem w stanie opisać słowami. 

 

Przedemną roztaczał się krajobraz jak z bajki , przepiękne błekitne jezioro otoczone wielkimi szczytami. Każdy powinien tam być i zobaczyć to wspaniałe miejsce, prawdziwy cud natury. Po kilku chwilach na podziwianie widoków i robienie zdjęć ...

3

..ze względu na bardzo mocne słońce i wysoką letnią temperature postanowiliśmy wejść do zacienionego budynku schroniska które znajduje się tuż obok.

 

W schronisku było chłodno i przyjemnie , więc zjedliśmy tam śniadanie, sprawdziliśmy pogode i nie tracąc czasu udaliśmy się na żółty szlak prowadzący na Szpiglasową Przełęcz.

5

Zmiane pogody zapowiadano dopiero wieczorem z możliwą burza w nocy , my jednak mieliśmy bezchmurne niebo więc nie myśleliśmy nawet przez chwilę żeby zrezygnować z wycieczki. Pokonująć kolejne metry szlaku wijącego się wsród krzewów i skał wznosiliśmy się coraz wyżej. Szło się bardzo łatwo bo nasza trasa cały czas prowadziła gładkimi i wygodnie ułożonymi głazami.

7

Gdy wchodziliśmy w zacienione miejsca chwilami odpoczywaliśmy od słońca które grzało chyba całą swoją mocą.Po jakimś czasie naszej wspinaczki w góre zauważyłam że Morskie Oko jest już naprawdę daleko pod nami a nasz szlak zaczyna skręcać i prowadzić wzdłóż zbocza.

6

Nad Morskim Okiem doskonale było widać Czarny Staw pod Rysami który z każym metrem wydawał się bliżej niż Morskie Oko. Nagle najwieksze jezioro Tatr prawie całkiem znikneło nam z oczu a widoczny pozostał tylko Czarny Staw , zrozumiałam wtedy że jesteśmy już bardzo wysoko.

8

Teraz z każdej strony otaczały nas przeogromne góry i czuć było wysokogórskie powietrze.Wspólnie odnaleźliśmy Mięguszowieckie Szczyty , Mnicha , Rysy i podziwiając wciąż szliśmy wyżej i wyżej.

Czułam się niesamowicie , a gdy w pewnym momencie zauważyliśmy Taterników wspinających się naprzeciwko nas na Mnichu serce zabiło mi mocniej.

9

Ci ludzi byli tacy mali że ledwo ich widzieliśmy a jednak byli naprzeciwko nas w ścianie ,poza szlakiem w górze. Zdani tylko na siebie , podobnie jak my. Było to trochę dziwne i naprawdę niesamowite. Podążając dalej dotarliśmy do skrzyżowania szlaków i  udaliśmy się jeszcze bardziej wgłąb gór ku Szpiglasowej Przełeczy. 

10

Wszędzie roztaczał się prawdziwy wysokogórski krajoobraz , dookoła leżały ogromne kamienie a szlak wił sie coraz wyżej ...

11

Gdy tylko dotarliśmy na Przełęcz ,piekna pogoda zaczeła się gwałtownie zmieniać a słońce momentalnie znikneło za chmurami, które teraz piętrzyły się nad nami.

burza

Po kilku chwilach z oddali od strony Morskiego Oka usłyszeliśmy grzmot zwiastujący nadchodzącą burze. Stojąc na Szpiglasowej Przełeczy z nieba zaczął padać deszcz więc szybko ubraliśmy kurtki przeciwdeszczowe a tata nie tracąc czasu przygotował line do asekuracji i bez wahania ruszyliśmy pomagając sobie liną i łańcuchami na dół do Doliny Pięciu Stawów, w której wciąż swieciło słońce. Gdy zaczynaliśmy schodzenie zauważyłam ze po stronie Morskiego Oka góry całkowicie znikneły za mgłą i chmurami a w D5SP wciąż pięknie świeciło słońce nic nie zapowiadało tego co miało zaraz nadejść.

Po sprawnym pokonaniu łańcuchów..



