Schronisko w Dolinie Chochołowskiej i schody

Ostatnio odwiedziłem schronisko w Dolinie Chochołowskiej. Nic absolutnie wielkiego, ale wcześniej jakoś się nie składało. Kiedy byłem zupełnie sprawny dość często, szczególnie zimą, tu przebywałem. I szczególnie utkwiły mi w pamięci właśnie te schody do schroniska. Kiedy to po całodziennej podróży z Łodzi do Zakopanego, przez Kraków, one to już o zmierzchu i niejednokrotnie wyślizgane i przykryte świeżym puchem stanowiły ten ostatni etap „drogi”. Dalej już bowiem była gorąca herbata, przytulny pokój i przytaszczony na własnych plecach chleb z mielonką lub pasztetem dla odmiany (żeby nie było, że jedzenie w górach jest nie rozmaite i mizerne). ;)

Wczesnym rankiem zaś, przy słonecznej, mroźnej i śnieżnej pogodzie wychodząc ze schroniska po owych schodach, przed oczami ukazywała się sylwetka Kominiarskiego Wierchu (1829 m n.p.m.).

Nigdy jednak bym nie pomyślał, że te zwyczajne w sumie schody staną się za parę lat „bohaterami” mojego bloga. W ogóle nie myślałem, że będę miał bloga. Nie myślałem też że już niebawem przejdę skomplikowane operacje, że zamieszkam jedną nogą w Zakopanem, że zmienię swoje myślenie o 360 stopni. Nie myślałem też, że mimo obiektywnych ograniczeń można wieść życie wcale nie znów gorsze od życia ludzi pełnosprawnych, że można nie słodzić herbaty i polubić oliwki (ale kaparów się nie da polubić). ;)

I chcę Wszystkim powiedzieć że życie, los, opatrzność niesie tak przeróżne scenariusze, że nigdy do końca nie można być czegoś pewnym. To super że mamy jakieś plany, oczekiwania, dążenia, ale zawsze na końcu ten ostateczny głos ma nasz „los”. Niektórzy mówią, że to czysta fizyka kwantowa, odpowiednia energia, fale itd. Inni upatrują w tym działanie Boga, a jeszcze inni traktują to jako zwykły, najzwyklejszy przypadek i zbieg okoliczności typu fart-niefart. Osobiście nie wiem jak to jest. W Boga wierzę, ale raczej stworzyłem sobie jego obraz w głowie i nie jest to Bóg ani katolicki, ani żydowski, ani islamski itd. Natomiast bardzo podoba mi się podejście buddystów. Wiadomo, że Budda to dla nich prawdziwy Mistrz, Mędrzec, Nauczyciel, Wzór. Z drugiej strony dążą do samodzielności, autonomii i niezależności. Jak więc osiągnąć niezależność myślenia w oderwaniu od wszystkiego, do czego nakłaniał Budda, wzorując się na Buddzie (kopiując go)? To ogromny paradoks i sprzeczność. Mnisi radzą sobie z tym w ten sposób, że z czasem gdy osiągają jasność, czystość umysłu i samodzielność myślenia w ich życiu pojawia się założenie, które brzmi mniej więcej tak:

„zabij Buddę” („zabij” w myślach, w głowie, w czynach i weź całkowicie odpowiedzialność za swoje życie) – to tak na marginesie.

Ale jeszcze o schodach...

Myślę, że każdy z nas ma w życiu takie schody:

-na które trzeba wejść,

-za którymi jest „ciepła herbata”

-z których roztacza się ładne widok,

-chociaż mogły wydawać się złowrogie, nieprzyjemne, zaśnieżone i oblodzone.

I jeszcze jedna rzecz.

To prawda (zauważyłem to już wielokrotnie i w górach, ale nie tylko), że z wiekiem czas zaczyna biec o wiele szybciej, a te same rzeczy stają się o wiele mniejsze niż kiedyś. Tym razem też tak miałem. Fakt faktem – schody przed schroniskiem stoją jako żywo. Ale żeby one były takie wielkie, magiczne i szczególne? Ale jest jeszcze coś takiego jak emocje i wyobraźnia. I co z tego, że może czasem zniekształcają nam obraz rzeczywistości...

Ale jak to mówił Einstein:

Logika zaprowadzi cię z punktu A do B, wyobraźnie – wszędzie...

avatar
0
10 lipiec 2017, 22:38
Bartosz Michalak