Ultra weekend!

Człowiek budzi się w ostatni weekend listopada, otwiera oczy, patrzy w sufit z przerażeniem i powoli dociera do niego, że pora wstać i to tak z pompą i działać bo plany nie mieszczą się na kalendarzu, a trzeba je zrealizować.

Zamykam oczy i odpływam gdzieś wysoko w góry, ciśnienie spada, czuje się coraz lepiej, komfort psychiczny i fizyczny wzrasta, ale po kilku minutach rozmywają się góry, szlaki, komfort spada, rozjaśnia się no i dobra wstaje i działam! Zabrzmi to pewnie trochę dziwnie. Weekend rozpocząłem już od czwartku by ogarnąć wszystkie podjęte wyzwania.

normal andrzejki-pawlica-21

Zacząłem od organizowania samochodu by móc dobrze działać - był bez zimówek, a tu pod Tatry trzeba jechać, pod Babią, wiec straciłem cenny czas by ogarnąć samochód i gdy to się udało - ruszyłem. Na sam początek poszło krótkie spotkanie z „wędrowcem”, a krótki opis tego co się działo jest tu.


Po tym miłym spotkaniu z pozytywna i pełną energii młodzieżą ruszyłem w kierunku Tatr by ogarnąć sprawy górskie i odetchnąć lekko, a zarazem złapać pozytywnej mocy do działania. Gdy już się dobrze ściemniło dostałem telefon żebym wracał, bo samochód potrzebny i rozpocząłem powrót i dokładnie na przełęczy Krowiarki pod Babia zauważyłem, że przecież mam jeszcze głośniki dotransportować i rozłożyć w schronisku na Markowych… W tym pomógł mi świetny goprowiec Marcin (wielkie dzięki!) i wszystko bezpiecznie wylądowało w schronisku, szybkie rozkładanie, próba mikrofonu i wielka herbata przy której mój zegarek wskazywał 21:30 więc najwyższa pora się ewakuować w dół. Jedno z lepszy uczuć gdy zbiegasz nocą po przyprószonym szlaku, wokół ciemno i widzisz tyle na ile czołówka ci pozwala… mmm… bajka!  Szybko dotarłem na parking i do domu.

normal andrzejki-pawlica-19

Piątek rozpocząłem od wizyty u babci i kawy, wymiany zamka w drzwiach do mojej ulubionej Pierogarni i ruszyłem dalej w trasę. Na obiad byłem już na Śląsku i tam czas przyśpieszył, w sumie na chwilę bardzo zwolnił, jak nie mogłem znaleźć samochodu na parkingu ;) próbowałem się jakoś przygotować do sobotniej prelekcji, ale mi jakoś nie wyszło.

Nastała sobota i po dobrym śniadaniu poszedłem biegać i to nie sam :)

Po kilku kilometrach, w dość chłodnych warunkach był dość długi, gorący prysznic. Po tym wszystkim zegarek pokazywał za dużo. Wiec szybki obiad i w drogę do Rudy Śląskiej, ale przez Gliwice by odwiedzić ultrasa Alka (byłem pewny że będzie marudził i narzekał jak zawsze, ale tym razem było inaczej). Po krótkich odwiedzinach trzeba było jechać na spotkanie górskie i rozejrzeć się tam trochę i przygotować. Oczywiście pochłonął mnie program i trochę się zapomniałem i gdy poproszono mnie bym podał swoją przygotowaną prezentacje odpowiedziałem, że jeszcze nie mam. I zdziwienie organizatorów było ogromne. Hehe… trochę przesadziłem. Uporałem się z tematem w mniej niż 10 minut i poszedłem szukać miejsca by spróbować czy instrument działa i grzecznie czekałem na swoją kolej. Gdy dostałem zielone światło wszedłem z dźwiękiem na scenę i robiłem swoje. Bardzo mi się publiczność podobała gdyż słuchali z zaciekawieniem i nawet śmiali się od czasu do czasu. Wydaje mi się, że byli zadowoleni i to mnie cieszy, lecz nie wiem czy organizatorzy też. Przed moim wejściem zostałem poinformowany iż jest 10 minut obsuwy, a gdy ja wyszedłem było już 50 parę minut w plecy. Nie wiem jak to się stało. Za to przepraszam. Choć trochę winy leży też po stronie biegacza Marcina Rudzkiego, miał mnie ściągnąć gdy będzie po czasie.

