Ganek 07.11.2015

Sezon letni chyli się ku końcowi i wraz z nadchodzącą zimą zaczyna dawać o sobie znać niedokończona jeszcze Wielka Korona Tatr.

Została już resztka, a ja rozważam czy by na Durny się nie wybrać. Rzucam pomysł na naszej krakowskiej tatrzańskiej grupie. Chętnych jak zwykle dużo, i jak zwykle czas tę ilość mocno zweryfikuje. Podpytuję Gosię, która kilka dni wcześniej była na Durnym o warunki... i kiepsko. Zmieniam plan i z Durnego robi się Ganek. Rzut okiem na topo, kilka relacji, podpytuję znów Gosię i z tych wszystkich informacji wniosek taki, że często się błądzi w podejściu z Rumanowej Dolinki na Rumanową Ławkę, i że obecne w przewodnikach 0+ na grani jest niedoszacowane. Rzucam raz jeszcze info w grupie, że jedziemy na Ganek, i że ruszamy w sobotę 07.11. Ostatecznie deklarują się 3 osoby, Ala, z którą się czasem wspinaliśmy i byliśmy na Wysokiej w ostatni dzień ostatniej zimy, Adam, z którym byłem niedawno na Kończystej oraz Mariusz, którego wcześniej nie znałem:) Ustalamy szczegóły, ja na wszelki wypadek pakuję 20metrów połówkowej, kilka pętli i jakieś friendy. Ruszamy! Na parkingu jesteśmy około 5 nad ranem. Jeszcze ciemno więc pozwalamy sobie na półgodzinną drzemkę w samochodzie. Pół godziny mija, zaczyna świtać, trzeba ruszać. Strzelamy jak z procy i szybko przechodzimy pierwszą połowę drogi. Tu asfalt robi zakosy a obok widoczna ścieżka lasem. Nie byłbym sobą gdybym nie palnął:
- Idziemy skrótem?
- A gdzie on wychodzi?
- Nie wiem, nie szedłem tędy, ale pewnie wyżej na asfalcie.
(taaa....)

Więc poszliśmy skrótem, ale on nijak do asfaltu się zbliżał. Nic to, piękny las, słońce zaczyna oświetlać Grań Baszt, a my po 20 minutach spaceru tym urokliwym lasem wychodzimy na końcowym odcinku zielonego szlaku idącego od Popradzkiego do Strbskego Plesa. Tu kilka minut i lądujemy w schronisku. Śniadanie, papieros i rozmyślania na temat tego czy banan powinien podróżować w plecaku sam, czy w towarzystwie innego banana... nie pytajcie :D W schronisku spory ruch, tu na Wysoką, tam na jakieś wspiny, niby hotel górski, ale tu jak zwykle "turystów hotelowych" brak. Ruszamy dalej! Już 7 rano, czas goni, a na godziny około południowe zapowiadane załamanie pogody. Kilka kroków wzdłuż stawu, znów się głowię przy którym potoku nasze odbicie ze szlaku, ale tu Ala ratuje sytuację. Obiecuje sobie, że tym razem zapamiętam, tylko że za każdym razem to robię :D Podejście do Doliny Złomisk mija nam szybko w wesołej atmosferze. W Złomiskach skakanie po złomach, jak to w Złomiskach ;) Tu zwalniamy tempo obserwując 3-osobowy zespół na płytach Szarpanych Turni jak....stoi w miejscu. Włazimy wyżej do Rumanowej Dolinki, a tam znów patrzymy na tłok na pięknej grani Siarkana. W sumie naliczyliśmy 7 osób. Patrzymy na nasz cel zastanawiając się nad wejściem na Rumanową Ławkę, zerkamy na topo - nieczytelne. Podejdziemy pod ścianę i będzie widać więcej.

BTD1tqXXVojXQzjc5l5M5wDlZJ5rz-bmyB2VC6ZrVac

WP 001409

12212449 1179765205384738_31595661_n

Typujemy dwa żleby pod Żlobistym i kierujemy się w ich stronę. Tuż pod nimi pojawiają się kopczyki, a na pojedynczych płatach śniegu ślady butów. Nie jest źle. Żleb Wyglądający z daleka na paskudny z bliska już taki straszny nie jest. Skała sucha, pniemy się szybko do góry, w jego połowie odbijamy w lewo, wchodzimy w kolejny żleb i po kilku chwilach lądujemy na "tarasie" Rumanowej Ławki. W Rumanowej Dolince widzimy siedzących 3ech ludziów w czerwonych ubraniach...a oni dokąd? Ruszają po chwili w naszym kierunku. Idziemy dalej i tu już ewidentna ścieżka zaprowadza nas pod wylot żlebu opadającego spod Gankowej Przełęczy. Nim kilkanaście minut do góry po dość kruchych, ale na szczęście suchych skałach, na przełęcz. Z drugiej strony przełęczy kapitalny widok na Dolinę Białej Wody. Późno już więc szybko zakładamy uprzęże, wiążemy się sznurkiem i na lotnej wbijamy się w grań.

12204866 1179765118718080_258714115_n

Teren łatwy, oblodzeń brak, w jednym miejscu zakładam z pętli przelot na prośbę jednej z osób. Graniówka piękna, bardzo powietrzna, ale warunki mamy wyborne i technicznie okazuje się łatwa.

GOPR9742

Pod koniec grani doganiają nas czerwone "ludzie", pada "Aaaahoj", więc pewnie Słowacy. Spotykamy się na szczycie, Słowacy okazują się Polakami:) Obowiązkowa sesja, wpis do książki, posiadówa, którą brutalnie kończy rozkręcający się opad śniegu. Zwijamy się w pośpiechu, bo plecaki zostawiliśmy na przełęczy....a w nich nasze raki. Będzie ślisko. Grań idzie dość sprawnie a gdy dochodzimy do przełęczy śnieg zamienia się w deszcz i robi się naprawdę mokro. Rozwiązujemy się i gnamy tak szybko na ile każdy może w dół.

12207942 1179764122051513_451417790_n

Zrobiło się nieprzyjemnie i trzeba ważyć każdy ruch. Dalsza część drogi to wyścig z czasem, żeby wrócić na szlak przed zmrokiem. Deszcz dalej siąpi, zrobiło się mgliście. Wyścig nie do końca wygrany, ale ostatecznie docieramy do schroniska. Zostały więc same perełki, Durny, Staroleśny i Pośrednia Grań.

 

avatar
0
10 listopad 2015, 23:18
Janusz Dębiński