Swobodne loty - FreeSolo Masters 2017

Nowe doświadczenia... ale dobre czy złe?
Jak już mówiłam, wrzesień był zdecydowanie miesiącem zawodów, ale nie tylko tych międzynarodowych!

Zamiast przeznaczyć jedyny wolny weekend na odpoczywanie w domu zdecydowałam się siedzieć jedenaście godzin w aucie i lekko zawalić szkołę... Czy warto było? Zdecydowanie tak! Super atmosfera, luźne podejście wszystkich zawodników, świetne nagrody i genialne wspinanie! Mowa tu o zawodach towarzyskich FreeSolo Masters w austriackim Lienz, na które zostałam zaproszona jakiś miesiąc temu.

Na początku się wahałam, bo zawody te nie są zwykłymi zawodami: to zawody na prowadzenie ale zawodnicy wspinają się bez liny! Można powiedzieć, że są tylko dla tych 'odważnych', bo spadanie na wielki, dmuchany materac z wysokości czwartego piętra zdecydowanie nie należy do rzeczy banalnych :) Stwierdziłam jednak, że fajnie byłoby spróbować czegoś nowego mimo iż naprawdę się bałam ;) . W eliminacjach udało mi się ten strach pokonać i weszłam do półfinału na 2 miejscu. Niestety po eliminacjach szczęście się skończyło i zaczął się wielki pech :) W półfinale skończyłam drogę, ale niestety okazało się, że robiąc jej końcówkę odstawiłam się na 'zakazany' stopień co spowodowało, że w finale startowałam już jako trzecia zawodniczka. Natomiast w samym finale nie trafiłam sobie w ten stopień i zachowałam swoją "szczęśliwą" szóstą pozycję.

No cóż, zdarza się i tak, ja na pewno nie żałuję wyjazdu, szczególnie, że ze względu na mały niedosyt po zawodach udało mi się jeszcze pojechać na trening do Innsbrucka na - moim zdaniem - jedną z lepszych ścian w Europie.

Filmik z zawodów: https://youtu.be/c3c25VnEhPE

#BergansTeam

FreeSolo 1

FreeSolo 2

FreeSolo 3

avatar
0
24 październik 2017, 16:54
Maja Rudka