Kilka pomysłów na górską szamę ;)

Wychodząc w góry, musimy zapewnić sobie całodzienne wyżywienie. Nie jest to problemem, jeśli przed nami jednodniowa wycieczka, a w dodatku nie żal nam dutków na schroniskowy obiad. Do plecaka zabieramy wówczas najczęściej przygotowane poprzedniego wieczora kanapki, coś słodkiego i jest git.

Sprawa się trochę komplikuje, gdy zaszywamy się w świat gór na dłużej, zostawiając wszelakie luksusy i wygody daleko za sobą. Nawet przygotowanie kanapek urasta wówczas do rangi zadania. To raz. A dwa to to, że chcąc jednak zaoszczędzić co nieco tych naszych dutków, jedzenie musimy przynieść z sobą...

Ma być więc:

- lekkie - nie lekkie w sensie kalorycznym czy trawiennym, tylko zwyczajnie mające niewielki ciężar i zajmujące niewiele miejsca

- trwałe - w dwóch znaczeniach - po pierwsze: nie psujące się zbyt szybko, po drugie: odporne na zgniatanie i kruszenie
- wygodne do przygotowania i skonsumowania

- sycące i dodające energii

- dobrze, gdyby było też smaczne no i w miarę zdrowe


Z powyższych względów ODRADZAM:
- konserwy w puszkach - bo razem z mięsem dźwigamy opakowanie, które nawet po opustoszeniu trudno skompresować, zajmuje więc nadal dużo miejsca w plecaku

- sucharki - równie dobrze można wziąć ze sobą bułkę tartą
- miękkie owoce i warzywa - rozgnieciony banan albo pomidor omnomnom ;)
- ciastka i wafelki - z podobnych względów, co sucharki, jak też dlatego, że lepiej zainwestować w wartościowsze węglowodany

- kanapki - zrobienie zapasu na kilka dni może się skończyć w najlepszym wypadku wyrzuceniem ich, w najgorszym - rewelacjami żołądkowymi


Co zatem wydaje mi się godne POLECENIA?

(uprzedzam, że nie jestem dietetykiem, wszystkie propozycje przetestowałam jednak na sobie, a trochę po górach chodzę)

- bułki - zamiast kanapek, przy czym lepsze od białych kajzerek będzie pieczywo pełnoziarniste


- konserwy mięsne w plastikowych i małych opakowaniach - które spałaszujemy za jednym razem

- kabanosy - im bardziej kiełbasa jest sucha, tym większa jest jej trwałość; kabanosy zalicza się zwykle do tych półtrwałych

- batony muesli - wedle moich doświadczeń jednocześnie zadowalająco sycą i dają energetycznego kopniaka, no i są jedną ze smaczniejszych przekąsek

- zwykłe batony - najlepiej wybierać te zawierające orzechy (źródło białka)

 

- czekolada - raczej słodka niż gorzka, raczej z bakaliami niż bez (czekolady z nadzieniem zostawmy sobie na niziny)

- chałwa - bomba witamin i innych wartościowych składników spożywczych, oczywiście wysoce kaloryczna, ale w górach poniekąd o to właśnie chodzi


- suszone owoce - alternatywą dla rozsmarowanych po plecaku bananów mogą być banany w formie suchej, tutaj też warto wspomnieć o rodzynkach

- orzechy ziemne - zawierające najwięcej białka wśród orzechów; ale na pewno nie te w puszce (po co nam w górach puszka?) i nie zanadto słone, chyba, że marzymy o tym, aby chciało nam się pić jeszcze trochę bardziej

- ryba w puszce - wiem, że przeczę sama sobie, ale jeśli mam pewność noclegu w schronisku i tym samym natychmiastowej możliwości pozbycia się puszki, to czasem biorę jakąś makrelę w pomidorach na smaczne i pożywne śniadanko

 

Tym, co najbardziej pozwala na ograniczenie wagi bagażu, a jednocześnie gwarantuje świeżość potraw jest przygotowywanie ich na bazie wrzątku. Kilka sposobów na ciepłe i szybkie, ale wciąż prowizoryczne jedzonko w następnym wpisie.

 

szamawgorach

avatar
0
11 listopad 2015, 14:07
Małgorzata Nowakowska