Milosc i Zrozumienie...

1

(fot. David Derungs)

Niestety tekst bez polskich znakow za co z gory przepraszam - pisze go z komputera bez polskiej klawiatury.

Po moich ostatnich filmach z przejsc solo bez liny spadla na mnie fala krytyki. Ze jestem glupi, ze napewno zgine i ze uwazam ze robie cos znaczacego a nie robie. I tak dalej i tak dalej. Co ciekawe wiele z tych komentarzy dostalem od dosc bliskich mi osob, ktore oczywiscie w pewien sposob sie martwia o mnie. Czesciowo je rozumiem ale tez chcialbym w tym tekscie przedstawic moj punkt widzenia. 

Przeczytalem ostatnio tekst Tommy'ego Caldwella o zywcu Alexa Honnolda na Freeriderze, ktory sklonil mnie do pewnej refleksji. Sam tekst mozecie przeczytac tutaj: 

https://www.outsideonline.com/2190306/why-alex-honnolds-free-solo-scared-me

Widac w nim zupelnie inne podejscie. Caldwell nie krytykuje Honnolda, nie pisze ze jest glupi i napewno zginie. Mimo ze martwi sie o swojego przyjaciela, mimo ze nie akceptuje takiego stylu i sam by sie nie wspinal bez liny nie krytykuje tego co Alex robi. Dlaczego? Bo po prostu jest w stanie zrozumiec jego pragnienie do solowania.

I co jest znaczace, moglby powiedziec tak jak ja to slysze "rob co chcesz, twoja sprawa" ale zamiast tego pyta swojego przyjaciela "jak moge ci pomoc?". Rozumiejac go robi wszystko, zeby byl maksymalnie przygotowany do swojego planu. Poswieca sporo swojego czasu tylko po to zeby mu pomoc. Oczywiscie nie chce tego ogladac co jest zrozumiale, ale pomaga mu w przygotowaniach jak tylko moze.

Osobiscie uwazam, ze to wlasnie jest kwestia ZROZUMIENIA. Porownalem wczesniej te negatywne komentarze do dyskusji z kims kto sie nie wspina, kto tez moze krytykowac samo wspinanie jako zbedne ryzykowanie zyciem i przytaczac przyklady wypadkow wspinaczkowych, takze tych z lina. I bedzie to wynikac tylko z tego, ze niewspinajaca sie osoba nie jest w stanie zrozumiec pasji, ktora nas wspinaczy polaczyla. I tak samo osoba, ktora nie wyobraza sobie wspinania bez liny nie jest w stanie zrozumiec tego pragnienia, ktore jest we mnie zeby w tym stylu sie wspinac.

Analogicznie mozna przytaczac przyklady tego jak bardzo wspinanie bez liny jest niebezpieczne. Ale tez samo wspinanie niesie ze soba element ryzyka, lecz wspinajac sie doskonale wiemy, ze sprowadzamy je do minimum. Mimo to ono dalej jest, czy to bedzie kamien w gorach, niefartowny lot, wyrwany przelot (nawet staly bolt), czy tez po prostu blad - to wszystko jest mozliwe. Statystyki wypadkow wspinaczkowych doskonale to pokazuja. Ale my doskonale wiemy, ze wspinajac sie staramy sie to robic maksymalnie bezpiecznie. I ja tak samo wiem, ze moje solowki sa maksymalnie bezpieczne. Zawsze jestem przygotowany, wspinam sie duzo bardziej statycznie i ostroznie niz z lina i naprawde sprowadzam to ryzyko do minimum. Takiego samego minimum jak w przypadku wspinania w lina. Ale oczywiscie to ryzyko dalej istnieje.

Oczywiscie, chce podkreslic, ze nie jestem Alexem Honnoldem i wszystko co w zyciu przezywcowalem nie jest nawet ulamkiem jego przejsc i moje przejscia z punktu widzenia sportowego poziomu naprawde nic nie znacza. Robie je tylko dla siebie i to zupelnie inna liga. Alex gra w Primera Division a ja "kopie pilke" na podworku i wcale nie jestem tym ktorego wybieraja pierwszego do skladu :-) . Ale to co nas laczy to MILOSC do solowania.

Napisalem ten tekst pod wplywem artykulu Caldwella. Pewnego rodzaju wsparcia ktore okazal Alexowi ale tez nie pozbawionego refleksji i leku o niego. Nie chce tu zaczynac kolejnej dyskusji czy solowanie jest dobre czy zle. Jezeli ktos uwaza inaczej, uwaza ze jestem glupi to jego prawo. Ale niech zostawi swoje komentarze dla siebie bo i tak one nie zmienia mojego podejscia do solowania. A jesli kiedys popelnie na swojej solowce blad, choc wierze z cala sila ze nic takiego nigdy sie nie wydarzy, to wtedy bedzie mogl mowic "a nie mowilem".

Wernix

Ps. Chcialbym tez podkreslic, zwlaszcza dla tych co moga chciec brac ze mnie przyklad (tez spotkalem sie z takimi komentarzami). Solowanie jest trudne, niebezpieczne i nie dla kazdego. Nie ma miejsca na watpliwosci, nie ma miejsca na blad bo to moze byc ostatni blad. Jak to we wspinaniu bywa zdarzaja sie rozne nieprzewidziane sytuacje, mozna popelnic blad ustawienia lub tez po prostu sie przestraszyc sytuacji. Trzeba byc opanowanym na tyle, zeby nie spanikowac. Kiedys opisalem w "Gorach" mojego pierwszego "trudnego" zywca czyli Miedzymiastowa. Po wejsciu w kluczowe ryski przestraszylem sie i chcialem sie cofnac. Popatrzylem w dol i nie bylo to, przynajmniej dla mnie wtedy, mozliwe. Gdybym spanikowal to bylby koniec. Ale po prostu opanowalem ten strach i poszedlem do gory konczac droge. Podam tez jeszcze jeden przyklad. Moj znajomy, bedacy duzo lepszym sportowym wspinaczem ode mnie poszedl na latwa droge. I przed kluczowym miejscem stwierdzil ze to nie dla niego i sie wycofal - dobrze ze to bylo mozliwe. I droga ta naprawde byla duzo ale to bardzo duzo ponizej jego mozliwosci. Powiedzmy ze to bylo jak droga za V dla wspinacza ktory robi 6.5. Dlatego tez trzeba miec swiadomosc tego, ze solo bez liny to raczej kwestia psychiki niz pokonywanych trudnosci. 

Jezeli juz ktos czuje to pragnienie i chce sprobowac to polecam ksiazke Alexa Honnolda "Alone on the wall" gdzie swietnie opisuje jak sie przygotowywal do pierwszych solowek. I podkreslam, jezeli juz chcesz sprobowac to wybierz taka droge zebys na 100% (nie 99%) byl pewien ze w kazdym momencie mozesz sie wycofac. I pamietaj ze odczucia i emocje bez liny sa zupelnie rozne od tych kiedy masz line. Nawet jak 100 razy zrobisz droge z lina i bedziesz uwazal ja jako super latwa, to bez niej mozesz ja odczuwac zupelnie inaczej np jako trudna i ryzykowna.

Ps2. Ja tez mam swoje 2 litery na szczycie mojej listy. Ale czy bede w stanie kiedys tam pojsc? :-)


***

avatar
0
15 July 2017, 07:00
Tyszka Wernix