Relacja z wejścia na Khan Tengri 2017

Udało się ! Khan Tengri zdobyty !
Wybaczcie że dopiero teraz się odzywam ale okres przed i po wyprawie miałem naprawdę gorący. Zresztą to już chyba norma w przypadku kiedy wyjeżdżam na około miesiąc zawsze mnóstwo spraw się zbiera i po powrocie wypełnia mój harmonogram po brzegi.
Przejdźmy jednak do tego co najważniejsze. Na mój czwarty szczyt ze „Śnieżnej Pantery” udało mi się wdrapać 31 lipca. Bardzo cieszę się z tego wejścia bo ta góra szczególnie mi się podobała jeśli chodzi o  siedmiotysięczniki byłego ZSRR. Po raz pierwszy udało mi się pisać relację na bieżąco podczas trwania wyprawy. Zapraszam więc do lektury relacji dzień po dniu z ekspedycji !!

14 lipca
Pierwszy dzień mojej wyprawy. Od samego rana dużo emocji. Ku mojemu zaskoczeniu, w momencie kiedy pakowałem moje rzeczy do auta i wybierałem się w drogę na dworzec kolejowy, grupa moich przyjaciół przybyła aby mnie pożegnać. Były nawet balony ;-) Duża dawka motywacji do działania, a przede wszystkim do tego aby bezpiecznie wrócić i zobaczyć jeszcze tych wspaniałych ludzi !! Następnie już tylko z Marysią udałem się na dworze główny w Krakowie, skąd po krótkim pożegnaniu wyruszyłem do Warszawy na lotnisko. Teraz siedzę na lotnisku w Mińsku. Sam lot był bardzo krotki. Natomiast prawie godzina opóźnienia sprawiła że spędzę tu mniej czasu niż planowałem. Linie lotnicze Belavia, na ten moment kojarzą mi się z lekkim oldschoolem. Samolot swoje już przeleciał o czym świadczyć może zamalowana rdza na skrzydle. Chyba ja bym to ładniej zrobił. Nie ma co narzekać wszak doleciałem do stolicy Białorusi. Teraz czeka mnie lot do Astany. Na lotnisku na razie pusto. Nie ma z kim pogadać. I coś czuję że to właśnie brak towarzystwa będzie mi doskwierał najbardziej. Z siecią Wi-Fi oczywiście nie można się połączyć.

Khan Tengri_2017__50

15 lipca
Rano - Jestem na dworcu kolejowym w Astanie. Dostałem się tu autobusem za 150 kazachskich tengów, czyli z jakieś 2zł. W porównaniu do tego ile miałbym zapłacić za taksówkę wyszło bardzo tanio. Tak się złożyło ze aby dostać się na dworzec z lotniska, musiałem przejechać przez całe miasto. Trochę to trwało ale przynajmniej zobaczyłem jak wygląda Astana . Muszę przyznać że faktycznie jest to specyficzne miasto. Z jednej strony drapacze chmur, piękne przeszklone budowle, które na ten moment nawet nie wiem czym są. A z drugiej dookoła pustkowie, trochę zieleni i w sumie tyle. Wszędzie widać budujące się osiedla, ale jakby puste. Wszędzie informacje o tym jak Astana jest nowoczesna. Wydaje mi się ze dużo się tu i inwestuje funduszy w wygląd miasta, w to aby Astana była okazałą stolicą. Neony na wielu budynkach mają nawiązywać do nowoczesności. Dziwne to wszystko biorąc pod uwagę że jednak reszta kraju wygląda dość biednie. Chyba dużo tu rzeczy na pokaz. Nie jestem tym jakoś bardzo zaskoczony, gdyż spotkałem się już z tym w Biszkeku - stolicy Kirgistanu oraz w Dushanbe - stolicy Tadżykistanu. Chyba już taki urok krajów post sowieckich. A szkoda bo ja zdecydowanie wolę pooglądać historyczną starą architekturę, a nie nowoczesność na siłę. Muszę też dodać ze w autobusie spotkałem bardzo sympatycznych Rosjan, którzy pomogli mi odnaleźć bagażownie i zostawić tam rzeczy. Dzięki czemu mogę na lekko ruszyć na zakupy. Nie to żebym sobie nie poradził ale mogło by to trwać nieco dłużej. Oj żałuję że nie zdążyłem nauczyć się tego rosyjskiego, z pewnością było by mi łatwiej.

