Dzień drugi - do chatki pod Potrójną

Po relaksie w parku linowym wracamy kolejką na górę Żar, na opuszczony na noc czerwony szlak.

Mamy zamiar przejechać się jeszcze monsterrollerami- dużymi, terenowymi hulajnogami, ale niestety są dziś nieczynne. Choć może i stety, mówimy, patrząc na zegarek. Jakoś nikt z nas nie pomyślał, że skoro park otwiera się o 10tej, a czas tam gna jak szalony i godziny mijają niepostrzeżenie, to z powrotem na trasie znajdziemy się o... trzynastej. Trasa, rozpisana w domu „na sucho”, tylko z mapą w ręku zakładała oczywiście wyjścia poranne. Jednym słowem: jesteśmy do tyłu o jakieś 3 godziny. Mimo to nie tracimy humorów- idziemy na wędrówkę, a nie na wyścig. Dlatego pół godziny później dajemy się zatrzymać polom jagodowym :)IMG 7738

Po jakimś czasie dochodzimy na Kiczerę, gdzie stoi piękna wiata, z gratisowym dodatkiem w postaci miejsca na ognisko i pięknego widoku. Szkoda, że takiego miejsca nie znaleźliśmy wczoraj, bo aż tutaj w naszym wczorajszym stanie byśmy się nie doczłapali na nocleg.... IMG 7739

Tymczasem wędrujemy niespiesznie, grając do upadłego w grę „20 pytań” (chyba najtrudniejsze nasze hasło w wielkim skrócie: żyje, mamy to w domu, nie służy do niczego, nie kupuje się tego, ale kosztuje. Co to? Odpowiedź: dziecko). Mijamy oznaczony na mapie kamienny szałas. Wybitna osobliwość etnograficzna prezentuje się bardzo skromnie- dużo gorzej niż na zdjęciach w internecie.IMG 7743

I oto, całkiem nieoczekiwanie, po kolejnym leśnym zakręcie wychodzimy wprost na... hotel. Wydawałoby się- środek lasu, zwykła kamienista droga, szlak na drzewach, a to nagle staje przed nami ośrodek „Kocierz”. Utrzymany w góralskim stylu, niby wpasowujący się w otoczenie, ale i tak nas zadziwia, pojawiający się znikąd pośrodku lasu. Nie marudzimy jednak, tylko wchodzimy do restauracji. Siadamy wygodnie i dajemy się obsłużyć obiadem. I choć, owszem, mamy wciąż w głowie obraz turysty żywiącego się wyłącznie zupkami w proszku i chlebem z konserwą turystyczną, to jednak prawdziwy, smaczny obiad bez schodzenia ze szlaku ma swoje niepodważalne zalety. Tym bardziej, że choć hotel luksusowy, to za niewyszukane dania i zupy płacimy dokładnie 106 zł i całą nasza piątka jest najedzona do syta. Planując trasę zakładaliśmy typowy górski skwar i wtedy wizja kąpieli w aquaparku przy hotelu wydawała nam się rewelacją. Tymczasem na zamknięty z powodu pogody basen spoglądamy bez zbytniego zainteresowania, ubrani w polary i z kurtkami na wierzchu.

Pod wieczór dochodzimy do Potrójnej. Rzut oka na mapę- do pierwotnie planowanego noclegu na Leskowcu zostały co najmniej trzy godziny- nie ma najmniejszych szans na dojście tam dzisiaj. Schodzimy zatem do chatki pod Potrójną i pytamy o nocleg. Jak się można było spodziewać, jesteśmy jedynymi turystami, więc właściciel oferuje łóżka w domu lub namiot. Dzieci bez zastanowienia i jednomyślnie (!) wybierają własny dach :) Ale przynajmniej możemy zjeść kolację w suchej, ciepłej kuchni. IMG 7750

 

IMG 7757

I tak oto, przy odgłosach z kurnika obok, kończymy drugi dzień tradycyjnie usypiając przy szumie kropel deszczu....IMG 7759

avatar
0
09 lipiec 2018, 07:58
Aldona Trzebiatowska