Lepiej uważać, gdzie się chodzi

Obładowani sprzętem niczym Szerpowie na Evereście, schodzimy z górskich łąk. Teraz już tylko zapakować się do samochodu i "home sweet home". Nic z tego. Na naszej drodze staje dziadek, żywcem wyjęty z filmów o amerykańskich prepersach. Długa, siwa broda, opadająca na pokaźnych rozmiarów bęben i obowiązkowy mundur polowy. Jako, że opiernicza nas po czesku to rozumiemy z tego średnio co drugie słowo. Idziemy za nim do miejsca, w którym zaparkowaliśmy i wszystko staje się jasne. Przez chwilę podziwiam zmyślną blokadę, polegającą na otoczeniu naszego samochodu belami słomy.

pepik3236

Następnie moją uwagę zwraca obława policyjna, szykowana specjalnie na nas. Jak miło. Grubszy pan okazuje się być tutejszym władcą ziemskim, a my przestępcami, którzy z pomocą paralotni naruszyli jego przestrzeń powietrzną.

Tłumaczymy, że nie wiedzieliśmy, że w Polsce jest inaczej, na co dziadkowi patriocie gul skacze, bo pewnie z automatu zakwalifikował nas jako uczestników akcji Dunaj. Nie ważne, że mój ojciec szedł wtedy do pierwszej komunii, a nas nie było nawet w planach. Na szczęście policjanci wykazują zdrowy rozsądek i cała afera kończy się na upomnieniu.

W gruncie rzeczy powinniśmy się cieszyć, że dziadek nie poszedł za wzorem swoich amerykańskich odpowiedników i nie podziurawił nam tyłków śrutem. W końcu jakby nie patrzeć, racja była po jego stronie.

Morał z tej historii jest taki, że co kraj to obyczaj, nawet jeśli jest to kraj sąsiedni. U nas stoki górskie to przeważnie własność państwowa, w Czechach bywa z tym różnie. Pokaźnych rozmiarów łyse wzgórze, pośród turystycznie dostępnych szczytów, może okazać się własnością prywatną.
Warto mieć to na uwadze, szczególnie, że właściciele nie patyczkują się z upominaniem intruzów i natychmiast wzywają policję.

avatar
0
27 styczeń 2016, 16:40
Kajetan Wilczyński