Moje pierwsze Mistrzostwa Świata.

2a

 

Prawie całą zimę spędziłam na przygotowywaniu się pod zawody, a wiosnę na start w tych zawodach. Uważam, że byłam świetnie przygotowana pod kątem boulderowym na Innsbruck, ale nie na końcu sierpnia tylko czerwca… Przez ponad miesiąc, który spędziłam w Rodellar cała siła zniknęła, a trzy tygodnie po powrocie okazały się niewystarczające na jej odbudowanie...

W eliminacjach kilka razy mi się po prostu „nie dogięło”, widać to było szczególnie na drugim balderze, na którym trzeba było po prostu zginać. Niestety na naprawienie tego przed Mistrzostwami Europy, które odbędą się w czeskich Slanach nie ma już czasu, więc liczę na dużo połogów i nietrudnych baniek ;P.

Dużo lepiej czułam się startując na linie – tym razem zapewne właśnie dzięki pobytowi w Rodellar. Na pierwszej drodze dałam z siebie wszystko, na drugiej byłam chyba trochę zestresowana „zbyt dobrym” wynikiem na pierwszej przez co nie szłam pewnie, wahałam się w kilku miejscach i przez to przedwcześnie spadłam. Na drodze półfinałowej znowu brakowało mi tego, żeby się nie bać i iść „jak po swoje”. Zawsze ciężko jest się nie wahać, kiedy wiesz jak wiele zależy od następnego ruchu. Ostatecznie w półfinałach zajęłam piętnaste miejsce. Mam wrażenie, że oprócz siły do dziewczyn ze światowej czołówki brakuje mi jeszcze koncentracji oraz takiej ogólnej dojrzałości przed pójściem na drogę i daniem z siebie wszystkiego. Film z mojej drogi półfinałowej jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=uXwNCyvX3-o

Mimo wszystko nadal uważam ten start za jeden z lepszych między innymi dlatego, że pierwszy raz poczułam, że do tych najlepszych nie brakuje mi wcale aż tak dużo jak myślałam i nie czułam, że zrobienie eliminacyjnych baldów jest niemożliwe, a dojście do końcowej płytki na drodze półfinałowej to jakiś kosmos.

No i na koniec najlepsze: mój start w czasówkach… Aż ciężko mi się przyznać, ale nawet mi się spodobało! Zawsze powtarzałam, że czasówki nie są dla mnie i nie chce mieć z tym nic wspólnego. Jednak po paru treningach chyba trochę zmieniłam zdanie...

Jeżeli chodzi o sam pobyt na zawodach uważam go za znacznie bardziej udany niż zazwyczaj ze względu na pobyt tam mojego trenera Maćka Oczko, który pomógł nam wszystkim 'ogarnąć się' i przygotował nas do startu zarówno mentalnie jak i fizycznie.

Kończąc chciałabym napisać coś jeszcze nie o sobie tylko o zwycięzcach. A zwycięzcy byli właściwe jedni: Japończycy. W moich finałach zarówno w prowadzeniu jak i w boulderingu zakwalifikowały się 4 osoby z Japonii do każdego, czyli maksymalna ilość. Aż strach pomyśleć co by się stało, jakby przepisy pozwalały dopuszczać więcej niż 4 osoby z jednego kraju do jednej kategorii. W czasówkach wciąż Europa wiedzie prym, ale z tego co widziałam, Japończycy też już zaczynają mocno trenować, w trójboju (nowa konkurencja, w której trzeba biegać, prowadzić oraz boulderować) w mojej kategorii 4 pierwsze miejsca przypadły właśnie im…

No cóż, zobaczymy co będzie na Olimpiadzie a tymczasem trzymajcie kciuki za wspomniane już wcześniej Mistrzostwa Europy, które zaczynają się już pojutrze ;-)

#BergansTeam

 

1a

avatar
0
13 wrzesień 2017, 22:26
Maja Rudka