Kwietniowa wyrypa Główną Granią Tatr Zachodnich

 

DSC05332 Copy

Sobota (30. Kwietnia) w całych Tatrach zapowiada się pięknie, jedynym minusem jest duża ilość świeżego śniegu przez co jesteśmy zmuszeni zmienić trasę, o której myśleliśmy początkowo, na coś bezpieczniejszego, ale również wymagającego. Nasz „plan awaryjny” to przejście 37km, w większości Główną Granią Tatr Zachodnich, zaczynając na Ornaku, a kończąc na Ciemniaku. Jednak nie same kilometry robią wrażenie, lecz imponująca jest także liczba metrów przewyższenie – aż 2600!

 

Naszą wędrówkę zaczynamy o godzinie 5:00 z parkingu w Kirach (tutaj również skończymy), aby pokonywać już kolejne kilometry. Słupek rtęci jest nieco poniżej zera, ale my, już podczas marszu nie odczuwamy zimna, jedynie gdy zatrzymujemy się, aby chwilkę odsapnąć, mróz daje po sobie poznać :) Ale już na wierzchołkach widzimy promienie słońca padające na biały śnieg zalegający na szczytach. W górach panuje martwa cisza, poza krokami, które stawiamy i oddechem nie słychać ani powiewu wiatru, ani innych turystów, kompletnie NIC!

P4300421 Copy

Po wejściu na nasłonecznione stoki wszyscy jednogłośnie stwierdzamy, że musimy ściągnąć większość warstw odzieży, bo upał jest nie do wytrzymania. Nareszcie się cieszę, że będę mógł opalić swoją twarz, a jak się później okaże to nawet SPALIĆ! Dzisiaj, gdy piszę tą krótką relację, właśnie odrywam schodzący z niej naskórek.

P4300420 Copy

 

DSC05325 Copy

 

DSC05323 Copy

Po wejściu na naszą upragnioną grań, od razu zaczyna się torowanie w głębokim śniegu – przypisuje to zadanie sobie, a niektóre stoki zachodnie są wolne od śniegu. Tak zdobywamy kolejne wierzchołki leżące na GGT. Wejście na szczyt, zejście na głęboką przełęcz, wejście na szczyt , i tak w kółko. Podczas wędrówki spotykamy duże stada kozic, które w żadnym stopniu się nas nie boją, zostają w tych miejscach, w których były, jak widzieliśmy je z daleka (są dosłownie kilka metrów od nas).

P4300425 Copy

 

P4300429 Copy

 

DSC05335 Copy

Przed godziną 17 stajemy na Ciemniaku, czyli ostatnim szczycie, na który mieliśmy dzisiaj wejść, odpoczywamy dosyć długo i bierzemy się na dół, do naszego samochodu. Twarz już podczas powrotu do Andrychowa zaczyna piec, następnego dnia było już tylko gorzej, a kolejne dni to zrzucanie starego naskórka :)

DSC05347 Copy

 

DSC05319 Copy

Na koniec chciałbym wszystkich ostrzec, aby sprawdzać dokładnie kamienie, za które się chwytamy, ponieważ nawet te, które wyglądają z pozoru na stabilne (bo wyglądają na duże), są często luźno osadzone na podłożu. Jeden z naszych uczestników właśnie przez to o mały włos nie poleciał z takim kamieniem, skończyło się jedynie na drobnych potłuczeniach. Dla nas to zdarzenie było kolejnym zdobytym doświadczeniem, a dla Was może być przestrogą.

avatar
0
03 maj 2016, 17:52
Kajetan Burzej