Jestem ultrasem!

Jurek: Jak wiecie w czepku urodzony jestem, więc przytrafiają mi się same wspaniałe rzeczy. Tak też było w sytuacji, o której chcę opowiedzieć. Mianowicie – przebiegłem Bieg Rzeźnika! Tak, ten bieg, który jest zarezerwowany dla harpaganów i innych ultrasów, którzy kilometry łykają jak ciepłe bułeczki.

Tak, ja - Ślepa Furia – zrobiłem to.

Oczywiście nigdy nie udałoby mi się tego dokonać, gdyby nie grupa podobnie jak ja powalonych ludzi. Już sam pomysł, zarzucony Rudej w ubiegłym roku był dość … kontrowersyjny. Kontrowersja głównie polegała na tym, iż wiele osób nie wierzyło, że przebiegnę, że wystarczy mi siły i determinacji.

Zarobiony jestem, więc nie miałem czasu trenować, w szczególności długich wybiegań, leniwy jestem więc jakoś specjalnie okazji do trenowania nie poszukiwałem. Zarówno moi rzeźniccy partnerzy, jak i Ruda próbowali namówić mnie na jakieś starty ale zawsze kończyło się zdecydowanym – NIE.

Dlaczego? Sam nie wiem, miałem jakiś wewnętrzny opór. Zabawne było to, że w Rzeźniku mieliśmy pobiec we trójkę a tak naprawdę – nigdy wspólnie nie biegaliśmy. Z jednym z moich partnerów znamy się od lat, z drugim rozmawiałem zaledwie kilka razy. Nie wiem dlaczego, ale chłopacy strasznie denerwowali się przed startem. To się chyba nazywa – poczucie odpowiedzialności, którego ja oczywiście nie miałem.

Ślepa Furia Team wystartował, jak Mirek Bieniecki – organizator Biegu Rzeźnika przykazał – o 3 rano, 11 czerwca z Komańczy, przy akompaniamencie naparzających w bębny „Wiewiórek na drzewie”. W składzie – Jurek Płonka, Krzysztof Pyrć i Marcin Sieńczyk postanowiliśmy pokazać wszystkim widzącym, jak się biega Rzeźnika.

Krzysiek biegł pierwszy, ja za nim. Byliśmy połączeni kijkiem trekkingowym, który zresztą, wzbudził wiele kontrowersji. Dlaczego? No bo „nie regulaminowo”. Zgadza się, do Cisnej kijki trekkingowe były zabronione. W moim przypadku kijek trekkingowy jest niezbędny do tego, żebym widział gdzie biegnę, partner biegnący z przodu nadaje kierunek i rytm, dzięki kijkowi czuje każdą zmianę no i nie ląduje w krzakach. Za mną bieg Marcin, pilnował abym nie wywrócił się. Partnerzy spisali się na medal informując mnie o wszystkim co było na drodze, niezależnie od tego czy chciałem wiedzieć, czy też nie. Gałąź, kamień, błoto, ładna dziewczyna przed nami … tak było.

19420629 1555441284497532_4503702202775511162_n

Musicie wiedzieć, że ja trochę inaczej biegam niż Wy, moje mięśnie są cały czas napięte i gotowe do amortyzowania każdego potknięcia. Ma to ogromne znaczenie, szczególnie jeżeli chodzi o to jak ja się czuję po takim biegu, i ile czasu trwa moja regeneracja! Jakbym przebiegł 160!

19576039 1549087841808847_94792468_n

O ile dobrze pamiętam, zaliczyliśmy tylko jedną wywrotkę no i miałem tylko jedno zderzenie z drzewem – niewiele, biorąc pod uwagę dystans. Nie chcę Was zamęczać opowieściami z trasy, było ciężko, miałem sraczkę, rozważałem zejście z trasy, obiecałem sobie i innym – że nigdy więcej. Z drugiej strony, Rzeźnik był fantastyczną przygodą, po raz kolejny przekonałem się, że „bez oczu” mogę wszystko, szczególnie mając przyjaciół, którzy wskażą mi drogę. Przekonałem się, jak ważny jest suport na trasie i że to nie jest żadna pedaliada, jak zdarzało mi się twierdzić – tylko integralny element biegu, bez pomocy i dopingu Kasiek, nie udałoby nam.

19621607 1549087865142178_635297450_n

Na metę wbiegliśmy po 17 godzinach i 42 minutach pokonywania bieszczadzkich bezdroży. Był mega doping, szampan, 5 minut na scenie. Bezcenne, nie …. Nie ta scena, ten szampan! Na razie stoję na stanowisku – nigdy więcej, ale kto wie, zobaczymy co czas pokaże, no i co Ruda wymyśli
Ruda: od samego początku wierzyłam, że zrobią to – przebiegną Bieg Rzeźnika, spełniając wcześniej odpowiednie warunki. Im dalej w las, im bliżej biegu, mój optymizm malał a niepokój wzrastał. Jurek nie trenował, a ja nie do końca chciałam uwierzyć, że Jego mięśnie mają aż tak dobrą pamięć!!!

Spodziewałam się wszystkiego, złamanej ręki, nogi, kontuzji … Jurek nie byłby sobą, gdyby nie postanowił zaskoczyć mnie i to w jaki sposób… na dzień przed wyjazdem postanowił usunąć zęba. Tego się nie spodziewałam. Ale wtedy postanowiłam wyluzować, co niezbyt często mi się zdarza. Pobiegli, a ja nie wyobrażałam sobie, że mogłoby mnie zabraknąć na starcie, punktach kontrolnych i mecie.

Jurek wątpił w moc supportu ale ja wiedziałam, że zmieni zdanie po Rzeźniku. Nie przebierałam w słowach, próbując motywować chłopaków do dalszej walki, wiedziałam, że z Kasią Pyrć musimy być twarde i nawet przez chwilę nie pozwolić chłopakom pomyśleć o tym, że nie ukończą biegu.

19621374 1549081951809436_2062569980_n

Ruda & Ślepa Furia Team : chcielibyśmy podziękować wszystkim za doping i trzymanie kciuków. Serdeczne podziękowania składamy Mirkowi Bienieckiemu, za to, że umożliwił nam start oraz był wsparciem podczas „wyprawy przygotowawczej”. Dodatkowo Mirek przekazał do licytacji pakiet na Bieg Rzeźnika 2018 – całkowity dochód z licytacji zasilił budżet naszej wyprawy.

Fajnie jest znać fajnych ludzi!

19691598 1549091175141847_1625809861_n

avatar
0
30 czerwiec 2017, 11:14
Jerzy Płonka