Dzień szósty- do Kasiny Wielkiej

Rankiem rzut oka na okno i … nieśmiertelny deszcz- teraz jeszcze w pakiecie z mgłą. Przywykliśmy, więc tylko wzruszamy ramionami, wkładamy buty, z których może i już się nie leje, ale do suchych im jeszcze daleko i rozpoczynamy kolejny dzień. Mimo rozpaczliwej pogody powodów do radości mamy sporo. Po pierwsze i najważniejsze- dogoniliśmy plan. Według zamierzeń dziś mieliśmy spać na Kudłaczach i to się udaje. Widmo niekończenia trasy zostaje, przynajmniej chwilowo, zostaje oddalone. Po drugie- dziś przechodzimy w Beskid Wyspowy, ostatni etap wędrówki. Kto by się w takiej sytuacji martwił jakimś deszczykiem?

IMG 7849

Mgła, widać zdegustowana naszym brakiem dla niej zainteresowania, udaje się w sobie znanym kierunku, deszcz również zamiera i oto przy Lubomirze po raz pierwszy od długiego czasu rozkoszujemy się widokami. Jakże mało potrzeba człowiekowi do szczęścia!

IMG 7854 Do obserwatorium astronomicznego nie zaglądamy (musielibyśmy czekać godzinę na projekcję), za to zatrzymują nas tablice ustawione wzdłuż szlaku. Ciekawostki o niebie i kosmosie, podane w strawny dla laików sposób, zaciekawiają i młodszych, i starszych.

 

IMG 7860IMG 7868 Ale dziś nam się nigdzie nie spieszy- koniec dnia planujemy w Kasinie, a skoro pogoda chwilowo nie pogania, to po dowiedzeniu się wszystkiego na temat pulsarów.... robimy odpoczynek w maliniaku. Słodkie owoce są stokroć lepsze od zupek chińskich :)IMG 7876

W końcu wychodzimy na asfalt, a tuż przy nim z ulgą spoglądamy na tablicę z napisem: Kasina Wielka. Po pierwszej fali entuzjazmu nadchodzi małe rozgoryczenie- szlak zamierza poprowadzić nas przez jeszcze kilka nic nie znaczących górek. Cóż- chyba tylko po to, by gdzieś wyrobić te 137 kilometrów- walorów krajoznawczych trudno się tu doszukiwać. Obchodzimy zatem całą miejscowość dookoła, tęsknie spoglądając w kierunku zabudowań. Nasza silna wola zostaje wystawiona na próbę- najchętniej skrócilibyśmy sobie drogę, odpuszczając rundę wokół Kasiny. W centrum, ku naszemu zdziwieniu okazuje się, że nie ma tu żadnej restauracji ani baru. W ostatniej chwili uciekamy przed goniącą nas burzą i bez problemu znajdujemy nocleg w pierwszej z brzegu agroturystyce. Czujemy się zupełnie nie jak w górach, zajadając pizzę „na dowóz” i śpiąc w pościeli...IMG 7878

IMG 7865

avatar
0
08 sierpień 2018, 14:37
Aldona Trzebiatowska