Mamy to!! 8 szczyt Korony Ziemi zdobyty :) Relacja z wejścia (wbiegnięcia) na Górę Kościuszki.

[Szczepan]
Mamy to!! 8 szczyt Korony Ziemi zdobyty :)
Poniżej relacja z wbiegnięcia na najwyższy szczyt Australii.

15418303 1359062690784678 829102742957319126 o

Kościuszko - szczyt w Koronie Ziemi
Góra Kościuszki liczy zaledwie 2228 m n.p.m., a więc jest najniższą górą w „Koronie Ziemi”. Zdrowy człowiek, lubiący ruch bez problemu poradzi sobie z osiągnięciem szczytu. Utrudnieniem są kaprysy pogody ale to jest norma na najwyższych szczytach pasm górskich. Są one, z racji swojej natury, najbardziej odsłonięte. Na Górę Kościuszki można wejść na kilka sposobów – do wyboru trudniejsze i łatwiejsze podejścia. Punkt końcowy oczywiście ten sam – na szczycie stoi metrowy kamienny obelisk. Miłym akcentem jest fakt ze góra nazwana jest od imienia naszego rodaka!

1000 km lewą stroną
Aby dostać się do podnóża góry najprościej wyruszyć z Sydney, Melborune lub z Canberry. Niestety komunikacja publiczna jest słabo rozwinięta, w szczególności w sezonie letnim kiedy do Parku Narodowego Kościuszki dociera stosunkowo mało turystów i podróżników (w zimie są tam najpopularniejsze w Australii stoki narciarskie wiec ruch jest większy). Najlepiej wiec wypożyczyć samochód. Ja wyruszyłem z Sydney i do pokonania miałem 495 km w jedną stronę. Po 5 godzinach dotarłem do miejscowości Jindabyne, gdzie spałem a następnego dnia do Thredbeno skąd rozpoczynają się drogi na szczyt. Nigdy wcześniej nie prowadziłem samochodu lewą stroną i nie zdawałem sobie sprawy ze wszystko jest odwrotnie włącznie z …kierunkowskazem. Skutkowało to tym ze początkowo każda zmiana kierunku powodowała ruch wycieraczek!. Później było lepiej. Całe szczęście ze w moim miniaturowym samochodzie była automatyczna skrzynia biegów bo nie wiem czy ogarnąłbym zmienianie biegów lewą ręką.…”Równaj do lewej!” powtarzałem sobie i jakoś przetrwałem cała drogę bez stłuczki. Całe szczęście ze Australia praktycznie w ogóle nie jest zakorkowana. Również w Sydney stoi się najwyżej raz na światłach. Z drugiej strony nawet na autostradach max prędkość to 110 km/h i na całej mojej trasie co chwila były odcinkowe pomiary prędkości. Mimo że trzymałem się surowo licznika to czasem auto poganiało szybciej. Czekam niecierpliwie czy nie dostane jakieś przesyłki mandatowej do Bochnia bo wiem od znajomych zdobywców góry ze taka niespodzianka ich spotkała.

15403738 1359061284118152 2158989192143664333 o

15493766 1359061357451478 4869979117336805899 o

500 km w jedną stronę mijało dość szybko bo krajobrazy były piękne, włącznie z rozległymi polami, wysuszonymi drzewostanami, narzutami skalnymi i widokowymi jeziorami. Temperatura od 32 w Sydney do 20 w Jindabyne. Zaraz po przyjeździe do Jindabyne zaczął padać rzęsisty deszcz. Wyprawa miała zacząć się następnego dnia.

15418369 1359062840784663 2282891049306007286 o

Biegiem na szczyt
Miałem plan że na szczyt wbiegnę. Tak naprawdę uzależniałem to tylko od pogody. Patrząc na zachmurzenie i prognozy (miało być pochmurnie ale nie miało padać) zdecydowałem ze ubieram się na biegowo ale w plecaku mam ubranie na chłodny warun. W razie potrzeby zmienię.

Długość szlaku z Thredbo (1365 m.n.p.m.), na szczyt i z powrotem to ok 20 km drogi. W dużym uproszczeniu można przyjąć ze drogę na szczyt można podzielić na połowę o różnej skali trudności. Pierwsze 5 km to ostre podejście stokiem narciarskim. Wysokość wzrasta dość dynamicznie. Po drodze pojawiają się piękne widoki na florę i ukształtowanie terenu. Jest kilka ścieżek ale łącza się one przeważnie na szczycie wyciągu narciarskiego (wysokość 1920 m.n.p.m). Tam też znajduje się najwyżej położona restauracja w Australii – Eagels Nest, która serwuje piwo o nazwie: Spirit of Kosciuszko! Odcinek biegowo ciekawy, napieram w ubraniu letnim (koszulka i krótkie spodenki). Jest ciepło.

