Ja i góry

Wielokrotnie zastanawiałem się nad tym czym dla mnie są góry i czemu właściwie to one stanowią główny wyznacznik tego jak żyje i gdzie oraz kim jestem i co robię. Pewnie nad tym tematem można by się rozwodzić godzinami, a i tak na próżno szukać jasnej i kompletnej odpowiedzi. Kuriozum i pozytywnie śmieszne jest już to, że aktywność górska, która ogólnie kojarzona jest z jakąś ogólną sprawnością jest uprawiana przez osobę niepełnosprawną. Się czasem śmieję, że biorąc pod uwagę moje obiektywne problemy raczej powinienem wybrać sobie zajęcia typu szachy czy brydż towarzyski, a nie coś takiego. Góry – Tatry są więc dla mnie poniekąd symbolem spełniających się Marzeń, dopełnianiem się tego, co powszechnie jest uznawane za niemożliwe.



Kiedy ktoś zadaje mi pytanie czy góry dają mi wolność, nigdy nie wiem co odpowiedzieć, bo niby i tak i nie. Mówię „nie”, bo biorąc pod uwagę, że ktoś musi mi pomagać, w pewien sposób czuję się skrępowany i ograniczony. Do tego dochodzi całe planowanie, terminy, telefony, ktoś może wtedy, ale ktoś inny akurat nie itd., itd. - i wtedy wszystko trzeba zacząć od nowa. Ale i tak, nawet jak już wszystko jest dograne to nagle czasem siada pogoda i cały misterny plan „o kant stołu”.  Wspomnę tylko o tym, że staram się też dość regularnie ćwiczyć i utrzymywać swoje ciało w dobrej kondycji – mimo jego niedoskonałości (bo przecież jakoś w tych górach trzeba funkcjonować).

Wolność kojarzy się ze swobodą, a pod tym względem raczej to tej „wolności” nie przypomina. Oczywiście, że jest czas na relaks w górach, piękne widoki, rozległe panoramy, ale wciąż powracająca myśl, że zaraz zacznę poruszać się dalej, co z dużym prawdopodobieństwem oznacza ból fizyczny, zmęczenie, zahaczanie nogą o kamienie, zdecydowanie przeważa...


Zresztą prawda też jest taka, że same góry (trochę spłycę temat), ale to po prostu kupa kamieni, gdzie trzeba wejść i zejść. Wszelkie książki o romantycznych podróżnikach, górskich uniesieniach itd., itd. nie przedstawiają całej prawdy. Góry to też ból, strach, czasem brzydota, przenikliwe zimno, rozczarowania, smutek itd.



I tu chciałbym się zatrzymać. Wszystkie te wymienione rzeczy i wszelkie towarzyszące im uczucia (zarówno te pozytywne - „z książek” i też te negatywne) mają w górach o wiele, wiele, wiele większe wibracje. Są jakby bardziej prawdziwe, bliższe, „wyraźniejsze”. Marek Kamiński jedną ze swoich książek zatytułował „Dotykanie świata”. I myślę sobie, że to wszystko co wiąże się z tymi górami, o których piszę przypomina takie trochę „dotykanie świata”.

Dla mnie to „dotykanie świata” jest jednak najbardziej odczuwalne już po wszystkim. Kiedy wykąpany i z herbatą mogę wygodnie położyć się w swoim łóżku i mieć takie wewnętrzne uczucie, że po raz kolejny coś zrobiłem, coś widziałem, kogoś poznałem, gdzieś byłem itd. Pojawia się też taka myśl, że życie nie przecieka ci przez palce, że inni mają nowoczesne tv, ogromne wille, pełne konta, a ty masz jakieś tam swoje „poletko” i może przyjść złodziei, okraść cię z dóbr materialnych, ale pewnych rzeczy ci nikt i nigdy nie odbierze.

I pod tym względem, TAK – GÓRY DAJĄ MI WOLNOŚĆ.

avatar
0
23 październik 2017, 21:08
Bartosz Michalak