Titanic na Eigerze.

Zapiski do książki na brudno / bez korekty... 

...Gdy tylko sięgnę pamięcią w przeszłość północna ściana Eigeru zawsze towarzyszyła mi w moim górskim życiu. Zakorzeniona głęboko w mojej świadomości była symbolem niedostępności oraz przerażającej mocy natury. Pierwsze uderzenie miało miejsce w 1995 roku gdy w wieku 20 lat postanowiłem przejść drogę klasyczną z Grzegorzem Mołczanem. Uwielbiałem na niego mówić " ratownik nizinny" co nie zawsze spotykało się z jego entuzjazmem. Pochodził z Bieszczad, nie miał palców u jednej ręki ale za to świetnie sobie radził w skałkach oraz w trakcie wspinaczki zimą. Grzegorz mieszka teraz w pięknym miejscu, gdzieś pod Połoninami i z pewnością do dziś wspomina naszą eskapadę na wariackich papierach. Bez odpowiedniego doświadczenia i wbrew zapowiadanym opadom śniegu wbiliśmy sie w ścianę, która po jednym dniu wspinaczki uwięziła nas na swoim terytorium. Wezwaliśmy pomoc. W trakcie kolejnych lat wspinałem się na niej wielokrotnie za każdym razem czując z tyłu głowy potrzebę pozostawienia po sobie nowej polskiej linii. Ucisk ten męczył mnie latami. W trakcie kolejnych wspinaczek odpadałem od ściany z odłamkami luźnych skał łamiąc przy tym żebra lub też przyjmowałem studzące wodne bicze. Na przestrzeni dwóch dekad moje relacje z Eigerem urosły do rangi porachunku. Od chwili gdy wraz z Tomem wytyczyliśmy na niej nową drogę rachunki uważam za wyrównane. Teraz jesteśmy kwita ściano....

 

2

 

...W trakcie przebijania się przez drugą barierę odpadłem. Wbity w wydawałoby się litą skałę tuż nad stanowiskiem beak nagle wyskakuje z odłamkiem skały, która uderza mnie w twarz. Delikatne skaleczenie i kilka kropel krwi to nic w porównaniu z tym co się mogło wydarzyć. Ściana pamięta bardziej dramatyczne chwile. Po sekundzie wracam do ostatniego punkty, widzę, że wyrwałem też niżej założoną kostkę. Poprawiam asekurację i kończę wyciąg....

 

DSC05997

 

 

...Nasze przypuszczenie sie sprawdzają, skała okazuje się bardzie niewdzięczna i krucha nie przyjmuje żadnego haka, stare spity Tom wyjmuje palcami ze ściany. Pozostawiamy za sobą cześć sprzętu, trzy śruby lodowe i kilka spitów, które zabraliśmy na wszelki wypadek z ręczna spitownicą. Ich obecność okazała się nieoceniona. Do podstawy ściany czeka nas jeszcze 40 zjazdów jednak zatrzymujemy sie na noc na czwartym biwaku. Dzień szczytowy dał nam ostro popalić dlatego tej nocy herbata smakuje szczególnie. Kolejnego dnia ja zajmuję sie pakowaniem biwaku a Tom likwidacją poręczy. Po chwili odchodzę do niego do góry by pomóc. Widzę, jak pracuje, jest maszyną do spinania, przed nim jeszcze długie lata w górach. "Uważaj na siebie Tom" mówię do siebie w myślach: " Uważaj"...

 

PC030259

 

Titanic na Eigerze to dla mnie dużo więcej niż zwykła droga... Zapraszam serdecznie do przeczytania mojej ksiązki, której premiera odbędzie się 22 stycznia w Toruniu. 

Pozdrowienia!

yeti

 

 

avatar
0
29 grudzień 2016, 19:44
Marcin Yeti Tomaszewski