normal andrzejki-pawlica-07

Po wyjściu z sali zaczepiło mnie kilka osób, największą niespodzianka była dziewczyna, która wiedziała co zagrałem na wejściu (zaskoczyła mnie, gram jeden i ten sam, krótki kawałek już około dwóch lat i jeszcze nikt mi nie powiedział co to jest). Zjadłem trochę bigosu, zrobiłem łyk kawy (herbaty nie mogłem się napić, bo bym musiał tam zostać ;)).
Bardzo pozytywnie oceniam spotkanie górskie „lawiny”, Bardzo luźna forma, wiele ciekawych prelekcji, filmów, gości i wejściówka za 0 złotych. Podobno impreza trwała do 3, więc grubo. Ja mianowicie musiałem wyruszyć w dość długą podróż do Zawoi i wdrapać się do schroniska.

normal andrzejki-pawlica-17

Droga była dość luźna i dopiero gdy jakieś 2km przed BPN jezdnia była lekko przyprószona i zaczął mnie wyprzedzać tył samochodu stwierdziłem, że jest ślisko i zimno. I tak było. Po zapakowaniu plecaka ruszyłem na szlak, choć miałem opcje podwózki kładem to zrezygnowałem, wiedziałem że chwile ciszy i spokoju będę miał tylko teraz. Uwielbiam wędrować w nocy, jest cicho i spokojnie i pusto. Człowiek odpoczywa. Spotkałem lisa który co chwilę spoglądał na mnie i świecił oczami. Trochę się spociłem i gdy już byłem przed schroniskiem zatrzymałem się na chwile i zacząłem zastanawiać czy nie iść na szczyt skoro jest tak fajnie, ale zza szyby zobaczyłem mnóstwo znajomych biegaczy więc wiedziałem że i tak będę z nimi na szczycie więc wchodzę do schronu. W środku było dość głośno, zostałem wyściskany i zjadłem zupę. I zaczęła się zabawa! Oczywiście zaraz po północy zostałem poinformowany, że idziemy na wschód, co i tak było moim małym planem. Około godziny 3:50 dopadł nas kryzys, została garstka osób i zaczęliśmy się zastanawiać czy nie iść spać na chwilę i podczas tych rozważań wdarł się pomysł ponownego odpalenia karaoke. Śpiewaliśmy wszystko, zazwyczaj zdzierając gardła. Arturowi (Tri Szerpa) aż tak się to spodobało (spał na gdzieś na ławce zmęczony), że przyłączył się do nas. Nagle ktoś wszedł ubrany na „cebulkę” z czołówką na głowie i oznajmił że zaraz wychodzimy na wschód. No to szybka akcja i ruszyliśmy. Pomimo tego, że nikt prawie nie spał (bo ktoś się darł na dole;)) to ruszyliśmy w około 16 osób w świetnych nastrojach i choć po kilkudziesięciu metrach towarzystwo zamilkło nadal widniały uśmiechy na twarzach. Gdy wydostaliśmy się na Przełęcz Brona zrobiło się jaśniej i widoki zaczęły uderzać. Grupa się rozciągła i dopiero na szczycie znów się wszyscy spotkaliśmy. Było bardzo wesoło i przyjemnie. Ja dosłownie stałem minutę na szczycie i zaczęło wychodzić słońce. I jak zawsze było to niesamowite! Dużo osób się ściskało jak po zdobyciu przynajmniej pięciotysięcznika :) Spędziliśmy tam kilkanaście dobrych minut i rozpoczęliśmy zejście do bazy. W schronisku było już wiele osób i zostało mało czasu do treningu. Na trening odważyło się 6 osób. Zrobiliśmy jakieś 14km i to przez szczyt. Była moc! Po powrocie duża herbata i żegnanie się ze wszystkimi. Towarzystwo się powoli rozchodziło, a ja pakowałem nagłośnienie. Zaczęło robić się pusto. Skorzystałem z chwili wolnego i udałem się na łóżko zdrzemnąć. Jakoś tak się stało, że tylko zdjąłem buty. Po drzemce przyszedł czas zwijać się. I tak jakoś wyszło ze przed 21 byłem w domu.

Rewelacyjnie spędzone andrzejki!

Krótka suma sumarum! Cały weekend był bardzo dobrze spożytkowany i jestem bardzo zadowolony. I właśnie dla tego chciałbym wszystkim podziękować za wspólnie spędzony czas!

PS do zobaczenia na KFG

Dziękuję
Józek

Więcej zdjęć zobaczycie w galerii.

MEDGEN logo_ver_6-ostateczna

 

avatar
0
03 grudzień 2014, 16:10
Józef Pawlica