Granaty, Zawratowa Turnia i Kościelec w jeden dzień.

Pod koniec stycznia w ramach treningu wybrałem się w Tatry. Czas pozwalał mi tylko na jednodniową akcję, postanowiłem jednak ten dzień wykorzystać jak najambitniej. Spakowałem więc do plecaka mnóstwo rzeczy. Większość z nich była zbędna na tego typu wycieczce, lecz miała mi posłużyć jako dodatkowe obciążenie. Z racji że działać miałem samotnie, a celem treningu była mocny fizyczny wycisk, ruszyłem w znane mi już z zimowych wycieczek miejsca.


Wystartowałem z ronda Jana Pawła II o 6 30 rano bardzo szybkim tempem, w końcu plan miałem ambitny. Chciałem w ciągu jednego dnia zaatakować Granaty, Zawratową Turnię oraz Kościelec. Wszystkie te szczyty znajdują się w rejonie Doliny Gąsienicowej, dzięki czemu trening nastawiony mógł być na dużą ilość przewyższenia a nie dystans.
Pogoda od samego rana była wyśmienita. Bezchmurne niebo oraz brak wiatru, stwarzały okazję do podziwiania pięknych widoków. Warunki śniegowe okazały się być również najlepsze z możliwych.

1as
Po około 1 godzinie i 20 minutach od wyjścia z samochodu, byłem już przy Czarnym Stawie Gąsienicowym i ubierałem raki. Strasznie szybko zleciał mi ten odcinek, może dlatego że pokonywałem go już tyle razy. Ruszyłem mocno do góry żlebem w kierunku Skrajnego Granatu.

2as

Podejście strome, na szczęście całe zacienione dzięki czemu nie grzałem się zbyt przesadnie. Po dotarciu na Wyżnią Pańszczycką przełęcz zrobiłem sobie 5 minut przerwy. Zarzuciłem kask na głowę, wymieniłem kijki na techniczny czekan i ruszyłem w kierunku pierwszego tego dnia szczytu. Wróciły wspomnienia sprzed kilku lat, kiedy pokonywałem tą drogę na kursie zimowej turystyki wysokogórskiej. Wtedy byłem przerażony otaczająca mnie przestrzenią i terenem w jakim się poruszaliśmy. Teraz sprawiało mi to zdecydowanie więcej przyjemności, poruszanie w takim terenie już nie wydaje mi się tak nierealne jak kiedyś. Nim się obejrzałem byłem już na Zadnim Granacie. Przejście granią wszystkich trzech wierzchołków Granatów poszło mi bardzo sprawnie. Muszę tu zaznaczyć że jest to teren trudny, jak by nie było Orla Perć. Decyzję o samotnym przejściu tego odcinka podjąłem w oparciu o wyśmienite warunki pogodowe i śniegowe. „Beton” - jak można nazwać tego typu śnieg, pozwolił mi wierzyć że spokojnie sobie poradzę. Polecam jednak w miarę możliwości pokonywanie go w zespole na lotnej asekuracji, przynajmniej na początek. Panorama z Granatów w kierunku reszty szczytów Tatr Wysokich była przepiękna. Bardzo dobrze widoczne największe i najpiękniejsze szczyty, cieszyły oczy.

6as6as6as


Ruszyłem szybko w dół do Zmarzłego Stawu, skąd ponownie w górę, w stronę przełęczy Zawrat. Tu już nie było tak pusto jak na Granatach, gdzie byłem sam. Wspólnie więc z grupą kilku osób dotarłem na przełęcz. Następnie samotnie już wszedłem na Zawratową Turnię.

6as

Chwila przerwy i podziwiania piękna gór, i po raz kolejny w dół z powrotem do Czarnego Stawu Gąsienicowego, gdzie pozwoliłem sobie na chwilę przerwy. Liczyłem się z tym że koło południa pogoda może się popsuć, jak to często bywa w górach. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Dzień wydawał się wręcz być idealnym na tego typu akcje. W związku z tym ruszyłem znowu do góry, szybko na Karb, i dalej na szczyt Kościelca. Tam, w samotności mogłem podziwiać rejon w którym przyszło mi działać. Uwielbiam takie chwila gdy zostaję sam na sam z górami.

8as8as

Nie rozleniwiałem się jednak zbytnio, mając na uwadze że zimą zdecydowanie szybciej robi się ciemno niż latem. Schodziłem bez pośpiechu, wiedząc że spokojnie zdążę zejść do Kuźnic jeszcze przez zmrokiem. Mimo że miałem czołówkę i byłem gotowy na schodzenie już w ciemnościach to wolałem jednak tego nie czynić z racji zlodowaciałych szlaków poniżej górnej granicy lasu i związanych z tym nieprzyjemności. Do samochodu dotarłem chwile przed godziną 17.
Cała wycieczka okazała się być mocnym treningiem. Zrobiłem około 2500 m przewyższenia i prawie 30 km w niecałe 11 godzin. Najważniejsze jednak było to że po raz kolejny dopisała mi wspaniała pogoda, a ja miałem możliwość być tam gdzie czuje się najlepiej – w górach.
Zadowolony z siebie i szczęśliwy ruszyłem w drogę powrotną do domu, w głowie planując już kolejne akcje.

Pozdrawiam,
Radek !!!

avatar
0
04 marzec 2017, 07:22
Radosław Woźniak