Strach nie zawsze ma wielkie oczy, czasem jest to ryj

Mieliśmy wtedy po kilkanaście lat i całą naszą kompanią postanowiliśmy przetrwać noc w lesie. Po raz pierwszy bez mojego taty. Trzech z nas ulokowało się bezpiecznie w namiocie, ale Michał i ja postanowiliśmy zagrać hardcorowców i spać pod gołym niebem.

nocdrz

Powiał gwałtowny wiatr, a nasze dogorywające już ognisko zgasło. W oka mgnieniu otoczyły nas ciemności. Nie przejęliśmy się tym zupełnie, a raczej nie przyznawaliśmy się między sobą, że o mało nie narobiliśmy w gacie. Chwilę potem las rozbrzmiał kakofonią dźwięków, trzaskiem łamanych gałęzi, głuchymi uderzeniami spadających szyszek, skrzypiącymi na wietrze drzewami. W każdym z tych dźwięków mój mózg podświadomie dopatrywał się zagrożenia, każdy taki przypadek zwalczałem metodą, którą opisałem w poprzednim wpisie (teraz o tym co może się stać, jeśli zaczynie jej się bezgranicznie ufać, grunt to trzeźwa analiza sytuacji) . W pewnym momencie usłyszałem szelest liści i odgłos zrywanej ściółki. Tuż obok nas.

- Cholera, to dzik- wyszeptał Michał.
- Dupa, a nie dzik, idź spać- nie znalazłem jeszcze innego wytłumaczenia dla źródła tego dźwięku, ale co tam, do tej pory szło dobrze. Nic nam nie grozi.
- Przecież słyszę, debilu.
- Uspokój się... Jesteś ciplongiem?- ciplong, słowo klucz. Od zamierzchłych czasów, aż po dziś dzień stawał się nim ten z naszej piątki, który zaczynał wymiękać. Gorszej zniewagi nie ma i nigdy nie będzie. Michał nie miał zamiaru zostać ciplongiem, więc spokojnie obrócił się na drugi bok. Leżał i nasłuchiwał...

Ni z gruchy, ni z pietruchy coś parsknęło nam prosto w twarze. Zerwaliśmy się jak oparzeni, zerwał się również dzik, który zaskoczony uciekł w świerkowy młodnik. Nie mogliśmy tego widzieć. W tym momencie robiliśmy życiówkę w jednej z wiejskich dyscyplin sportowych- biegu w workach. Za worki robiły nam wciąż zapięte śpiwory, a za metę trzyosobowy namiot, który został już zasiedlony, zgodnie z zaleceniami producenta. Zawsze uważałem, że te normy wyznaczane są w oparciu o trolle bojowe. Poza tym to była sytuacja awaryjna.
- Ocipiałeś? Zabierz dupę z mojej twarzy!- darł się Szpiechu.
- Co się... Co się stało- Kazik nieświadomie parafrazował Maćka z Klanu.

Łukasz spał w najlepsze pod samą ścianą namiotu. Wkrótce i my zasnęliśmy. Tak ciasno było mi tylko raz w życiu, kiedy to podczas poszukiwań skarbu zostałem przez tych agentów zamknięty w pewnej podwórkowej studni, ale to już inna historia ;)

avatar
0
31 październik 2015, 18:56
Kajetan Wilczyński