Dlaczego nie ruszam w Tatry

W Tatrach nie byłem już jakieś 6-7 lat. Mimo, że uwielbiam widoki z Czerwonych Wierchów i surowy klimat Orlej Perci to wciąż wolę wybrać się w dalekie od turystycznego zgiełku Sudety. Ostatnio myślałem nad zimowym powrotem w Tatry, w nadziei, że poza stokami narciarskimi spotkam niewielu ludzi. Poszperałem w internecie i zdołowałem się kompletnie. Grupa 100 (!) „turystów” wzywa TOPR bo szlak z piątki oblodzony i nic nie jeździ na dół. Jak sami twierdzą, „znaleźli się w dramatycznej sytuacji”. Ja rozumiem, starsi, dzieci, ale to chyba nie zwalnia od myślenia, planowania i dokonania oceny własnych możliwości, przed wyjściem na szlak.

10341753 1003917659651340 8438815795472735143 n

 

Klapkowicze na Giewoncie, małe dzieci na Rysach i jeszcze paru innych „geniuszy” coraz bardziej przyczyniają się do pomysłów takich jak zamknięcie Granatów i Orlej Perci. Zastanawia mnie tylko dlaczego przez ich błędy mają cierpieć odpowiedzialni turyści. Rozumiem, że chodzi tu o ochronę życia. Śmiertelne wypadki w Tatrach zdarzają się co roku. Jednak moim zdaniem stosowanie tego typu zakazów można porównać do wprowadzenia prohibicji- "Zablokujmy sprzedaż, to zniknie alkoholizm". Co w takim razie z tymi, którzy chcą tylko napić się piwa?

Właśnie to odrzuca mnie od Tatr. Masa niedzielnych turystów, nakazów, zakazów i niemożność zejścia ze szlaku, co potęguje wrażenie zamknięcia w klatce. To taki wielki park miejski w Zakopanem, z pięknymi widokami, jednak bez aury wolności. Z ogromną tabliczką „nie deptać trawników” pośrodku.

Może się to wydać dziwne, ale za taki stan rzeczy nie winię pseudoturystów. Oni przyczyniają się do tego jedynie pośrednio. Winni są ci wszyscy, którzy tę machinę napędzają. Rozwijają w górach infrastrukturę rodem z kurortów wypoczynkowych i lansują Tatry jako miejsce, które musisz odwiedzić „bo jak nie to jesteś wieśniak i bez dyskusji”. Ludzi od wieków przyciągały moda i wygody. Dlatego w góry zjeżdża coraz więcej turystów z przypadku, którzy jeszcze bardziej nakręcają ten biznes. Zbyt duża ilość much w lesie zaczyna wzbudzać powszechne oburzenie (przypadek autentyczny). Ludzie nie są świadomi miejsca, w którym się znajdują, a machina biznesu tłoczy nowe masy tam, gdzie jeszcze kilkadziesiąt lat temu w spokoju żyły wilki i niedźwiedzie, które już niedługo będą kulić się ze strachu, na dźwięk puszczanych w sylwestra fajerwerków.

avatar
0
30 grudzień 2015, 21:38
Kajetan Wilczyński