La Hermida i tufy tylko dla dorosłych

Jak górsko! Uwielbiam być otoczona górami. Na nizinach czegoś mi zwyczajnie brakuje, co biorąc pod uwagę fakt, że jestem z Podlasia jest pewnie dość dziwne. Pamiętam, że od pierwszego wejrzenia zakochałam się bezgranicznie w Tatrach. Oczywiście kocham wszystkie polskie góry, ale tam było coś więcej, ta surowość i niedostępność, które wzbudzają szacunek i które po pewnym czasie stały się wyzwaniem...

P8011609

Rumenes

Wracając do La Hermidy, to właśnie był ostateczny cel naszych wakacji. Dotarliśmy tam wieczorem i od razu ruszyliśmy do pobliskiego sektoru Urdon (jedynego do którego idzie się z buta, z “centrum” La Hermidy). Nie był to mój pierwszy raz w La Hermida, ani w Urdon, ale oczywiście po tych dwóch latach miałam nadzieję, że dużo się w moim wspinaniu i w mojej głowie zmieniło... Zrobiliśmy jakieś miłe rozgrzewkowe drogi, słońce zaszło, a nasi portugalscy znajomi przybyli.

Nocleg. W La Hermida jest jedna miejscówka, w lesie, za mostkiem, gdzie istnieje dzikie pole namiotowe. Śpią tam głównie wspinacze. Jest rzeka i las więc teoretycznie niczego nie brakuje. Miejsce to jest również w pełni akceptowane przez tutejsza Guarda Civil, która tylko czasami sprawdzała , czy nie robimy za dużo hałasu. Aach tylko wspomnienia pozostały po wspaniałej Teverga i jej wszystkimi udogodnieniami...
Kiedy dotarliśmy do naszego lasu, usłyszeliśmy więcej portugalskich głosów, okazało się że jest tu także ekipa lizbońskich wspinaczy. 

Dni w La Hermida wyglądały dość leniwie... Nie ma tutaj zbyt wielu opcji na poranne wspiananie (chyba że jest pochmurno, co nie do końca dotyczyło naszego wyjazdu). Po śniadaniu zazwyczaj wybieraliśmy się do pobliskiej kawiarni na uderzeniową kawkę, ewentualnie śniadanie, chipsy, patatas al cabrales, piwo albo lody (wspin zaczynał się najwcześniej o 14!). I tutaj właśnie pierwszego poranka spotkaliśmy Pedro i Raquel znajomych z północy. Dzięki tym spotkaniom La Hermida wydawała się dużo bliżej Porto niż była w rzeczywistości. 

P7311587

HIJOPUTA ;)

La Hermida oferuje naprawdę różnorodne wspianie, drogi siłowe, techniczne, połogie. Ale najbardziej spektakularnym sektorem jest zdecydowanie Rumenes. Tufy! Prawie jak Kalymnos. Dłuugie drogi i ściana która samym wyglądem sprawia, że serce nieco przyśpiesza swój rytm. Pierwszy raz dotarliśmy do Rumenes w niedzielę i jak można się domyślić było dość pełno, szczególną uwagę przykuwały psy i dzieci bo były wszędzie, w przeciwienstwie do wspinaczy, którzy generalnie się wspinanali. Trzeba tu dodać, że Rumenes nie jest zbyt wygodnym sektorem, rozciąga się wzdłuż bardzo pochylonego terenu. Poza tym jest najlepszy... to uczucie radości kiedy możesz wbić się plecami między tufę, a ścianę żeby trochę zrestować przed resztą drogi... Koszulki bez pleców to nie najlepszy pomysł...

P8031704

Raquel restuje

Tak bardzo zauroczyły nas chorreiras (tufy), że powrocilimśy tu 2 dni później, tym razem w bradzo spokojne wtorkowe popołudnie. Spokojne było przynajmniej do momentu kiedy wielki kawał tufy postanowił odpaść i potoczył kilkanaście metrów w dół... Wtedy przypomniały mi się dzieci i psy biegające po tym sektorze 2 dni wcześniej. I zdaję sobie sprawę że nawet ja mimo tego, że powinam rozumieć, że tufy odpadają byłam zdecydowanie za blisko tej spadającej ... Generalnie jak najbardziej nie mam nic przeciwko dzieciom i psom, ale są sektory gdzie jednak lepiej wybrać się bez nich. I właśnie Rumenes moim zdaniem do nich należy...

P7291535

Cueva del Ribero znany jako Kurnik (El Gallinero)

Rumenes zdecydowanie najbardziej zapadł mi w pamięci... I warto dodać, że La Hermida znajduje się tylko rzut beretem od Naranjo. Niestety nie udało nam się tam powrócić tym razem, co nie zmienia faktu, że przez 2 tygodnie musiałam taszczyć 100 metrową linę, którą wzięliśmy właśnie na tę okazję...

avatar
0
01 wrzesień 2015, 07:24
Kasia Sarosiek