Karuzela zawodów.

Na wiosnę był fart, a w lecie pech...

Niedawny Puchar Europy Juniorów rozegrany w austriackim Mitterdorfie (12-13 sierpnia) niestety jeszcze zmieścił się w lecie, więc kończę go na „pechowym” 13. miejscu.

Szkoda, bo pierwszy raz na zawodach międzynarodowych czułam się świetnie jeżeli chodzi o wytrzymałość (pewnie głównie za sprawą wcześniejszego, ponadmiesięcznego pobytu w Rodellarze), ale pech chciał, że tym razem routsetter nakręcił bulderową drogę, która normalnie bardzo by mi się spodobała i nie musiałabym się martwić, że po wstawce nie będę mogła ruszać rękami ;) Na najtrudniejszym ruchu pierwszej drogi eliminacyjnej odpadło ponad 20 dziewczyn z mojej kategorii (w tym ja).

Na drugiej drodze w eliminacjach byłam szósta – tak więc finał przepadł na tym jednym ruchu z pierwszej drogi… Na szczęście Mitterdorf już drugi raz z rzędu urzekł mnie swoją urodą, przez co porażka nie smakowała aż tak gorzko i z chęcią wrócę jeszcze raz na tą przerażającą wielkością ale śliczną ścianę ;)

Liczę na to, że letni pech już wykorzystany, a na zaczynających się już za trzy dni Mistrzostwach Świata Juniorów w Innsbrucku będę tym razem w stanie pokazać swojego maksa :-)

Ponieważ na tegorocznych Mistrzostwach po raz pierwszy będzie rozgrywany trójbój wspinaczkowy (prowadzenie, bouldering i czasówki) zdecydowałam się wystartować również w czasówkach ;P (trzy razy w życiu miałem trening na standardzie: rekord to 18 sekund – więc nie ma lipy! ;) ) Trzymajcie kciuki za mnie i całą reprezentację Polski! 

#BergansTeam

MajaRudka 1

avatar
0
29 sierpień 2017, 14:50
Maja Rudka