Khan Tengri_2017__2Khan Tengri_2017__2

Wieczór - Oj co to był za nudny, a przez to męczący dzień. Po tym jak dostałem się o 5 rano na dworzec kolejowy i zostawiłem bagaż w przechowanie. Znalazłem sobie dogodne miejsce do spania, a raczej czuwania na siedząco bo raczej tak bym to nazwał. Poczekałem tam do 11 kiedy postanowiłem zjeść śniadanie. Wyboru na dworcu nie miałem zbyt dużego więc wsunąłem coś w rodzaju tortilli. Koło południa wybrałem się na spacer w stronę centrum. Po ok.6km wędrówki dotarłem do miejsca z ciekawym widokiem na miasto i rzekę. Porobiłem fotki i ruszyłem w drogę powrotną. Wracając udało mi się kupić miejscową kartę dzięki której mam internet oraz zrobić zakupy spożywcze. Dalsza część dnia spędzone raczej leniwie na wylegiwaniu się na murku przy dworcu. O 21 przyjechał pociąg do którego z nie małymi problemami udało mi się wpakować. Mój bagaż jest tak duży ze sprawia problem na każdym kroku. Leżę już na szczęście w łóżku, w klimatyzowanym wagonie sypialnym i  spoglądam za okno na przemijające widoki.
 
16 lipca
Do Ałmat docieram z lekkim opóźnieniem o godzinie 10. Dokładnie o tej porze miałem być już pod agencją i pakować się do busa. W związku z zaistniałą sytuacją nie kombinowałem już  z transportem zbiorowym i wziąłem taksówkę które ekspresowo i za nieduże pieniądze przetransportowała mnie z dworca pod agencję. Szybkie pakowanie i już siedziałem w terenowej Toyocie w drodze do kirgijskiej Karkary, skąd będę odlatywał do bazy. Po kilku godzinach drogi i przeprawie granicznej, jestem już na miejscu. Rozbiłem namiot i odpoczywam. Już wiem że jutro nie uda się odlecieć do bazy, ponieważ czekamy na większą grupę osób z którymi polecę do bazy.

Khan Tengri_2017__4Khan Tengri_2017__4

17 lipca
Siedzę na ławeczce w bazie w Karkarze, położonej w Kirgistanie. Dotarłem tu wczoraj. Sama droga z Ałmat zajęła nam bardzo mało czasu. Załapałam się do terenowej Toyoty Land Cruiser, która w dodatku była podwyższona. Świetnie radziła sobie na bezdrożach. Od wczorajszego popołudnia, kiedy to rozbiłem swój namiot praktycznie nic się nie dzieje. Ja już zdążyłem przeczytać jedną książkę, a ze mam tylko dwie, jak nie trudno policzyć połowa mojej literatury została już wchłonięta. Zasadniczo to nie mogę się doczekać już wspinania na Khan Tengri. Teoretycznie jutro lecimy do bazy pod szczytem. Nie rozumiem czemu dopiero jutro skoro śmigłowiec od wczoraj czeka na polanie obok. Niestety nikt nie jest w stanie mi tego wytłumaczyć. Niby przebywam w zajebistych okolicznościach przyrody. Bo dookoła mam porośnięte trawą zbocza, a obok płynie rzeka o przepięknym niebieskim kolorze. Doceniam to jak najbardziej ale najpierw muszę spróbować zdobyć Khana, powalczyć o ten najważniejszy cel tej wyprawy, aby móc w pełni cieszyć się tym wszystkim i możliwością przebywania w tak wspaniałych okolicznościach. Na razie jest to dla mnie tylko lądowisko dla helikoptera i etap pośredni w drodze na Khana. Najzwyczajniej w świecie trochę się niecierpliwie, bojąc się ze braknie mi czasu na właściwą działalność na górze. Miejmy nadzieję że gdy już się tam zjawię to pogoda i siły dopiszą. Teraz idę obijać się dalej bo cóż robić innego.

Khan Tengri_2017__6Khan Tengri_2017__6

18 lipca
Dzisiaj zgodnie z planem udało mi się przylecieć do bazy pod szczytem. Pierwsze wrażenie – strasznie tu pusto. Faktycznie okazało się że w bazie jest maksymalnie 20 wspinacz. Domyśliłem się również że Skiba oraz Turek których spotkałem rok temu pod Korżeniewską i Komunizmem i których miałem spotkać ponownie znajdują się w innej bazie – tej Kirgijskiej, oddalonej o niecałą godzinę drogi. Planuję ich odwiedzić w najbliższych dniach. Widok na Khana jest niesamowity. W porównaniu do zeszłorocznej wyprawy cel znajduje się dużo bliżej. Wspinaczka będzie w bardzo stromym terenie, ale mniej kilometrów do przebycia. Jak na razie lekko boli mnie głowa, jest to raczej normalny objaw przy tak szybkim zyskaniu wysokości. Na jutro planuję wraz z ekipą Czesko-Słowacką dojście do C1, zostawienie depozytu i powrót do bazy

