Letnie igraszki z lodowcem

Od chwili, w której kończy się narciarski sezon zimowy, dla pasjonata zjazdów zaczyna się okres oczekiwania. Początkowo nadchodzi ulga, że wreszcie i to bez wyrzutów sumienia wobec swej pasji, można zająć się innymi sportami, zajęciami i tak dalej. W końcu jest czas na rower, spacery i wspinanie. Wszystko najlepiej w górach.
Ale wraz z mijającym czasem pojawia się tęsknota za zjazdami po śniegu. W mediach społecznościowych  możecie zobaczyć zdjęcia wszystkich tych, którzy  poddają się jej i  wychodzą w narciarskim rynsztunku na łąkę (!) plażę (!!), na basen (!!!). Taki mały narciarski manifest :)

2A2

Przynajmniej do października, marzenia  powrocie na stok czekają na swoją realizację. Chyba , że ktoś lubi letnią jazdę na lodowcu. Z tego rozwiązania korzystają głównie sportowcy. Na naszym kontynencie  już tylko kilka lodowców oferuje możliwość letniego szusowania. No, szusowania – to chyba za dużo powiedziane.  Trwająca od kilku lat zmiana klimatu spowodowała, iż przestrzeń dostępna do letnich treningów jest naprawdę ograniczona. Żeby jakoś logicznie wykorzystać możliwości, które jeszcze są  - na lodowcu wykorzystuje się każdy metr. I pierwszeństwo mają kadry narodowe, potem ważne kluby sportowe, kluby młodzieżowe, znane szkoły sportowe. Wszyscy, którzy koncentrują się na sportowym wyczynie i rywalizacji na najwyższym poziomie. Dla tych, którzy po prostu chcą sobie latem parę razy zjechać nie zostaje dużo miejsca na stoku (wszędzie, gdzie tylko teren na to pozwala poustawiane są tyczki slalomu lub giganta), ani miejsca w kolejce (na wielu stokach trenerzy oraz członkowie kadr mają priorytet w kolejkach do wyciągów).


Ilość otwartych latem lodowców zmniejsza się – na innych obniża się jakość treningów.  Nie zmniejsza się natomiast liczba chętnych do jazdy. Powoduje to sytuacje dla zwykłego zjadacza chleba nieco absurdalne. Jakie? Proszę bardzo! Latem na lodowcach jest możliwa jazda tylko do południa. Aby wykorzystać czas oraz warunki (kiedy temperatura się podnosi – śnieg ze zmrożonego przechodzi w rozciapcianą maź, w której się tonie, a woda dostaje się do środka butów i w skorupie tworzy jeziora) na lodowiec trzeba się dostać wcześnie rano i wykorzystać każdą chwilę na górze. Opiszę  na przykładzie lodowca  Les Deux Alpes we Francji, gdzie – dzięki uprzejmości znajomych – już kolejny raz spędzam lato.


Gondola, która wjeżdża na lodowiec jest otwarta od godziny 7 rano. Ale sportowcy ustawiają się w kolejkę wcześniej. Średnio od 5:30 jest bardzo dużo osób. Co rano jest też wyścig , kto ustawi się w na pole position. Podobno pierwsi narciarze pojawiają się już chwilę po 4:00 nad ranem. W tym trenująca młodzież (około12-18 lat). Często zajmują sobie miejsca w kolejce i potem grupkami  idą do swojego hotelu około 6-tej, żeby zjeść śniadanie.


W tym roku kolejka była dużo, dużo dłuższa niż w latach ubiegłych. Emocje w niektórych chwilach osiągały temperaturę wrzenia. Nic dziwnego, że tego lata znacząco ograniczono wejścia priorytetowe (bez kolejki), a sporo klubów zdecydowało na treningi na krytych halach ze sztucznym naśnieżaniem. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że taka hala to nie do końca trafiona inwestycja. A tu, proszę... ocieplenie klimatu.


Wracając do podróży na lodowiec – pełne po brzegi gondolki pędzą w jego kierunku od 7:00 do mniej więcej 7:30. A potem cisza... potem spokój. Potem kilku piechurów, kilka dziesiątek deskarzy i rowerzyści. I jak sie dobrze trafi, to można gondolę mieć całą dla siebie. Spokojnie się przebrać, napić herbaty. Oczywiście na lodowiec dociera się z pewnym opóźnieniem, ale w końcu są wakacje :)

2A3

A na górze? A tam oczywiście pięknie ale trochę nerwowo. Korytarze treningowe ustawione jeden koło drugiego. Prawie nie ma narciarzy, którzy poruszają się z umiarkowaną prędkością. Minimalna to jakieś 50-60 km/h na liczniku. Trzeba zachować czujność. Słońce wznosi się coraz wyżej a wraz z nim podnosi się temperatura. Podłoże z porannego lodowiska lub betonu zmienia się w miękki śnieg, a potem śniegową ciapę. Zdejmujemy kolejne kurtki, gotujemy głowy w kaskach. Kiedy zbliża się południe, czuć wyraźnie, że przeciąganie treningu jest niemożliwe.


Exodus z wysokości 3200 m n.p.m. rozpoczyna się chwilę przed 12tą. Do 13:30 lodowiec właściwie świeci pustkami. Życie przenosi się do miasteczka – analizy i coaching video, przygotowanie sprzętu na następny dzień. Treningi na łące – w koszulce i krótkich spodenkach. Zjazdy na rowerach ze wszystkich okalających hal. W sercu Deux Alpes jest gwarno niczym w ulu. Wieczorem bracia snowboarderzy uderzają ku barom i do późna słychać echa radosnych imprez. I tak przez dwa długie wakacyjne miesiące.


Pod koniec sierpnia ostatnie kluby pakują niemożliwe ilości sprzętu do busów i odjeżdżają: do Włoch, Hiszpanii, Niemiec, Francji, Polski...
Gondole zatrzymują się. Miasteczko zasypia otulone ciszą, przerywaną dzwonieniem krowich dzwonków albo beczeniem owiec. Na górskich halach, jak przed stu laty, królują niepodzielnie stada pasących się zwierząt. Baca, psy pasterskie i świstaki. Nareszcie nadszedł długo wyczekiwany, wielki spokój.
I tylko nowy transport armatek śnieżnych (dwa długie rzędy lśniących od nowości maszyn) przypomina, że już niedługo wszystko zacznie się na nowo :)


P.S.  Wielkie podziękowania dla firmy Bergans za wygodny, praktyczny i śliczny strój na lodowiec i nie tylko.2A4

 

 

 

avatar
0
05 wrzesień 2017, 16:20
Paulina Janczar