Uroki i przekleństwa Frankenjury

   Na pierwszej miejscówce noclegowej, niedaleko miasteczka Plech, zameldowaliśmy się około dwudziestej pierwszej. Na drogę wyskoczył Adaś, który niczym gospodarz rejonu, zaprosił nas pod wiatę.

   To mój pierwszy wyjazd na Frankenjurę, więc ciekawość zżerała mnie okropna. Jaki ten wapień, czy taki jak na naszej Jurze?, czy ostry, czy wyślizgany?

   Na sąsiedniej ławeczce siedziało i prężyło muskuły zacne grono wspinaczy z Krakowa, zatem szybko przesiadłem się na ławeczkę obok. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności spotkaliśmy kolegów, którzy już od dwóch tygodni maltretowali pobliskie skały. Zjedliśmy, pogadaliśmy, tym razem przy świeczce (na terenie całej Frankenjury obowiązuje zakaz palenia ognisk) i poszliśmy spać. Wiedziałem, od bardziej doświadczonych kolegów, że rankiem musimy złożyć namiot i spakować się do auta. Po wspinaniu znajdziemy miejscówkę do spania, rozłożymy namiot i tak w kółeczko do samego końca naszego pobytu tutaj.

   Pierwszego dnia odwiedziliśmy rejon Maximilianswand. Najdłuższe drogi mają tu po dwadzieścia metrów a najkrótsze około dwunastu. Skala trudności od 6 do 10-. W tym rejonie znajduję się też klasyk - Auerbacher Weg- o wycenie 7+. Pierwsze wstawki idą a właściwie nie idą. Próbujemy zrobić dwie „siódemki”. Zrzuca nas po drugiej wpince, a do trzeciej daleko... Oj nie są to sokolikowe przeloty. Im łatwiejsze drogi tym jest ich mniej. Znaleźliśmy jedną 5+ na której był tylko jeden przelot i stanowisko. Droga miała około 12/13 metrów. No dobra, przeloty to jedno a dziurki, dziureczki, krawędzie ostre jak brzytwy,to drugie i już po kilku drogach zaczynają dawać mi się we znaki. Próbuję zrobić klasyka, no niestety nie tym razem. Nie przechodzę go nawet na„wędkę”.

daniel grupa_franken

"Wędka" Auerbacher Weg - 7+

 

 

   Trudno, jedziemy jeść, spać i walczyć dalej. Tym razem na nocleg wybieramy dość popularnego „Terminatora” w okolicy miasteczka Pottenstein. Spotykamy jeszcze kilku rodaków, dzielimy się miejscami i po kolacji i niemieckim piwie, idziemy spać. Rano budzi nas deszcz zmieniamy więc plany i przed wspinaniem jedziemy na basen i pod prysznic. Za jedyne 3,50 euro.

biwak

Biwak w okolicy "Terminatora"

 

   Po wyjściu z basenu przywitało nas słoneczko, więc Adaś zadecydował, że jedziemy do Neue Haimat. I tutaj okazało się, że skała nie jest taka zła. Robimy dwie łatwiejsze drogi i dwa razy przechodzimy piękną „Kaum Zeit zum Furchten” o wycenie 7-. Skała jest lekko przewieszona, crux przy samym końcu drogi. Adam przez chwilę walczy z sąsiednią ósemka, ale korzystając z „panic ekspresa” przechacza ją do stanu i zjeżdża. To był dobry dzień. Wracamy na „terminatora”, jest niedziela i zostaliśmy sami.

 

franken   

Patetnty Adasia na drodze Neue Haimat;)

  Sprawdzamy prognozy. Od poniedziałku, od godziny 13 ma padać do ….czwartku. Sprawdzamy jeszcze na kilku portalach i wszystkie mniej więcej pokazują to samo. Postanawiamy, że odwiedzimy rano Betzensteiner Sportkletterwand, gdzie większość dróg startuje w dość mocnym przewieszeniu. Około 10 rano podchodzimy już w lekkim deszczu pod skały. Jestem przy trzecim przelocie,na drodze Hexenmeister (7-) kiedy zaczyna błyskać i grzmieć. Przewiązuję się, zjeżdżam i chowamy się pod skałą.

franken3

W oczekiwaniu na poprawę pogodę - Betzensteiner Sportkletterwand

Czekamy myśląc co dalej. Sprawdzamy prognozy, które wyglądają jeszcze gorzej niż wczoraj rano i postanawiamy niestety wracać do domu.

avatar
0
04 sierpień 2017, 05:42
Daniel Grupa