Khan Tengri_2017__11Khan Tengri_2017__11Khan Tengri_2017__11Khan Tengri_2017__11Khan Tengri_2017__11

19 lipca
Tak jak planowałem, wyruszyłem z bazy po godzinie 8, razem z pięcio-  osobową ekipą Czesko-słowacką. Lodowiec który trzeba pokonać po drodze do obozu pierwszego, nie jest na razie jakoś bardzo poszarpany szczelinami. W zasadzie tylko jedna wymaga większego skupienia, gdyż w dole płynie rzeka lodowcowa, a sama szczelina jest dość szeroka. Ekipa zakładająca liny poręczowe postawiła tam drewniany mostek, lecz nie wygląda on zbyt porządnie. Docieram do podnóża stromego, śnieżnego podejścia w stronę C1 i zakładam żelazo, jak to szpej nazywają kompani mojej wycieczki. Raki, uprząż, kask – wszystko założone, więc ruszamy do góry. Droga od razu robi się strasznie stroma, i tak aż do obozu pierwszego. Po drodze oprócz dwóch szczelin, nie ma nic ciekawego. Po prostu łoimy do góry. W pewnym momencie zaczynają się liny poręczowe, które są jednak bardzo kiepskiej jakości. Nie są to liny do wspinania, lecz najzwyklejsze plecionki. Co prawda wpinamy się do nich, lecz taka asekuracja służy raczej bardziej jako element psychologiczny niż realna pomoc. Nie małpujemy natomiast po tych linach i staramy się ich nie obciążać. Docieramy do C1, gdzie rozbijamy namioty i zostawiamy depozyt. Później schodzimy w dół. Droga mija nam bardzo szybko. Na następny dzień planuję kolejne podejście do obozu pierwszego w celu spędzenia tam nocy.  

Khan Tengri_2017__17Khan Tengri_2017__17Khan Tengri_2017__17Khan Tengri_2017__17

20 lipca
Dzisiaj wyruszyliśmy z bazy do C1 dość późno bo przed 10. Taki był plan gdyż droga miała nam zająć max 3h. Bez sensu było więc zbierać się z samego rana. Bez przeszkód dotarliśmy do obozu pierwszego około godziny 13. Pisze cały czas w liczbie mnogiej gdyż jak na razie współpracuje z ekipą czesko-słowacką. Plan aklimatyzacji mieli podobny do mojego więc stwierdziłem że przynajmniej będzie trochę bezpieczniej idąc w zasięgu wzroku jakiejś ekipy. W C1 troszkę  odpoczywałem na słońcu. A później wziąłem się za gotowanie wody. Teraz leżę w namiocie i znów odpoczywam. O ile można to tak nazwać na tej wysokości. Głowa mi pęka. To normalny objaw przy pierwszych nocach tak wysoko. Jutro idziemy założyć C2.
P.S. Wieczorem zaczęło sypać i wiać w związku z czym walczę o to abym nie odfrunął razem z namiotem, plus muszę go odśnieżać żeby nadmiar śniegu mi go nie poskładał ☺. Przynajmniej się nie nudzę.

Khan Tengri_2017__16

21 lipca
Wstałem o 6 rano. Zjadłem śniadanie i spakowałem plecak. Celem na ten dzień było założenie C2. Ja co prawda nie brałem namiotu, ale za to wziąłem mnóstwo innych rzeczy, które przydadzą mi się w dalszej części wyprawy. Depozyt zostawiłem w namiocie zaprzyjaźnionych Słowaków. W obozie drugim spotkałem również Skibę, którego poznałem rok temu w Pamirze. Ma zamiar zdobyć Khana i zejść na drugą stronę. Ciekawy plan. Samą drogę do C2 z C1 muszę ocenić jako bardzo ciekawą. Droga jest cała zaporęczowana, gdyż idzie ściśle granią i nie brakuje ciekawych momentów. Dodatkowym problemem było to że w nocy dosypało śniegu i musieliśmy torować. W zamian za możliwość zostawienie depozytu wziąłem na siebie duża część tej ciężkiej pracy. Powrót do C1 to już tylko seria kilkunastu zjazdów na linach więc minęło w miarę szybko. Do góry wspinaliśmy się 7 godzin. Droga na dół zajęła nam 2-3 godziny. Teraz leżę w namiocie i odpoczywam. Mam nadzieję że nie będzie znowu padać jak wczoraj bo nie mam ochoty znowu walczyć że śniegiem. Jutro z samego rana schodzą do bazy na odpoczynek.

Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27Khan Tengri_2017__27

22 lipca
Dzisiaj z samego rana spakowałem wszystko co miałem w C1 i zszedłem do BC. Namiot jedno-osobowy Coleman się nie sprawdził. W ciężkich warunkach walką było utrzymanie go w całości. W związku z tym w kolejnym wyjściu biorę że sobą mojego niezniszczalnego Marabuta Khumbu. Trochę cięższy bo dwu-osobowy, ale przynajmniej nie będę się bał że odleci. Dzisiejszy dzień poza zejściem z C1 do bazy był dniem restowym. Dużo czytałem i słuchałem muzyki. Około południa wpadł Skiba wschodzący z C2. Zjedliśmy razem obiad i trochę pogadaliśmy. Z racji ze Skiba jest w  Kirgiskim BC musiał się zwijać bo do przejścia jeszcze miał z 30minut, a pogoda zaczęła się psuć. Na jutro planuje podejście do C1 po południu i spędzania tam nocy, by w kolejnym dniu dojść  do C2 i spędzić tam dwie noce. Na razie idę spać przy akompaniamencie generatora który codziennie wieczorem jest włączany na 3h. Mam nadzieję ze pogoda dopisze i najbliższe wyjście do góry będzie zgodne z planem.



23 lipca
W związku z zapowiadanymi opadami śniegu byłem zmuszony skrócić dni odpoczynku po ostatnim wyjściu. Chce zdążyć przed opadami śniegu dojść do C2, jak tam będę może sobie sypać. Wszystko tam mam więc mogę czekać na poprawę pogody. Aby ten plan się udał dzisiaj doszedłem do obozu pierwszego wraz z czesko-słowacką ekipą. Krótka regeneracja i o 4 w nocy startujemy już w kierunku C2. Sypać ma zacząć jakoś nad ranem 24 lipca. Liczymy ze zdążymy przynajmniej większa część drogi zrobić w dobrej pogodzie. Ja mam dodatkowy balast w postaci namiotu który waży 3kg. Niestety samotna akcja tak wyglądają ze trzeba wszystko nosić samemu. Do tego namiot jedynka, który zabrałem okazał się nie wypałem dlatego muszę targać na górę mojego dwuosobowego Marabuta. Nic to, tak to jest jak się chciało zaoszczędzić. Zamiast kupić pożyczyłem pomimo tego że Piotrek mnie uprzedzał że ten Coleman się nie nadaje na tego typu akcje. Piję dużo wody i idę się położyć w końcu o 3 trzeba wstać.

24 lipca
Dzisiaj o 4 rano wyruszyłem z C1 do C2. Specjalnie tak wcześnie aby zdarzyć przed zapowiadanymi opadami śniegu. Dodatkowym atutem wyjścia tak wcześnie było to ze śnieg był jeszcze zmrożony i szło mi się bardzo dobrze. Do obozu drugiego dotarłem chwilę po 9. Jako że pierwszy raz wniosłem tu namiot to musiałem pod niego przygotować platformę, w czym pomogli mi zaprzyjaźnieni Czesi i Słowacy. Reszta dnia to wylegiwanie się w namiocie oraz gotowanie wody ze śniegu co zajmuje sporo czasu. Jutro planuje podejść na lekko na Pik Czapajewa i wrócić na noc do C2. Do bazy w takim razie zejdą dopiero po jutrze na dłuższy odpoczynek.
P.S. Aktualnie w C2 sypie tak jak było przewidziane.

