Grań Kościelców 01.07.2015

Po Mnichu drogą przez płytę złapał smak na coś więcej. Bo na tej drodze to wspinania w zasadzie nie było, ot kilka ruchów na owej płycie, a cała reszta to turystyka. Padło na Grań Kościelców.

Ruszamy o 6 rano z Krakowa, z Eweliną, Adrianem i Leszkiem. W dobrych humorach ruszamy przez Boczań do Murowańca, tam dość długa posiadówka i dalej w stronę Czarnego Stawu. Od samego początku ucieka nam czas. Nie trzymamy się w żadnym momencie planu, toteż na Karbie jesteśmy dopiero około 13. W rejonie Zadniego Kościelca krąży śmigło, a my się zastanawiamy co się stało. Ruszamy dalej percią pod zachodnią ścianą Kościelca w stronę Mylnej Przełęczy. Wszystko fajnie, pięknie, ale zamiast na Mylnej Przełęczy wychodzimy nie wiadomo gdzie. Pod nogami kilkadziesiąt metrów lufy, a Mylna Przełęcz widoczna po lewej niewiele dalej. Jest późno, więc decydujemy podejść granią tak aby wyjść powyżej Mylnej Przełęczy. Nie wiem co czeka mnie powyżej miejsca, w którym się znajdujemy więc się szpeję i idę. Na szczęście łatwy teren i po 2-3 minutach znajduję się w wygodnym miejscu jakieś 15 metrów powyżej przełęczy. Z drugiej strony Uszata Turnia, zwana pieszczotliwie Szafą. Zadzieram głowę do góry i serce zaczyna szybciej bić a w myślach "jak ja mam tam qwa wejść?!". Uspokajam się...to tylko II/III...więc tylko groźnie wygląda. Chwilę czekam na towarzyszy, zakładamy stan i ruszam z pierwszym wyciągiem.

1

Na początku ostrzem grani kilkanaście metrów, po czym staję po prawej stronie na wąziutkiej, ładnie podciętej półeczce. Spoglądam pod nogi...dość powietrznie. Tu pionowo do góry, lekki trawers w lewo po płycie i dalej w prawo na wierzchołek Szafy. Orientacja prosta, idę jak puszcza, a stare haki pojawiające się czasem potwierdzają właściwą drogę. Koniec pierwszego wyciągu to męczarna przez "przełamaną" linę, która wymaga sporo sił by ją wybierać. Na Szafie stan i czekam aż reszta wejdzie do góry. Jest nas 4 i zajmuje to sporo czasu, czego też nie uwzględniliśmy.

2

Dalej krótkie kilkanaście metrów do kolejnego wygodnego miejsca pod Mylną Kopą. Tu kolejny stan i sprawnie idę do góry.

3

Teren łatwy, ewidentny. Na górze stan i znów czekam na pozostałych. Stąd szybko ruszam dalej. Grań jest pozioma i dość ostra... słońce kładzie się nisko. Jest źle z czasem. Pytam się pozostałych co robimy. Decydujemy się na odwrót. Dwa zjazdy z taśm, i gdy zjeżdżam ostatniego zjazdu zaczyna się mocno ściemniać. żeby nie było za wesoło podczas ściągania lina się blokuje. Na szczęście udaje się ją odblokować. Pakujemy szpej i w świetle czołówek wracamy. Po piargach idzie się źle, a przez wcześniejsze mgły trawy są zroszone. Tempo niezbyt szybkie. Adrian z Leszkiem wypruli do przodu, a mnie z Eweliną na koniec żegna z Zadniego Kościelca deszcz kamieni. Chowamy głowy i kulimy się za jakimś głazem. słyszę tylko z lewej i prawej świst latających skalnych odłamków. Na szczęście mijają nas bokiem. Dalej już bez większych przygód idziemy wygodną percią do Karbu, nad Czarny Staw i do Murowańca. W Murowańcu jesteśmy dopiero około 1 w nocy. Na szczęście leży czajnik, więc parzymy sobie kawę i uzupełniamy utracone kalorie. Prosta grań a jednak pokazała, że mamy sporo do nauki w tatrzańskiej wspinaczce;)

 

avatar
0
05 sierpień 2015, 08:20
Janusz Dębiński