KILIMANDŻARO 2016

      Kilimandżaro to najwyższa góra Czarnego Lądu i  chyba najwyższa wolnostojąca góra na świecie. Ale z cała pewnością nie najtrudniejsza, pomimo, że jej wysokość wynosi 5895 m n.p.m. Kiedyś była pokryta śnieżno-lodową pokrywą, która niestety znika w oczach. Szacuje się,  że w najbliższych latach zniknie całkowicie. Zdobycie Kilimandżaro nie wymaga specjalnych umiejętności, najprostsza droga- Marangu Route nie przedstawia żadnych trudności technicznych dla średnio zawansowanego turysty górskiego. W tej sytuacji, kluczem do zdobycia góry staje się właściwa aklimatyzacja.


Kilimandżaro to moja trzecia góra w drodze po Koronę Ziemi. Z powodów ekonomicznych zdecydowałem się na trekking 5 dniowy wspomnianą wyżej drogą Marangu Route (zwaną również Coca-Cola Route z racji jej popularności). 

P1010036

Tragarze z Kilimandżaro wędrujący drogą Marangu Route. W pocżątkowym etapie idą inną drogą niż turyści. 

 

Dojeżdżając do bramy parku można zaobserwować tłumy ludzi. Są to oczywiście turyści, ale i tragarze, przewodnicy, kucharze itp. Na jednego turystę przypada ich kilkoro, ja podróżowałem sam i miałem do pomocy aż 6 osób. Nie dlatego, że sam tak chciałem, decyduje o tym przewodnik. Wynajęcie przewodnika jest obowiązkowe, a na każdym etapie wspinaczki należy wpisać się do specjalnej książki. Wyprawa podzielona jest na kilka etapów. Pierwszy z nich to wędrówka przez las deszczowy od bram parku do schroniska Mandara Hut położonego na wysokości 2720m n.p.m. Prawie przez całą drogę towarzyszą nam zwierzęta, przede wszystkim małpy. 

P1010050

Blue Monkey. Można je spotkać zarówno po drodze do Mandara Hut jak i w samym obozowisku.

 

Idziemy w dwójkę z moim tanzańskim przewodnikiem Nossoro, przy okazji mam doskonałą możliwość szlifowania języka angielskiego. Po przebyciu około 8 kilometrów i pokonaniu 1000 m w pionie, docieramy do schroniska. Wpisujemy się oczywiście do książki i mogę ulokować się w niewielkim domku z trzema miejscami do spania. Po kilkudziesięciu minutach waiter Rashid zaprasza mnie na lunch do osobnego budynku, w którym znajduje się stołówka. Ku mojemu przerażeniu na stole ujrzałem talerz pop-cornu, wodę w termosie, kawę, herbatę i kakao. Na szczęście okazało się, że to była tylko przystawka, a kolejne danie było już obfite i nawet smaczne. Na tym etapie apetyt mi jeszcze dopisywał. 

PA110008

Obóz Mandara Hut 2720 m n.p.m. 

 

Kolejnego dnia wyruszamy wcześnie rano, zaraz po śniadaniu. Drugi odcinek prowadzi do schroniska Horombo Hut (3720 m), droga jest bardzo, łatwa a po drodze spotykamy np.  kameleona. Mój przewodnik Nossoro od czasu do czasu wskazuje jakąś roślinkę i opowiada o jej wyjątkowości. Nie rzadko są to rośliny endemiczne. Dużo rozmawiamy, więc droga szybko ubywa. Do pokonania mamy 11 kilometrów  i podobnie jak poprzedniego dnia 1000 m w górę. Las szybko się skończył i większość drogi prowadzi przez wrzosowisko. 

 

PA120047

"Morze chmur" o poranku w Horombo Hut.

 

Po dotarciu do obozu meldujemy się, a potem dostaję chwilę na krótki odpoczynek i posiłek. Z racji mojej 5-cio dniowej wycieczki nie mam dodatkowego dnia na aklimatyzację jak większość wspinaczy przebywających w Horombo. W związku z tym jeszcze tego samego dnia idziemy z Nossoro i Rashidem do Zebra Rocks (około 4000 m n.p.m.). Jest to pasiasta skała przypominająca umaszczenie zebry często odwiedzana przez turystów i trzeba powiedzieć, ze niezwykle urokliwa. 