25 lipca
Prognoza pogody na dzisiejszy dzień nie była obiecująca. Na szczęście znowu się nie sprawdziła. Co prawda w nocy trochę posypało i zmuszeni byliśmy dzisiaj torować przy podejściu na Pik Czapajewa. Jednak na pewno nie był to metr śniegu jak wskazywały prognozy. Podejście na początku po starcie z C2, żmudne w świeżym śniegu. Ciekawie robi się dopiero od ok. 5750m n.p.m,  gdzie zaczyna się wspinaczka w skale. Są momenty prawie pionowe. Na szczęście liny poręczowe wydają się być w dobrym stanie. Trochę trwała ta nasza zabawa by się mogło wydawać, ale tempo mieliśmy dobre - 600m w tym trudnym terenie zrobiliśmy w 4h. Widok z jednego z wierzchołków Czapajewa na Khan Tengri wynagrodził trudy wspinaczki. Zjazdy z powrotem do C2 zajęły mi 43min więc całkiem sprawnie poszło. Akurat w podobnym czasie co ja do obozu drugiego przyszedł z dołu Skiba, który zmierza już na szczyt. Pogadaliśmy trochę przy okazji gotowania wody. Wyszło bardzo mile spotkanie. Jutro schodzimy do BC na odpoczynek przed atakiem szczytowym. Wydaje mi się ze aklimatyzacji przebiega całkiem dobrze i przy kolejnym wyjściu mogę spróbować wejść na szczyt. Na razie jednak skupiam się na zejściu do bazy i odpoczynku.

Khan Tengri_2017__25


Khan Tengri_2017__27
26 lipca
Po dwóch nocach spędzonych w C2 oraz podejściu na Pik Czapajewa (6100 m n.p.m), zszedłem dzisiaj  z samego rana do bazy. Zejście przebiegło dość szybko, głównie dzięki temu że w wielu miejscach można zastosować zjazdy na linach poręczowych. Zaniepokoił mnie tylko fakt, że dużo osób podchodziło do góry. Najprawdopodobniej nowa fala wspinaczy dotarła pod górę podczas naszego pobytu w obozie drugim. Dzisiaj minąłem z 15 osób. Jest to problematyczne, gdyż tworzą się korki, kiedy tak duża liczba osób podchodzi na linach na których ja chciałbym zjechać. Wydłuża do czas zejścia, ale przede wszystkim tworzy niebezpieczne sytuacje podczas mijania. Po dotarciu do bazy rozpocząłem proces regeneracji. Na początek zrobiłem sobie przepyszne danie. Makaron z sosem bolońskim, salami, suszonymi warzywami oraz mnóstwem przypraw. Bardzo miła odmiana po ciągłym spożywaniu liofów. Zdążyłem też przeczytać do końca książkę magisterkowalski.blog, która dała mi wiele do myślenia. Zafascynowała mnie osoba Tomka Kowalskiego, a przede wszystkim jego podejście do życia, które jest mocno inspirujące. Trzeba przyznać że ten człowiek żył pełnią życia . Niesamowita historia, niesamowitego człowieka. Polecam zapoznać się z historią Tomka !! Teraz leżę w moim małym, pojedynczym namiocie, gdyż pada deszcz. Czekam aż włączą generator bo muszę podładować kilka rzeczy, przede wszystkim MP3, bo po przeczytaniu wszystkich książek te dni restowe mogą mi się trochę dłużyć. Planuję odpoczywać 2/3 dni, przed atakiem szczytowym.

27 lipca
Dzień typowo restowy. Zasadniczo spędzony na leniuchowaniu i jedzeniu. Trochę w samotności i trochę za Słowakami. Z Marysią przegadałem 20 minut i skończyła się karta więc chwilowo nie mam jak dzwonić. W sobotę wyruszamy do C2. Taki jest plan, jeśli się pogoda nie zmieni. Jutro ostatni dzień odpoczynku i najważniejsze 3dni na tej wyprawie !!


Khan Tengri_2017__31Khan Tengri_2017__31Khan Tengri_2017__31
28 lipca
Ostatni dzień odpoczynku przed atakiem szczytowym. Dzisiaj oprócz słuchania muzyki, gotowania i krótkiego spaceru nie robiłem praktycznie nic. Przy okazji tych czynności układałem sobie plan na najbliższe dni. Jutro o 5 rano wraz z parą Słowaków startuje bezpośrednio do obozu drugiego. Już nie mogę się doczekać momentu kiedy stanę na szczycie.

29 lipca
Dzisiaj dotarłem do obozu drugiego bezpośrednio z bazy w 8 godzin. Czuję że mógł bym dużo szybciej ale nie było sensu się spieszyć więc nie forsowałem tempa. Razem ze mną dotarła para Słowaków z którymi planowałem dalszą część ataku. Jak będzie zobaczymy jutro, bo Richard nie najlepiej się czuję i nie wiadomo czy pójdzie do góry. W takim razie muszę być gotowy na ponowny samotny atak na szczyt. Miejmy jednak nadzieję że mu się poprawi. Po dotarciu do C2, tak zwany standard czyli gotowanie wody do picia i na liofy. Do tego dzisiaj zepsuła się pogoda i sypie niemiłosiernie, w związku z czym siedzimy pół dnia w namiotach i się nudzimy. Oby jutrzejszy dzień przyniósł zmiany!

