Rodellar na różowo

Jak przystało na miłośniczkę technicznego wspinania po pionowych wapiennych płytach, na miejsce wakacji 2015 wybrałam przewieszone ściany Hiszpańskiego Rodellar, gdzie dominującymi chwytami są naciekowe tufy! Niektórzy z Was pewnie pomyślą, że może nie był to najlepszy pomysł, bo ani przewieszeń, ani tym bardziej kaloryferów za dużo w Polsce nie mamy, więc i przygotować się pod ten wyjazd nie bardzo było jak, jednak tym większy był mój upór przy wyborze wakacyjnej lokalizacji. Mimo że prognozy mówiące o możliwych przymrozkach w nocy w Rodellar niestety się sprawdziły, a oddalona o 300 km Siurana kusiła słońcem i ukochanymi płytami - decyzja została podjęta - wzmacniamy bicepsy i ścisk w Rode!

Rodellarr 4 d
Nocne przymrozki. fot. Wojtek Kozakiewicz (wojtekozakiewicz.com)

Pojechałam z nastawieniem, że dostanę tam srogie lanie, a w kapowniku po zakończonych wakacjach przybędzie zaledwie kilka nowych dróg, ale wcale mnie to nie zniechęcało. Zawsze z resztą, wyjeżdżając na wspinanie dalej niż 100 km od domu (Krakowa), dość ostrożnie wybieram cele, tj. drogi, które atakuję. Chyba za dużym stresem napawa mnie myśl, że wstawię się w trudną drogę, a mocno ograniczony czas urlopu nie wystarczy, aby zrealizować projekt. I tu pewnie cisną się Wam na usta - "tchórz" czy "mięczak", pozwólcie mi jednak przypomnieć Wam fakt, że na celowniku nie znalazły się piony jakie oferuje Siurana, a strome przewisy Rodellar... Hołdując więc tej zasadzie, (mogę zdradzić Wam sekret) że tym sposobem zrobiłam finalnie wszystkie drogi, w które się wstawiłam, a cel, czyli wzmacnianie słabych stron, również został osiągnięty!

 



Widok na kanion. fot. Wojtek Kozakiewicz (wojtekozakiewicz.com)

W międzyczasie, muszę przyznać, musiałam odwalić kawał dobrej i ciężkiej roboty walcząc i nieraz spadając z dróg, na których w bardziej przyjaznej mi formacji, być może nawet nie zauważyłabym trudności. Brałam to jednak pod uwagę decydując się na wakacje właśnie w tym miejscu, a finalny wynik tym większą sprawił mi radość! Morał z tej opowieści jest taki, że więcej satysfakcji może nieraz przynieść pokonywanie łatwiejszych dróg w formacjach, w których nie czujecie się najlepiej, niż wyśrubowany wynik w bardziej sprzyjających Wam okolicznościach, do spróbowania czego, gorąco Was zachęcam!



Ćwiczenie równowagi. fot. Wojtek Kozakiewicz (wojtekozakiewicz.com)

Będąc na tych pouczających i wspaniałych zarazem wakacjach dzięki uprzejmości Portalu Górskiego miałam okazję przetestować 2 produkty, o których chciałabym napisać kilka słów:

Polar RAB Powerstretch Zip Top - uniwersalna druga warstwa, którą ściągałam w zasadzie tylko do spania i do kąpieli... Bardzo wygodny, ciepły i oddychający zarazem materiał, funkcjonalna stójka pod szyją i otwory na kciuki na rękawach, szałowy różowy kolor z szarymi akcentami...czego chcieć więcej?! Może tylko chciałoby się czasem kaptura kiedy mocniej wieje i kieszeni żeby gdzieś włożyć zmarznięte ręce - jednak i to się pewnie znajdzie, tylko w innym, niż testowany przeze mnie, modelu. Wymieniając na głos, jeszcze tam w Rodellar, zalety tej bluzy doszłam do wniosku, że może to być jedna z tych rzeczy, bez których żadna kobieta nie może się w życiu obejść, przynajmniej w takich wyjazdowych warunkach!

Przyrząd Grivel Master Pro z karabinkiem Grivel Clepsydra K10G - czyli zgrany duet, nie tylko ze względu na kolor (zupełnym przypadkiem znowu z resztą odcień różu). Sprytny, wygodny i szybki do opanowania system zabezpieczający opatentowany przez producenta eliminuje konieczność sprawdzania asekuranta czy aby na pewno zakręcił karabinek.  Dodatkowy zatrzask zapobiega przekręcaniu się karabinka podczas asekuracji. Przyrząd testowany na dość cienkiej linie (fioletowo-różowej... daję słowo, że to czysty przypadek!) o średnicy 9,1 mm chodził bez zarzutu, a przemyślane haczyki pozwalają przełożyć więcej ciężaru z ręki na przyrząd w przypadku komendy blok lub opuszczania cięższego partnera.

Na koniec małe przechwałki, choć dla wielu pewnie nic wielkiego, ja się jednak bardzo cieszę z listy dróg, które udało mi się skompletować, a na szczególne wyróżnienie zasłużyły według mnie:

Pequeno Pablo - 7a+, sektor Egocentrismo - po wielkich klamach, ale za to w stosownie dużym przewieszeniu, zrobiona w 3 próbie - wstawiłam się w nią najpierw pierwszego dnia, dwa razy, bez najmniejszych szans na sukces, przedramiona miałam po jej przehaczeniu większe chyba niż uda, jednak 2 przepracowane tygodnie w Rodellar zaowocowały jej bezproblemowym już prowadzeniem ostatniego dnia wyjazdu!



O3, sektor La Palomera fot. Wojtek Kozakiewicz (wojtekozakiewicz.com)

O3 -  7a, sektor La Palomera - chyba jedyna pionowa droga, którą zdecydowałam się zrobić podczas tych wakacji (w końcu nie po to wybierałam przewieszony Rodellar), ale muszę przyznać, że wyjątkowo mi się podobała, a ja potrafię się sprężyć na próbach OS, padła więc w najczystszym stylu.

Aquest Any Si - 7b+, sektor Aquest Any Si - najtrudniejsza droga tego wyjazdu, przewieszona, ciągowa i po kaloryferach, a zrobiona w drugiej próbie....Może jednak trzeba było wstawić się w co trudniejszego...?!

Może....jednak tym razem nie było już czasu, ale na pewno będzie jeszcze ku temu okazja, bo nieraz jeszcze wrócę do Rodellar!

Karolina

(wbrew pozorom, wcale nie aż taka miłośniczka różu, za to coraz większa miłośniczka przewieszeń! )

avatar
0
09 listopad 2015, 17:40
Karolina Szatanik