Spacer na Rusinową Polanę

Drugi dzień naszego pobytu w Tatrach był pochmurny i lekko padał deszcz dlatego postanowiliśmy odpocząć po wyprawie na Kasprowy Wierch. Trzeciego dnia pogoda nie była idealna ale bliskość gór nie pozwoliła bym dłużej siedziała w domu. Mama chciała czekać aż się wypogodzi ale po moim marudzeniu rodzice zdecydowali że gdzieś się wybierzemy. Choć nie padał deszcz to niebo było zachmurzone dlatego rodzice wybrali na ten dzień ''spacer'' na Rusinową Polanę. 

 

 

Po dojechaniu do Palenicy Białczańskiej i odnalezieniu niebieskiego szlaku ruszyliśmy lasem do celu.Droga prowadziła pod górkę, która robiła sie coraz bardziej stroma czego sie nie spodziewaliśmy ponieważ 

byliśmy w dużej odległości od gór. Wędrówke umilało mi jedzenie malin, które rosły do okoła ścieżki.Po drodze kilka razy pokonywaliśmy strome schody, ułatwiały one nam pokonywać szlak, który piął się coraz bardziej do góry. Gdy dotarliśmy wyżej na płaski teren i szliśmy przez piękny zielony las w powietrzu było czuć zapach lata i przyrody. Było wesoło i beztrosko, nawet wyszło słońce. Niestety nasza radość nie trwała długo ponieważ po 

chwili niebo się zachmurzyło i zaczął kropić deszcz. Stojąc pod drzewami próbowaliśmy przeczekać mżawke ale rozpadało sie na dobre wiec bez namysłu wskoczyliśmy w głab lasu i siadajac bezpiecznie na karimacie pod wielką choinką piliśmy gorącą herbate. Nim się obejrzeliśmy niebo sie uspokoiło więc opuściliśmy nasze leśne schronienie i ruszyliśmy

ku polanie. Po niedługim marszu zobaczyliśmy stado pasących się owiec, byliśmy na miejscu. 

 

20160809 165517_modified

 

Za naszymi plecami roztaczał się widok na Tatry i choć niebo było zachmurzone to widok z polany był piękny. Zauważyłam za ogrodzeniem budy, w których były piękne białe psy.  Tata wytłumaczył mi że są to Owczarki Podhalańskie, psy pasterskie, które pilnują owiec. Obok była drewniana chatka, w której kupiliśmy ciepłe oscypki od prawdziwej góralki. 

Na polanie były ławki i stoliki, przy których chwile odpoczeliśmy napawając sie widokami gór...

20160809 165537_modified

..po czym ruszyliśmy w droge powrotną. Mijając znak z oznaczeniem szlaków zapytałam rodziców dokąd prowadzą pozostałe szlaki. 

 

20160809 154734_modified

 

Jeden z nich prowadził do Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach a jego przejście zajmowało 10 minut więc postanowiliśmy 

nim iść. Po krótkim spacerze dotarliśmy do  dość stromych drewnianych schodów które prowadziły w dół gdzie znajdował się piękny drewniany kościół.

3323

 

W połowie schodów zauważyliśmy małą kapliczke a mama powiedziała mi że

w tym miejscu wydarzył się cud, dziewczynka o imieniu Marysia ujrzała Matke Boską i dlatego wybudowaną w tym miejscu kapliczke. 

 

20160809 164318_modified

 Gdy dotarliśmy na dół i weszliśmy na teren sanktuarium naszą uwage przyciągnął mur, na którym wisiały zdjęcia różnych ludzi wiec zapytałam rodziców, co to za ludzie. Tata wyjaśnił mi ze Ci wszyscy ludzie zgineli w górach,wiekszość w tatrach a te tablice to pamiątka na ich cześć. Zrobiło mi sie smutno ponieważ tablic było naprawde dużo.Wtedy zrozumialam ze z górami nie ma żartów.

 

gallery 10_372_223892_modified

Gdy weszliśmy do Kaplicy chwile w niej odpoczeliśmy, pomodliliśmy się

i wpisaliśmy sie do księgi pamiątkowej prosząc Królową Tatr o błogoslawieństwo.

20160809 161133_modified

 20160809 161115_modified

Wracając z powrótem poczulismy przypływ sił i po niecałej godzinie byliśmy już w Palenicy. Gdy czekaliśmy na autobus kupiłam sobie prawdziwe

góralskie korale. 

 

Nasz spacer bardzo mi się podobał,widoki były super a ja wcale się nie zmeczyłam i miałam siłe żeby już dwa dni poźniej ruszyć na wyprawe 

ku Czerwonym Wierchą , ale o tym w następnym opowiadaniu - Oliwia

avatar
0
08 luty 2017, 18:23
Sebastian Piesik