Giewont! A co tam! (08.09.2015)

Tym razem miało być łatwo, przyjemnie i tak zwyczajnie, że o mdłości przyprawiało. A jeden szczyt do tego opisu mi pasował: G! Zwany Gejwontem, lub przez tatrofili Giewontem;)

Wzbraniałem się przed tą górą długo. To przez tłumy, to przez mój pierwszy w życiu wypad w Tatry, którego celem był właśnie Giewont. Wtedy "niezdobyty", przez kolejkę na szczyt dłuższą niż kolejki do nowootwieranych McDonaldów. Ruszyliśmy z Eweliną i Leszkiem rano żwawo Doliną Strążyską by po niedługim czasie dojść do Przełęczy w Grzybowcu. Nic a nic nie pamiętałem ze swej pierwszej wizyty w Tatrach, więc trochę jakbym tędy szedł pierwszy raz. Nawet dość ładnie. Najpiękniej na tej trasie prezentowały się zerwy Wielkiej Turni. Na Siodle urządziliśmy dłuższą przerwę na posiłek. Wyższe partie Tatr były już przyprószone śniegiem. Chwilę później, już na Kondrackiej Przełęczy Wyżniej rozważaliśmy czy nie zamienić tego Giewontu na Kopę. Ale zbyt leniwi na to tego dnia byliśmy. Pognaliśmy więc pod ten wielki krzyż wokół którego zebrała się jak zwykle spora grupa "pielgrzymów".

12003303 1182045931821448_4635359385898908077_n

Zachciało nam się palić, a tu ni jak szło zaspokoić nikotynowy głód tak by nikomu nie przeszkadzać. Wszędzie ludzie, głośno, nieprzyjemnie.
-Leszek, idziemy na Szczerbę?
-Jasne!
Kilkanaście metrów po łańcuchach, a potem już po trawkach na przełęcz. znajdujemy dobre miejsce biwakowe i rzucamy plecaki. Ewelina zostaje a my idziemy rzucić okiem na Długi Giewont. Trochę łatwej graniowej zabawy.

12027143 1013640628694422_7811468831647869744_o

Tak, trzeba będzie na tę grań wrócić którejś zimy! A sam Giewont prezentuje się stąd dość oryginalnie.

11996904 1013640502027768_6576391578885489839_n

Wracamy na Szczerbę. Tu leniuchowanie przeciąga się do ładnych kilkudziesięciu minut. Jest bezbłędnie cicho. Kątem oka zerkam na Giewont i tłum na nim się znajdujący. Tak sobie głośno myślę, że nie chcę mi się schodzić wraz z nimi na Halę Kondratową. Decydujemy się tym samym na powrót przez Wielki Upłaz. Bawimy się wybornie. Tu gimnastyka kosówkowa, tu co chwilę ktoś ląduje na tyłku na mokrych trawach.

11057613 1013640125361139_1803147491038971137_o

 

11999838 1013640272027791_1391504698421274629_o

Po chwili trafiamy na wydeptaną ścieżkę. Jestem trochę zdziwiony jej pojawieniem się w tym miejscu. Co kilkanaście metrów na niej rzucają się w oczy odchody....niedźwiedzia? I kto wydeptał tę ścieżkę? Miśki? Ludzie? Na głos swych obaw nie wypowiadam co by nie niepokoić części żeńskiej naszej ekipy... :D Dochodzimy do Krówskiego Żlebu i w jego połowie przerzucamy się do Suchego Żlebu. Roślinność coraz wyższa. Maliny do pasa, ale schodzenie gęstym lasem jeszcze gorszą opcją. Jakoś przedzieramy się przez te chaszcze i docieramy do szlaku. W schronisku pyszne, zimne piwo i leżakowanie na ławce.
-Leszek, aż dziwnie ładną pogodę dziś mamy, nie?
-Zdecydowanie! Oby ostatni raz!
(Gwoli wyjaśnienia dotychczas wszystkie wypady w Tatry z Leszkiem były w towarzystwie ulew, burz, halnych, śnieżyc, zasp po pachy itd...)
I następny wypad nie był taki kolorowy...pojechaliśmy się wspinać na Mnicha, a towarzyszył nam halny, ale o tym może innym razem;)

avatar
0
22 październik 2015, 16:17
Janusz Dębiński