Tam i z powrotem

   To doprawdy niewiarygodne jest, ile czasu człowiek poświęca pracy i podróżom z nią związanych. W pociągach, autobusach, samochodach i czasem w samolotach. Buntuję się ostatnio bardzo często i przeciw wszystkiemu, zatem jadąc pociągiem, w siódmej godzinie podróży, trafił mnie szlag. Wyciągnąłem, psującego się coraz bardziej laptopa, i postanowiłem nadrobić zaległości w pisaniu.
   To nie był wspinaczkowy sezon, choć połowę wolnego czasu spędziłem w górach. Czasem w deszczu a czasem po prostu siedząc przy ognisku i bajdurząc z kolegami. Po raz drugi udało mi się zaciągnąć obie córki w Sokoliki, gdzie przeżyły swoje pierwsze burze pod namiotem. Pomiędzy jednym koncertem a drugim, wspinałem się na „Zapomnianej” i „Krzyżnej Strażnicy”. To mniej popularne skały w Sokolikach, a szkoda bo można znaleźć na nich bardzo ciekawe drogi.

corka

Starsza córka na "balkoniku" na Krzywej - Sokoliki


   Z jednego koncertu, który graliśmy niedaleko Tarnowa, uciekliśmy w Tatry. Zaparkowaliśmy na Palenicy Białczańskiej, i w deszczu „pobiegliśmy” na Rysy. Mimo, że to był sierpień, na szczycie mieliśmy zero stopni i zero widoczności. Pamiętam, że jeszcze wchodząc, zapytałem się:
- Słuchaj, jak chcesz? Wchodzimy ale nic nie zobaczysz na szczycie, czy przyjedziemy innym razem, kiedy wraz z setką innych turystów zobaczysz o wiele więcej ale możesz nie wejść na szczyt bo Ci się odechce. Wybieraj.
Mój kolega wybrał atak w niepogodzie, po czym z niedowierzaniem powtarzał:
- kur...Nic nie widać!

rysy

Na szczycie Rysów


   Zbiegliśmy ze szczytu pędzikiem a wieczorem siedziałem już u Pani Marii w Stoli, po słowackiej stronie Tatr. Podczas tego wyjazdu mieliśmy wejść na Basztową Igłę i na Kościółek. Nie udało nam się ani jedno ani drugie. Próg w drodze na Igłę okazał mokry, kruchy strasznie i porośnięty kosówkami tak, że nazywając te dwa wyciągi wspinaniem, oszukujemy samych siebie. Zjechaliśmy z dwóch starych haków a potem zjeżdżaliśmy na tyłkach i butach i cholera wie jeszcze czym, wraz z kamieniami, żlebem aż do kamiennej drogi prowadzącej z powrotem na szlak. W drodze na Kościółek, podeszliśmy aż pod ścianę Batyżowieckiego, gdzie zastygłem w bezruchu oszołomiony ścianą. Zaznaczyłem sobie w pamięci Drogę Kutty i wyciągnąłem jabłko. Po zjedzeniu plułem i charczałem trzy godziny nie mogąc pozbyć się resztki skórek, które zostały gdzieś w gardle. Nie pomagała woda, chleb, walenie pięścią w plecy, kabanosy, cukierki i żel energetyczny. Wróciliśmy zniesmaczeni nad staw i w zadumie patrzyliśmy na urwiska Gerlacha.

prog baszty

W drodze na Basztową Igłę z Marcinem Gromnickim

 

   Po powrocie do domu, fortepian zdeterminował cały czas wolny. Po kilku tygodniach pisania i grania odwiedziłem Sokoliki i wstyd się przyznać, bez bloku zrobiłem tylko jedną czy dwie drogi. Za to odwiedziliśmy wspaniale zrobioną ściankę wspinaczkową w Gorzowie Wlkp (zacieramy mocno ręce, bowiem już za trzy miesiące i u nas będzie otwarcie nowego panelu) i najdziwaczniejszą ściankę jaką w życiu w idziałem czyli w Bełchatowie. Nie do opowiedzenie i nie do uwierzenia. Polecam wszystkim którzy twierdzą, że nie mają miejsca na zbudowanie choćby bulderowni. W pierwszych tygodniach października pojechaliśmy do Arco, gdzie przy pięknej pogodzie wspinaliśmy się bez koszulek i bez jakiejkolwiek napinki, odwiedzając z najpopularniejsze miejscówki.

arco

Wspinanie w Arco

   I Tak minęło lato i jesień, a ja już powoli ostrzę raki i dziaby bo trzymam się mocno przekonania, że zima w tym roku będzie wyjątkowa.

avatar
0
01 listopad 2017, 14:07
Daniel Grupa