15385468 1359061594118121 1861419504753621750 o

 Druga cześć to już duży ganek składający z wielu mniej lub bardziej obłych szczytów o różnym ukształtowaniu. Od górnej stacji kolejki do szczytu mamy ok 6 km. Teren rozległy i wznoszący się powoli to doskonałe warunki dla hulającego wiatru. Początkowo zakładam czapkę aby nie wyziębić głowy i napieram biegowo przed siebie. Wiatr prosto w twarz, nie pomaga ale teren nie jest stromy. Po 2 km kapituluje i zakładam kurtkę przeciwdeszczową. Dobrze ze biegnę (a nie idę) bo nie marznę bardzo. Po drodze spotykam kilka osób które wyprzedzam lub mijam (te które już schodzą. Ubrani dość zimowo i patrzą na mnie pewnie jak na wariata.
Dobiegam do pierwszych płatów śnieżnych, które trzeba trawersować. Ostatni płat śnieżny jest dość stromy – przydałyby mi się raki;)

15403689 1359061654118115 7834716501352336183 o

15391303 1359061890784758 4942522835185231391 o

Począwszy od 6 km aż do 9 km droga wiedzie po blaszanych, szerokich na 2 metry płytach metalowych. Nie spotkałem się jeszcze z taką forma przygotowania szlaku ale trzeba przyznać ze poza strefą płyt nikt nie chodzi i przyroda zachowuje swoją naturę. Inną sprawą jest estetyka tych zabezpieczeń – w mojej ocenie mierna - chyba za duża ingerencja człowieka. Ostatni kilometr to płyty kamienne. Generalnie na szlaku brak trudności. Oczywiście wieje i jest chłodno. Dodatkowo pojawia się mgła. Dobiegając do szczytu widzę ok metrowy obelisk. Cieszę się ze jest w zasięgu wzroku bo już mi się szczyt nie wywinie. Mimo iż Góra Kościuszki z założenia nie jest trudna to wiem że czasami łatwe zadania potrafią się komplikować.

15418443 1359062047451409 6097942905217719528 o

Na szycie walczę z wiatrem i po 70 zdjęciach z flagą kapituluje. No way! Nie jestem w stanie zrobić zdjęcia z nieruchomą pionowo flagą – przy obelisku wieje niemiłosiernie! Czuje radość i spełnienie. Trzymam w rękach przygodę!

Z powrotem biegnie się super bo wiatr jest tym razem w plecy. Wykonuje za moje nogi 30% roboty. Po dotarciu do górnej stacji kolejki i 15 km w nogach czas na kawę z ciastkiem bananowym. Trochę zgłodniałem. Ciastko smakuje wybornie! W drodze powrotnej zmieniam drogę i próbuje swoich sił w biegu po torze downhillowym. To specjalne tory do jazdy w dół dla rowerów. Pewnie to zabronione ale przygoda jest wyborna. Biegnąć profilowaną drogą wiec czuje się jak środku w toru saneczkowym lub wodnej tubie z aquaparku. Tylko mięśnie czworogłowe trochę pobolewają ;) Po dobiegnięciu do samochodu patrzę na aplikację na telefonie i wyszedł górski półmaraton. 21 km w 2h51 min.

15391540 1359061727451441 3960085485580458444 o

15400290 1359062650784682 5566722095123886602 n

 

Przebieram się i wsiadam do samochodu. Po 500 km jestem w powrotem w Sydney.

Podsumowując jednym zdaniem – Najniższy szczyt Korony Ziemi jest szybką atrakcyjną przygodą dającą sporo radości i nie tyrającą człowieka tak jak wszystkie inne pozostałe szczyty korony ;)

P.S. 4. stycznia zapraszamy na prelekcję z wejścia na Górę Kościuszki (Australia) oraz na Piramidę Carstensza (Australia i Oceania) – Klub Podróżników Atlantyda, Artefakt Cafe, Dajwór 3, godz. 19.00.

 

 

 

 

 

avatar
0
15 grudzień 2016, 19:08
Sylwia i Szczepan