Khan Tengri_2017__24Khan Tengri_2017__24

30 lipca
Oj ależ to był dzień. Dzisiaj z samego rana wstałem żeby wyruszyć do C3. Para Słowaków jednak odpuściła bo źle się czuli. Czesi też jakby nie w sosie i mówią że pójdę później. Patrzę na resztę obozu a tam jakoś nie widzę chętnych do przecierania drogi, w związku z tym że w nocy napadało. Wczoraj kilka ekip zapowiadało wyjście na Czapajewa, a tu nic, wszyscy czekają kto pójdzie pierwszy. Ja miałem pełny plecak ok. 20kg więc na ciężko nie miałem ochoty walczyć że świeżym śniegiem. W końcu ktoś się wyłamał i poszedł. Międzyczasie Czesi się zebrali i wyruszyłem razem z nimi. Szło nam się powoli bo wszyscy mieli ciężkie plecaki. Do tego co chwilę zmieniała się pogoda. Raz słońce a raz opad śniegu, za chwilę piekielnie mocny wiatr, i tak w kółko. W końcu po 4 godz walki dotarliśmy na Czapajewa skąd szybko w dół po drodze przechodzimy przez ściankę lodową, która kończy się szczeliną i dodatkowo trzeba przejść po drabinie, stres był nie ma co ukrywać. Kiedy dotarliśmy do C3 na przełęcz, zaczęło mocno wiać  i sypać. W tych warunkach kopałem platformę i rozbijałem namiot. Było bardzo ciężko, ponad 2 godziny pracy. Gdy w końcu udało się rozbić namiot przyszła pora na kilkugodzinne gotowanie wody w akompaniamencie śniegu i wiatru uderzającego w mój namiot. Bardzo ciężki dzień, a jutro atak szczytowy. Pobudka o 4. Idę spać.

Khan Tengri_2017__33Khan Tengri_2017__33

31 lipca
Wstałem o 4 rano i zjadłem szybkie śniadanie. O 5.30 wyruszyłem w stronę szczytu. Na początku szło mi się bardzo źle, ale rozkręciłem się z biegiem czasu i posuwałem się w dobrym tempie. Podejście zupełnie inne niż na pozostałych siedmio-tysiecznikach na których byłem, dużo wspinania na przednich zębach raków, co mocno dojeżdża łydki. Technicznie również dużo trudniej. Po 8 godzinach stanąłem na szczycie Khan Tengri. Czas bardzo dobry. Ja również czułem się bardzo dobrze. Nie mogłem posiedzieć zbyt długo na szczycie, bo bardzo mocno wiało. Porobiłem więc kilka fotek i udałem się na dół. Większość drogi powrotnej pokonałem zjazdami, lecz niektóre odcinki przyprawiły mnie o kilka siwych włosów, gdy okazywało się np. że  lina na której zjeżdżam jest mocno przetarta. W jednym przypadku było to kilka sznureczków rdzenia. Nie. Liny wyglądające na nowe czasem okazywały się gorsze od tych starszych. Na szczęście po 16 dotarłem do namiotu, gdzie czekała mnie niespodzianka w postaci Słowaka Richarda, który jutro atakuje szczyt, gdyż lepiej się poczuł. Ja w takim razie nie schodzę jutro do bazy lecz czekam na niego jako support w razie czego. Teraz jemy i idziemy spać.

Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43Khan Tengri_2017__43

1 sierpnia
Dzisiejszy dzień był cięższy niż wczorajszy atak szczytowy. Z samego rana Richard wyruszył na szczyt. Niestety pogoda okazała się być kiepska więc zawrócić po 1h. Postanowiliśmy więc tego samego dnia zejść do bazy. Zadanie okazało się bardzo ciężkie. Podejście na Pik Czapajewa było mordercze, a przejście szczeliny połączonej ze ścianką lodową okazało się ekstremalnym wysiłkiem , przy którym już myślałem że zemdleje. Później już przyjemne zjazdy do C2 i C1, gdzie likwidowaliśmy namioty i zabieraliśmy śmieci. O 16 byliśmy w bazie. Skusiłam się nawet i zapłaciłem 20 dolarów za kolację, ponieważ nie chciało mi się gotować. Mnóstwo gratulacji oraz pytań o drogę od pozostałych wspinaczy otrzymałem podczas kolacji. Teraz leżę w wolnym namiocie Czechów gdyż schodzą dopiero jutro i cieszę się komfortem. Jutro dzień gospodarczy, a po jutrze lecę helikopterem do Karkary.

