Marcelina Ruśkowska

W czasach podstawówki i gimnazjum kontakt mieliśmy bardzo dobry. Choć nie brakowało dni wojny, sprzeczek itp. Jak też często bywało w tamtych czasach dorastania, buntów i konspiracji wobec rodziców, a przede wszystkim szkoły. To właśnie z Marceliną najlepiej się współpracowało i działało. Odważnie podchodziła do wielu działań, które mogły się skończyć dość boleśnie. A co najbardziej cieszyło - potrafiła wytrzymać nacisk z każdej strony by nie wydać nikogo. Zdarzało się też, że część grupy została złapana czy tam na papierosach czy ucieczkach ze szkoły. Gdy czasem wpadliśmy w jakieś kłopoty i cześć grupy stała na dywaniku nie kapując na innych, to właśnie Ona potrafiła w takim momencie się dołączyć do bandy przyznać, że też brała udział. Choć mogła uratować się od konsekwencji, to tego nie robiła.

marcelina-ruskowska

Podstawówka:

Już od najmłodszych klas wszyscy wiedzieli że ma problemy ze zdrowiem. Często nie było jej w szkole i to nawet po miesiąc, a nawet dłużej. Jednak po powrocie była zawsze uśmiechnięta. Wszystko nabierało kolorów i paczka znów mogła działać na całym froncie. To cieszyło!

Pierwsza pizza którą jadłem to właśnie z tą naszą formacją. To pamiętam bardzo dobrze jakby to było wczoraj. Był trudny wybór bo przecież nikt wcześniej nie jadł pizzy i po długich minutach sprzeczek ja poddałem się i zostawiłem wybór dziewczynom. Wybrały owoce morza i szybko się zwróciły. Hehe…

Ciekawa akcja rozegrała się również na przyrodzie. Pani kazała przynieść dżdżownice i będziemy je kroić i oglądać. Oczywiście pierwsza kroiła Marcelina, a dziewczyn akurat w ten dzień nie przyszło za wiele.

Czasy te były bardzo obfite w różnego rodzaju prace, które często wykonywaliśmy w grupach i działało to prężnie, ale tylko dzięki tej ambitniejszej części grupy udawało się wyjść piątką. Najmniej to przyznam ja robiłem, a później była Marcelina. My prowadziliśmy w raczej w tych ciemniejszych strefach życia szkolnego. Taka była hierarchia. Każdy znał swoje miejsce i możliwości. I dobrze nam było z tym.

Gimnazjum:

W tym okresie zdarzało się nam naprawdę rozrabiać. Ale i tak udawało się nam wymigać. No może nie zawsze. Równie dobrze szły nam jak wcześniej prace grupowe. Ale co do naszych starań nic się nie zmieniło.

Imprezowaliśmy już częściej, i częściej się spotykaliśmy po szkole. Ale największe przygody były na wyjazdach szkolnych. Najbardziej w pamięci utkwiła mi zielona szkoła chyba w Kołobrzegu gdzie już w drodze było wiele przygód. Mianowicie gdy była już późna godzina i skończyliśmy gry to wszyscy zasnęli. Obudziło mnie światło gdzieś za Warszawą i wychyliłem się za okno by zobaczyć co się tam dzieje. Okazało się że wojsko transportuje na wagonach sprzęt. Było to dla mnie coś fantastycznego! Z bliska zobaczyć nowiutki czołg czy wielkie pancerne samochody i działa. Gdy zwolniliśmy postanowiłem, że skorzystam z okazji i zrobię kilka zdjęć. Zabrałem aparat i pstrykam. Nagle wpatrzony w wyświetlacz aparatu usłyszałem krzyk <nie wolno robić zdjęć!> przede mną stał żołnierz z karabinem zakończonym bagnetem i ten bagnet miałem przed głową. Wystraszony nic nie odpowiedziałem. Nagle ktoś opiera się o mnie by zobaczyć co się dzieje i wtedy moja głowa minęła o kilka centymetrów bagnet. Zrobiło mi się ciepło. Oczywiście zaciekawiona Marcelina chciała zobaczyć co się dzieje i oparła się o mnie. Na szczęście nic się nie stało i wystraszeni schowaliśmy się. Po chwili było już wesoło i wróciliśmy do drzemki.

Po dotarciu i rozpakowaniu do pokoju puka Marcelina i pyta czy ktoś umie robić zastrzyki. Oczywiście wiedziałem o co chodzi i wiedziałem, że muszę pomóc. Co drugi dzień musiała brać zastrzyk i ktoś to musiał zrobić. Nie mając o tym zielonego pojęcia powiedziałem że znam się na tym. Uwierzyła :)

Teraz mamy ze sobą słabszy kontakt i rzadko się widzimy. Ale gdy już się zobaczymy to wspominamy i śmiejemy się do łez. Jest bardzo pozytywna osobą mimo ciężkiej choroby.

Marcelina ma poważne problemy zdrowotne i szuka potrzebuje waszego wsparcia.

Do dzieła!

Józef Pawlica

Szczegółowe informacje:

Witam. Mam prośbę.. odnośnie 1% jeśli się nie rozliczyłaś/łeś jeszcze i masz ochotę to możesz przekazać go na moje leczenie. Jak masz znajomych którzy też jeszcze nie wypełnili PIT-u a chcieliby mi pomóc to będę wdzięczna! 3maj się ciepło, buziaki Przekaż 1% podatku na leczenie i rehabilitację Marceliny Ruśkowskiej w PIT wpisujemy; -pełną nazwę fundacji "Polskie Towarzystwo Walki z Mukowiscydozą" ul.Prof. Rudnika 3B 34-700 Rabka Zdrój -nr KRS 0000064892 - w informacjach uzupełniających - cel szczegółowy 1% MARCELINA RUŚKOWSKA Serdecznie dziękuję, dzięki Tobie mam możliwość walki z chorobą. *pieniądze zostaną przekazane TYLKO na leczenie i rehabilitacje, a w przyszłości na przeszczep płuc i wątroby.

Pozdrawiam

Marcelina

avatar
0
03 luty 2015, 10:25
Józef Pawlica