Kto się boi...?

   Lewą ręką, a właściwie jednym palcem, przytrzymuję malutki kryształek, prawą opieram na lekko połogim fragmencie skały i próbuję wstać. Czwarty raz już chyba. Co robię źle? Zaczynam jeszcze raz.

   Zmieniam nogi i w momencie kiedy udaje mi się wstawać, obraca mnie i odpadam. Od ściskania maleńkich chwycików, a raczej ich wizualizacji, parzą mnie palce. Jutro i pojutrze gram koncerty, więc z odrobiną rozsądnej złości, rezygnuje z dalszych prób i schodzimy z Marcinem do Szwajcarki. (Marcin, który pokazał mi ta drogę, schodzi wesoło sobie podśpiewując, bowiem tydzień wcześniej udało mu się przejść i to w niezwykle szlachetnym stylu tą drogę)

„Kto się boi ten nie stoi”

   Krzyżna Strażnica, na której znajduję się ta droga, to skała położona pomiędzy Zamkowymi a Krzyżną. Tutaj w 2007 roku Michał Kajca wypatrzył sobie linie, która idealnie swoimi trudnościami oddaje nazwę drogi. Tylko dla miłośników tarcia i wiary. Bo doskonale wiemy, że metrów zrobionych w rajbungach nie zabierze nam nikt a cyfra nie ma tu żadnego znaczenia (droga „Kto się boi ten nie stoi” wyceniona jest na VI+)

   Po tygodniu wracamy na tą drogę, spacerując sobie dzień wcześniej w Karkonoszach. I tak jak zawsze, w tych dość kieszonkowych, a jednak pięknych górach, odetchnęliśmy pełna piersią wchodząc na Śnieżkę przez Sowią przełęcz.

daniel grupa_karkonosze

Późnym popołudniem na szlaku

   Wieczorową porą zapukaliśmy w okienko Domu Śląskiego, by nazajutrz, wczesnym rankiem zbiec przez „Samotnie” do Białego Jaru gdzie zostawiliśmy samochód.

samotnia

O poranku w Karkonoszach

   Już po półtorej godzinie wpatrywaliśmy się ponownie w drogę „Kto się boi...” Pierwszy idzie Sekretarz najfajniejszego Klubu Wysokogórskiego w Polsce (czyli KWZG), blokuje przy cruxie, ale dochodzi do końca drogi pozostawiając ekspresy. Teraz moja kolej. Biorę kilka głębszych oddechów i w miarę ze spokojną głową zaczynam się wspinać. Przy cruxie pamiętam o zmianie nogi. Wstaję i trzyma to wszystko! Zanim klepnę do lekko zmurszałej pólki biorę jeszcze jeden oddech i wychodzę z trudności. Teraz kilka dość łatwych metrów. Przed stanowiskiem opuszczam jeden przelot i wpinam się do stanu. Uhaaaa! Zrobione.

danielg grupa

Radość autora po przejściu drogi

 

  Chwilę później droga poddała się pod stalowymi palcami i hardą głową naszego Sekretarza. Piękna linia, którą śmiało można polecić wszystkim wspinaczom niezależnie od trudności, jakie robią.

robert orlowski

Robert przed cruxem

avatar
0
29 czerwiec 2017, 07:56
Daniel Grupa