Khan Tengri_2017__37Khan Tengri_2017__37

2 lipca
Dzień gospodarczy. Dzisiaj robiłem pranie, suszyłem rzeczy oraz pozbywałem się tego co już mi nie będzie potrzebne. Poznałem bardzo sympatycznego Irańczyka, który cały czas mnie czymś częstował. Bardzo ciekawy gościu, który właśnie Khanem kończyć będzie kompletować „Śnieżną Panterę”, poza tym był jeszcze na K2, Uszbie, Spantiku oraz kilku innych ciekawych szczytach. Zrobiliśmy sobie też dzisiaj ze Słowakami pyszny obiadek z podsmażonej kiełbasy z czosnkiem i puree ziemniaczanym. Jutro rano lecimy do Karkary gdzie w końcu wezmę prysznic.

P.S. Na koniec dnia kiedy już kładłem się spać Richard przyniósł mi kawałek ciasta które mieli na kolacji. Bardzo miły gest i przepyszne ciasto.

Khan Tengri_2017__43
3 lipca
Z samego rana zwinąłem namiot, dopakowałem resztę mojego dobytku i wszystko zaniosłem na lodowiec skąd miał nas zabrać helikopter. Niestety pogoda była bardzo kiepska i helikopter nie przyleciał. Oznaczało to cały kolejny dzień w bazie, w dodatku w deszczu. Poleżeliśmy, pograliśmy w karty i trochę się ponudziliśmy. Nie rozbijałem już swojego namiotu, ponieważ mam możliwość spać w namiocie agencyjnym Słowaków, za co jestem im niezmiernie wdzięczny. Idziemy spać i liczymy ze jutro helikopter przyleci.

4 lipca
W końcu dzisiaj przyleciał helikopter. Jednak kolejne zdarzenia potoczyły nie do końca zgodnie z oczekiwaniami. Planowaliśmy razem wszyscy wspólnie jeden dzień zostać w Karkarze i spędzić wspólnie czas świętując zdobycie szczytu. Niestety po przylocie w doliny okazało się że dzisiaj odjeżdżał ostatni transport agencyjny, którym mogłem dostać się do Ałmat. Nie uśmiechało mi się szukanie transportu na własną rękę w mało zamieszkałem dolinie. Dodatkowo miałem mnóstwo sprzętu i jazda autostopem też była by kłopotliwa z tego względu udałem się w  drogę powrotną praktycznie od razu po opuszczeniu helikoptera. Jak się okazało nie był to koniec atrakcji. Nie wiem z jakiego powodu, lecz granice przekraczaliśmy w bardzo dziwnym miejscu w dodatku musieliśmy jechać dwie godziny drogą terenową w przerobionej do off roadu ciężarówce. Podobała mi się ta atrakcja, muszę przyznać, ale dlaczego w ten sposób wracaliśmy nikt nie był  w stanie nam wytłumaczyć. Po dwóch godzinach przesiedliśmy się to busa i już normalną droga pod wieczór dojechaliśmy wraz z innymi wspinaczami do Ałmat. Jeszcze tylko przechadzka około 5 km z całym tym moim dobytkiem, przez miasto do hostelu i teraz siedzę przed hostelem i piję colę, napój który na tego typu wyprawach staje się pożądanym trunkiem.

Khan Tengri_2017__45Khan Tengri_2017__45

5 lipca
Dzisiaj wybrałem się na zwiedzanie miasta. Oczywiście stwierdziłem że aby lepiej poznać miasto z jego zakamarkami, wybrałem się na nogach. Zrobiłem dużo kilometrów po Ałmatach, i było to trochę męczące, lecz właśnie w ten sposób lubię zwiedzać – dużo chodząc aby zobaczyć jak najwięcej. Muszę przyznać że Ałmaty prezentują się wspaniale. Zdecydowanie bardziej podobają mi się od Astany. Miasto otoczone jest górami oraz wzniesieniami. Wystarczy wejść troszkę wyżej aby podziwiać wspaniałą panoramę miasta. Można wjechać też kolejką linową na Kok-Tobe, gdzie jest mnóstwo atrakcji oraz wspaniałe widoki na góry oraz miasto. Komunikacja w mieście działa bardzo dobrze o czym mogłem przekonać się w kolejnych dniach. Jest bardzo duża ilość parków oraz miejsc rekreacyjnych. Nie ukrywam Ałmaty bardzo przypadły mi do gustu. Hostel też bardzo ciekawy, duża liczba turystów oraz fajny klimat sprawiają że mogę śmiało polecić BAZA Hostel w Ałmatach.

