ultramaraton Regatta Ultra Trail

Jeżeli uważacie, że maraton lub ultramaraton jest wyczynem to chyba nigdy nie przyszło Wam samodzielnie przygotowywać całej kolacji Wigilijnej. I o ile na biegu długodystansowym wiem jak rozłożyć siły i jestem w stanie to dobrze oszacować tak by dotrwać do końca, to każdą spędzoną chwilę w kuchni już nie. Dobrze, koniec żartów i po szale przygotowań i odpoczynku świątecznym przyszedł czas na podsumowanie mojego pierwszego  typowego zimowego ultramartonu Reagatta Ultra Trail Małopolska.

r

Regatta Ultra Trail Małopolska rozgrywa się na dwóch dystansach na 10km i na 48km, ja wybrałam oczywiście 48km. Trasa Ultramaratonu na dystansie 48 wiedzie czerwonym szlakiem od Schroniska PTTK na Kudłaczach poprzez Łysinę, Lubomir, Przełęcz Jaworzycką, czerwono niebieskim do Kasiny Wielkiej, gdzie był pierwszy punkt odżywczy na 15,5km. Następnie znów czerwonym przez Lubogoszcz – Lubogoszcz Zachodni, czarnym szlakiem przez Mszanę Dolną (drugi punkt odżywczy 25,5km), Szczebel  aż do Lubienia (trzeci i ostatni punkt odżywczy 35 km) następnie żółtym szlakiem aż do Trzech Kopcy a później czerwonym już do Schroniska na Kudłaczach. Suma przewyższeń  +/- 2500 m. Start godzina 8:00 limit czasu 12 godzin.

Jeżeli chodzi o moje doświadczenia z tego biegu to pod kątem organizacyjnym - mistrzostwo, mimo tego, że ja sama się na trasie po ciemku zgubiłam, nadrabiając dodatkowe 4km to naprawdę trasa bardzo dobrze oznakowana. W punktach odżywczych przemiła panująca atmosfera, każda jedna osoba miła i serdeczna oraz bardzo dobre jedzenie.

Ultramaraton zweryfikował mnie bardzo szybko, bo już na 6km, gdy doznałam, jak się później okazało dosyć poważnej kontuzji . I chwilę się zastanawiałam co mam zrobić, bo jednak serce i duch walki nie pozwalali mi zejść z trasy ale głowa i ból robiło swoje. Jedynie wiedziałam, że z biegania nic nie będzie, bo nie dam po prostu rady. Nie chciałam jednak bardziej się połamać więc postanowiłam, że przejdę do marszu i zobaczę dopiero w pierwszym punkcie odżywczym (15,5km) jak się sytuacja rozwinie. Oczywiście w punkcie z bólu było mi już tak wszystko jedno, więc stwierdziłam, że jeżeli tylko limit czasowi mi na to pozwoli to do mety po medal dotruchtam.

r1

Sama trasa jeżeli chodzi o podbiegi nie była wg mnie aż tak bardzo ciężka, no pomijając może podbieg na Lubogoszcz i nie wspominając podbiegu na Szczebel. Osobiście, nie wyobrażam sobie wybiegnięcia na niego. Bardzo pionowe i ciężkie podejście. Ja z cisnącymi się na język wulgaryzmami tam się wdrapałam, ale Szczebel tak naprawdę jest "stanem umysłu" jak ktoś powiedział i jego po prostu trzeba przeżyć, każdy indywidualnie i po swojemu. Jedynym ciężkim minusem były warunki atmosferyczne, momentami dużo lodu, ale na to wpływu nikt nie ma i należało się z tym liczyć.

Poza tym widoki podczas biegu są niesamowite, zapierające dech w piersiach i warte każdego poświęcenia. A ja autentycznie jestem z siebie dumna, że jednak nie zrezygnowałam i z trasy nie zeszłam. Mimo tego, że byłam jedną z ostatnich na mecie, a na uczestników wyjątkowo nie czekały medale a... czapki. To mimo wszystko,  było zdecydowanie warto wziąć udział i chociaż byłam totalnie wyczerpana i zmęczona co świadczy o tym fakt, że pierwszy raz w życiu bieg odsypiałam AŻ 12h, to absolutnie nie żałuję i się nie zniechęciłam, bo wiem, że to dopiero początek mojej zapowiadającej się przygody z biegami ultra.

big 1

 Krótko o tym w czym biegłam:

Dół:

  • Buty Dynafit Feline Vertical Women's – ze szybkim systemem wiązania, co dla mnie jest bardzo praktyczne i wygodne zwłaszcza, że częstym moim problemem na maratonach asfaltowych były rozwiązujące się sznurowadła, świetna przyczepność, bardzo wygodne, jedyny minus – niestety przemakające.
  • Skarpetki –  moje sprawdzone sportowe wełniane górskie
  • Spodnie – Zero Point kompresyjne ocieplane. Sprawdziły się rewelacyjnie, przede wszystkim nieprzemakalne, bardzo lekkie i cienkie a mimo to bardzo ciepłe. A samo zastosowanie kompresyjne było dla mnie zbawieniem przy kontuzji.

 

Góra:

  • Bielizna termoaktywna, polar oraz lekka kurtka pikowana (nie pamiętam gdzie kupowałam)
  • Kurtka przeciwdeszczowa, lekko ocieplana – zakupiona pamiętam w seconad handzie za jakieś 24 zł kilka lat temu, moja niezawodna towarzyszka wszystkich wyjazdów, jedyny jej minus brak kaptura, ale w tej cenie byłoby to już zbyt piękne. :) I tak... zdecydowanie ubrałam się  za ciepło, bo o ile nad ranem był mróz to bardzo szybko się rozgrzałam.Zrezygnowałam z lekkiej kurtki pikowanej zostawiając ją w pierwszym punkcie odżywczym.
  • Dodatkowo czapka Arc’teryxa, rękawiczki, zwykły polarowy komin (dla mnie obowiązkowo) oraz rzeczy wymagane przez organizatorów.

 

Zalecam również:

  • kije trekkingowe – miałam, przydały się zwłaszcza na Szczeblu ;)
  • Nakładki antypoślizgowe na buty (raczki), których nie zabrałam a zdecydowanie by się przydały.
  • Jedzenie oraz żele energetyczne, bez których ja się nie ruszam.

 

Wyposażenie obowiązkowe, które jest wymagane przez organizatrów:

  • folia NRC, co najmniej 140 x 200 cm;
  • latarka czołówka; - przydatna
  • kubek osobisty lub odkręcany bidon; - miałam ale nie korzystałam
  • rękawiczki;
  • minimum litrowy bukłak lub bidony;
  • bandaż elastyczny, opatrunek jałowy;
  • naładowany telefon;
  • kurtka;
  • numer startowy;
  • worek na śmieci, który był dostarczony przez Organizatora;
  • plecak biegowy lub kamizelka;
  • czapka;
  • ubezpieczenie NNW.

 

 *Zamieszczone zdjęcia są mojego autorstwa oraz pochodzą z fanpage Regatty Ultra Trail.

avatar
0
28 grudzień 2016, 20:40
Karolina Czyż