Krywań (30.12.2014)

To miał być tylko Krywań. Na rozgrzewkę. Wielka Korona Tatr, wiadomo. Mimo, że minęło pół roku od tego wypadu, na myśl o warunkach tamtego dnia dalej przechodzą po mnie dreszcze...

Okolice bożonarodzeniowe, zerkam na prognozy i nie wierzę. Temperatura w ciągu dnia w okolicy -25 stopni i do tego silny wiatr. Ale to tylko prognoza, a tu tydzień czasu do wyjazdu. W przeddzień wycieczki jednak prognozy nie były nawet grosz optymistyczniejsze. Będzie zimno! Bardzo zimno! 28 Gosia pojawiła się u mnie. Wieczorne piwo, próba drzemki i pobudka o 2 nad ranem. Niedługo później lądujemy w aucie z Tomkiem i Adrianem. Drogi samochodem nie pamiętam, chyba coś sypało. Na parkingu przy Trzech Źródłach byliśmy jakoś o świcie. Względnie ciepło, nie wieje, może prognozy się pomyliły? Przepakowanie plecaków i w drogę. Początkowo ruszamy szlakiem. Śniegu niewiele, dość mroźno, ale znośnie. Nie bardzo wiemy jak iść - tylko tyle, że od któregoś miejsca granią do samego szczytu, tak aby ominąć Wielki Żleb Krywański. Ja w tym rejonie jestem poraz pierwszy. W pewnym momencie docieramy do szerokiego siodła przełęczy pod Niżią Przehybą. I tu zaczął się dramat. Rozpędzone wiatrem kawałki lodu zaczęły chlastać po twarzy. Do tego niska temperatura. Jak najszybciej zakładam na twarz bandamkę i gogle. Wierzchołek Krywania zakryty chmurami. Czeka nas długa wędrówka do szczytu. Na osłonę przed wiatrem nie ma co liczyć na grani. Nie będzie lekko. Bandamka błyskawicznie pokrywa się warstwą lodu. Mimo dwóch par ciepłych skarpet czuję jak zaczynają mi marznąć palce u stóp. Robię przerwę by się nawodnić. Na szczęście to pomaga i po kilkunastu minutach wraca czucie. Droga dość łatwa, grań szeroka, i nie licząc kilku miejsc bez większych problemów nabieramy wysokości. Po lewej stronie momentami odsłania się piękny widok na Koprową Dolinę, znajdującą się ponad kilometr niżej. Wiatr i sypiący śnieg dalej nie daje spokoju zamieniając tę teoretycznie nietrudną wycieczkę w walkę o każdy metr. Ale czy nie na tym polega urok tej prawdziwej, surowej zimy w górach? Przecież to walka o przetrwanie jest wpisana w naszą naturę. Około 250metrów od szczytu odsłania się wierzchołek. Tu grań zaczyna się robić stromsza, ale jest też więcej śniegu co nam znacznie ułatwia drogę na szczyt.

10887154 876499882408498_5345373829785347359_o

10818482 876499875741832_5447093685835398242_o

 

O godzinie 13 docieram na szczyt. Po kilku minutach dochodzi reszta. Trafiliśmy w dziesiątkę. Rozglądam się dookoła i Krywań jest chyba jedynym szczytem wyrastającym ponad chmurami. Uzupełniamy płyny i kalorie.  Adrian ściąga rękawice by zrobić kilka zdjęć i po około 2 minutach zauważam, że jego kciuk zrobił się trupio blady. Zakłada natychmiast rękawice i po paru chwilach wraca mu czucie. To odmrożenie skończyło się u niego pęcherzami. A przecież tylko przez 2 minuty stał bez rękawic.

10506618 876499889075164_992662266945376357_o

Rozważamy powrót granią opadającą w stronę Małego Krywania, ale po kilkudziesięciu metrach drogi rezygnujemy ze względu na kiepską orientację w terenie, a zaczęło robić się dość późno. Zmęczeni rezygnujemy z powrotu na wierzchołek i trawersujemy górną partię Wielkiego Żlebu Krywańskiego.Idę pierwszy starając się omijać wszelkie depozyty nawianego śniegu. Idziemy w dużych odstępach, trochę z duszą na ramieniu. Po kilkunastu minutach docieramy do grani, którą weszliśmy na szczyt. Tam wchodzimy w chmurę i żwawo schodzimy póki jest jasno. Temperatura chyba jeszcze bardziej spadła. Zaczynamy coraz bardziej obrastać lodem. W rejonie przełęczy spoglądam na obrośniętą lodem Gosię, i widzę jak zaczyna jej się odmrażać nos i policzek.

1960791 876499865741833_8239129591423871987_o

Na szczęście za przełęczą wiatr cichnie i zaczynamy odtajać po tej nierównej walce. Stąd już nudny spacer do parkingu. Przy aucie lądujemy po zmroku. Chłopacy wracają do Krakowa, a my z Gosią ruszamy z cięzkimi plecakami do schroniska przy Popradzkim Plesie. A tam zasłużone piwo.... :)

avatar
0
28 maj 2015, 21:03
Janusz Dębiński