Khan Tengri_2017__48Khan Tengri_2017__48Khan Tengri_2017__48

6 lipca
Na ten dzień zaplanowałem wyprawą poza miasto, lecz nie daleko. Na południe od Ałamt w górach znajduje się Big Ałmaty Lake. Coś jak nasze Morskie Oko. Z tą różnicą że można tam dojechać autem, jak dla mnie jest to niepotrzebne udogodnienie. Komunikacją miejską docieram więc na granice miasta a jednocześnie do wlotu doliny, którą mam zamiar pokonać. Żwawo ruszam więc asfaltem do góry. Ustalam tempo 6km na godzinę, wiedząc że Jezioro oddalone jest o 14 km od miejsca dokąd można dojechać autobusem. Upał doskwiera mi niesamowicie, a mijający ludzie w samochodach wydają się mocno zdziwieni. Po drodze korzystam ze skrótu który idzie wzdłuż rur, którymi z jeziora transportowana jest czysta woda dla Ałmat. Po 2 godzinach docieram nad Big Ałmaty Lake, spędzam tam dwie godziny, relaksując się i podziwiając widoki. W drogę powrotną zabieram się autostopem z grupą młodych Kazachów. Razem odwiedzamy jeszcze wodospad. Bardzo sympatyczni ludzie, z którymi udało mi się trochę porozmawiać. Wyrzucają mnie przy granicy miasta, skąd komunikacją dostaje się do hostelu. Tam okazuje się że niedawno zameldowało się kilka osób z Polski, z którymi spędzam miły wieczór.

Khan Tengri_2017__49

7 lipca
Dzień ten przeznaczyłem na odpoczynek, zwiedzanie oraz kupno pamiątek. Generalnie miałem jechać jeszcze nad wielki Kanion Szaryński, lecz zbieg pewnych okoliczności sprawił że muszę przełożyć wizytę w tym wspaniałym miejscu na kolejną moja wyprawę do Kazachstanu, a że taka będzie jestem przekonany bo kraj ten bardzo mi przypadł do gustu. Zamawiam również taksówkę na 2 w nocy dnia następnego, kiedy to odlatuje do Lwowa.

8 lipca
Po długiej podróży i 8 godzinach spędzonych na lotnisku w Mińsku, docieram do Lwowa. Nie biorę taksówki, lecz komunikacją miejską udaję się na dworzec autobusowy, skąd po dwóch godzinach oczekiwania wyjeżdżam autobusem do Krakowa. Niestety na granicy czekamy 5 godzin, co męczy mnie niemiłosiernie. Z opóźnieniem w nocy docieram do Krakowa, skąd odbiera mnie Marysia.

Podsumowanie :
Wyprawę mogę uznać za udaną. Przede wszystkim dlatego że wróciłem cały i zdrowy. Dodatkowo udało mi się zdobyć szczyt i to w całkiem fajnym stylu. Trzeba również szczerze przyznać że miałem szczęście do pogody, a to w połączeniu z odpowiednim przygotowaniem dało mi szansę zaatakować szczyt. Moją formę również oceniam bardzo dobrze. Pomimo tego że gdzieś w przygotowaniach przed wyprawą przytrafiła mi się kontuzja, to nie brakowało mi sił. Khan Tengri okazał się szczytem wymagającym oraz bardzo pięknym. Przebywanie w górach Tien-Szanu było czasem szczególnym, a poznani ludzie wyjątkowi. Drogę od strony północnej mogę śmiało polecić.  Kazachstan również okazał się krajem bardzo przyjaznym turystom.

Podziękowania :
Chciałbym serdecznie podziękować rodzicom, bratu, dziewczynie oraz przyjaciołom za wsparcie oraz pomoc jakiego mi udzielili przed, w trakcie oraz po wyprawie.
Podziękowania należą się również sponsorom, partnerom oraz patronom takim jak :
Gmina Skawina
Klub Wysokogórski Kraków
Gabinet rehabilitacji i masażu Fizjo-Center
Sklep Medyczny Medyk Skawina
Zmiany Zmiany
Portal Górski
Kalenji Polska

avatar
0
19 wrzesień 2017, 19:08
Radosław Woźniak