P1010078

Zebra Rocks - Urokliwe pasiaste skały w pobliżu Horombo Hut.

 

Powoli zbliżamy się do punktu kulminacyjnego wyprawy. Trzeciego dnia, jak zwykle o poranku wyruszamy w górę. Na tym etapie zaczyna się odczuwać wysokość, ponieważ zmierzamy do obozu Kibo Hut położonego na wysokości 4720 m., czyli niewiele niżej niż Mont Blanc. Tutaj już tylko obserwujemy księżycowy krajobraz. Pokonujemy kolejne 10 km miejscami bardzo szeroką autostradą. Mijamy tragarzy noszących wodę we wiadrach na głowie. W Kibo Hut nie ma wody, więc musi być dostarczona właśnie przez nich. W pewnym momencie ujrzałem lądowisko dla helikoptera. Próbuje zaczerpnąć więcej informacji od przewodnika na ten temat i okazuje się, że Tanzania nie ma helikoptera. W szczególnych przypadkach przylatuje on z Kenii. Do zwożenia ludzi potrzebujących pomocy używa się czegoś w rodzaju noszy na jednym kółku. 

PA120071

Księżycowy krajobraz w drodze do Kibo Hut, w tle wulkan Mawenzi.

 

Docieramy do celu. W obozie Kibo jednak nie spędzimy zbyt wiele czasu. Po przybyciu mam chwilę na zrobienie kilku zdjęć, potem posiłek, którego już nie mogę zjeść. Wysokość powoduje brak apetytu, zmuszam się jednak do jedzenia. Energia się przyda bo jeszcze tego samego dnia przed północą będziemy atakować szczyt. Przewodnik nalega, abym położył się spać co oczywiście zrobiłem, nie udało mi się jednak zasnąć.

2014 0326_143836_005

W obozie Kibo Hut 4720 m n.p.m.

 

Około godziny 23:00 rozpoczynamy przygotowania. Ubieramy się ciepło, ponieważ mocno wieje i jest zimno. Wspinamy się właściwie przez całą noc w świetle czołówek. Po pewnym czasie okazuje się, że mój organizm jednak nie ma właściwej aklimatyzacji. Zabrakło tego jednego dodatkowego dnia. Z bólem głowy i żołądka właściwie siłą woli, krok za krokiem zmierzam w kierunku szczytu. Po przekroczeniu wysokości 5700 m. troszkę się odrodziłem, być może dlatego, że przekroczyłem swój rekord wysokości. Wstało Słońce i w pięknych okolicznościach przyrody, podziwiając resztki lodowca, o godzinie 6:40 zdobywamy Uhuru Pick 5895 m n.p.m. 

PA130089ww

Na szczycie Kilimandżaro z przewodnikiem Nossoro. 5895 m n.p.m.

 

Na szczycie robimy kilka pamiątkowych zdjęć i szybko schodzimy w dół. Przed nami długa droga. Najpierw dochodzimy do Kibo, tam tylko pijemy szybką herbatę, następnie wędrujemy dalej aż do obozu Horombo. Po dotarciu marzę tylko o tym, aby położyć się spać. W końcu przez trzydzieści kilka godzin wędrujemy w górę i w dół. Muszę jednak poczekać na jedzenie, które przygotowuje dla mnie kucharz. Wieczorem po krótkiej drzemce mamy czas na podsumowanie wyprawy, a chłopacy z mojej załogi odśpiewali mi piosenkę o Kilimandżaro. Ostatni dzień to zejście do bramy parku, czyli szybki 20-sto kilometrowy marsz w dół. Tu kończy się moja przygoda z Kilimandżaro. Po Mont Blancu i Elbrusie, trzecim szczytem z Korony Ziemi jaki udało mi się zdobyć. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

avatar
0
13 listopad 2016, 16:41
MARIUSZ JAWORSKI