Łomnica i sprawa przewodnicka.

Minął niespełna tydzień od ostatniego wypadu w Tatry (o tamtej wycieczce relacja wkrótce) a już zaczyna człowieka nosić...

Adrian rzuca pomysł by jechac w środę na Lodowy. Czemu nie? Z Eweliną mamy wolne, chcemy gdzieś wyjechać, ale prognozy mówią o intensywnych opadach, więc raczej decydujemy się na 2 dni pod namiotem w Brandysówce. We wtorkowe późne południe rzucam raz jeszcze okiem na prognozy dla Tatr...słońce! Ruszamy więc jednak w Tatry, ale że prognozy niestabilne to raczej coś bliżej. Kieżmarski lub Łomnica. Po 3 lądujemy w aucie z Adrianem i Bartkiem i tu decydujemy się na Łomnicę. Tuż po wschodzie słońca ruszamy pustym szlakiem z Tatrzańskiej Łomnicy do Skalnatego Plesa. Pogoda wyśmienita:)

11
Nad Łomnickim Stawem jemy śniadanie i ruszamy dalej. Nad Tatrami zaczynają wisieć gęste chmury. Dość szybko dochodzimy do Łomnickiej Przełęczy, tam krótki odpoczynek i ruszamy dalej. W przewodniki żadne nie zaglądałem bo mniej więcej pamiętam drogę z zeszłego roku. Ale widoczność taka jak i wtedy, czyli prawie żadna, z tą różnicą że teraz nie ma śniegu. Trochę kluczymy by wejść w odpowiedni żleb, ale większych kłopotów znalezienie właściwej drogi nie sprawia. W końcu dochodzimy do pierwszych łańcuchów i całe szczęście bo skały zroszone przez mgłę, jest ślisko a lina została w aucie. Pierwszy łańcuch wisi zamontowany o jakiś wystający pręt. Kolejne kotwy na których wisiały łańcuchy puste. WTF?!

13

Zastanawiam się co robić i mówię chłopakom, że jak chcą to niech idą. Ja Eweliny wyżej nie biorę. Jeden fałszywy ruch w tych warunkach skończy się w Lejkowym Kotle. Adrian i Bartek też nie decydują się iść wyżej. Powoli zaczynamy schodzić, rozsiadamy się kilkadziesiąt metrów niżej osłonięci od wiatru. Tu wszyscy papieros w ustach, posiłek i ciepłe napoje;) Oczywiście dobre nastroje nie opuściły nas do końca tej wycieczki, mimo tego niewesołego incydentu.

12

Ale nie o tym w tym poście. Który to raz się już zdarza, że z tej i innych popularnych "dróg przewodnickich" znikają ułatwienia? Oczywiście zapewne kolejny raz nie będzie wiadomym, kto zdjął te łańcuchy. Znów środowisko przewodnickie się wyprze wszelkich zarzutów, ale tak naprawdę tylko w ich interesie leżą takie działania. Nie twierdzę, że całe środowisko jest temu winne, ale to przede wszystkim przewodnicy powinni dojść do tego, który/którzy z nich dopuścili się demontażu ułatwień, a nie sądzę by było to trudne bo to hermetyczne, dobrze się znające środowisko. Czy można zawierzyć swoje bezpieczeństwo przewodnikom, którzy dla chęci zysku narażają życie ludzi postępując w ten sposób? Takie działania są skrajnie sprzeczne z etyką, która przede wszystkim powinna cechować przewodników i ratowników, z tym że ci pierwsi jak widać mają z tym spory problem. I gwoli jasności, nie jestem za istnieniem w Tatrach jakichkolwiek ułatwień, ale niech ich brak będzie oczywistym faktem, a nie przykrą niespodzianką.

avatar
0
20 sierpień 2015, 20:19
Janusz Dębiński