... i ciągłym schodzeniu w dół przełęczy w jednej chwili świecace słońce przykryły czarne chmury a z nieba zaczał padać grad wielkości grochu...

5453800 czarne-chmury-burzowe_modified

Przyśpieszajac pokonywaliśmy kolejne metry szlaku który teraz zamienił się w rwącą rzeke i stał się bardzo niebezpieczny.

Staraliśmy się iść szybko ale ostrożnie lecz gdy w  pewnym momencie kilkanaście  metrów od nas w ziemie uderzył piorun a po chwili następny ,rodzice bez namysłu złapali mnie mocniej za ręce i pociągneli w strone wielkiej skały pod którą sprawnie się wcisneliśmy.

Burza rozszalała się na dobre i to dokładnie nad nami.Z każdą chwilą burza przybierała na sile, nad nami szalały błyskawice, a grzmoty były tak głośne że w pewnym momencie byłam naprawdę przerażona.

Mama uspokajała mnie śpiewając piosenke. Trwająca burza nie ustępowała a krajoobraz zmieniał sie na zimowy.Przykryliśmy sie karimatą żeby zacinający grad nie wpadał nam za ubrania ale na niewiele sie to zdało. Pomimo ciepłych ubrań było nam coraz bardziej zimno. Wciśnieci miedzy głazy czekaliśmy az piekło nad nami wreszcie sie skończy. Gdy byliśmy już całkowicie przemoczeni nagle pioruny ucichły a ulewa ustała.

Dookoła nas zapanowała cisza.. szybko wydostaliśmy się ze schronienia i ile sił ruszyliśmy w dół by jak najszybciej być w schronisku, które z daleka już widzieliśmy. Po ogromnej ulewie i gradobiciu wszędzie lezały bryłki lodu a dolina z zielonej zamieniła się w białą. Pokonywanie strumyka niedaleko rozejścia szlaków w kierunku Koziej Przełęczy było przeprawą prawie jak przez rzeke gdyż szliśmy po kolana w wodzie.Po ulewie i burzy tak podniósł się poziom wody.Woda płyneła też z każdej skały tworząc miniaturowe wodospady.

Gdy byliśmy już prawie w schronisku burza znowu dawała o sobie znać lecz nie robiło juz to na nas najmniejszego wrażenia. Przemoczeni i zmęczeni weszliśmy do schroniska które wypełnione było ludźmi uciekającymi z gór przed niespodziewaną burzą. Zjedlismy ciepłą zupe , ogrzaliśmy się ,troche wyszuszyliśmy i w promieniach  zachodzącego powoli słońca ruszyliśmy w dół doliną Roztoki. Burza wciąż odzywała sie od czasu do czasu  w oddali pojedyńczymi grzmotami ale pogoda się poprawiła i znów zrobiło się cieplej. 

Gdy dotarlismy do Wodogrzmotów było już ciemno , wiec w blasku latarki doszliśmy do parkingu. Byłam bardzo zmęczona ale szczęśliwa. Szczęsliwa że ten dzień skończył się dobrze. Byłam dumna że przetrwałam burze w górach , co bardzo zdziwiło rodziców. Szlak który pokonaliśmy był najpiekniejszym jakim do tej pory szłam ,tego dnia pokonałam ponad 15 kilometrów.Bardzo dobrze że pojechaliśmy bryczką bo inaczej burza spotkałaby nas zmęczonych dodatkowymi dziesięcioma kilometrami. 

Wbrew obawom mamy ,szalejąca nad nami burza nie zrazila mnie do gór a bycie w samym jej centrum dodało mi odwagi. 

Mimo dobrej prognozy burza zaskoczyła tego dnia wielu ludzi na szlaku , jak dowiedzieliśmy się poźniej od osób wracających z gór , burza szalała nad całymi Tatrami a szczególnie w okolicy Szpiglasowej Przełęczy i Świnicy...  Świnicy , na szczycie której już kilka dni póżniej miała stanąć moja noga , ale o tym w następnym opowiadaniu - Oliwia 

 

13

 

avatar
0
05 kwiecień 2017, 22:00
Oliwia Sie Wspina