Verdon musi poczekać.

Urlop! Tak bardzo wyczekiwany i planowany. Tak bardzo byłam pewna, że ruszamy na południe Francji, że nawet wpsomniałam o tym w ktrymś wpisie. I tyle wystarczyło żeby wszystko wywróciło sie do góry nogami, wakacje skróciły, a plany zmieniły.
Skończyło się na Hiszpanii… Verdon musi poczekać.

Hiszpania- kraj niekończących się ścian, skał i gór. Wystarczy przekroczyć granicę Portugalii z Hiszpanią i nagle wysokość otaczających ścian zaczyna się podwajać, potrajać… co więcej wydaje się, że owe ścinay nigdy się nie kończą… Aaach.Trochę w ostatniej chwili postanowiliśmy, że pierwsze dni naszego tripu spędzimy w Teverga. Hiszpańscy znajomi Lapy spędzali tam weekend a dla nas była to mega okazja żeby poznać nowe miejsce. Teverga znajduje się w pólnocnej części Hiszpanii, w prowincji Asturias.

11907051 10153676028972873_541186381_o

Wow! Jak górsko. Poza tym muszę wspomnieć o niewspinaczkowych zaletach tego miejsca, bo byłam na prawdę pod wrażeniem.
Pole namiotowe, parking, toalety i prysznic (zimny) są tam za friko. Wszystko dzięki lokalnemu klubowi wspinaczkowemu Aguja Sobia. Jest czysto, miło i przyjemnie z pięknym widokiem na otaczające góry, co zdecydowanie umilało poranną kawkę. Do sektorów idzie się z buta, z parkingu pozostawiając namiot na polu i wszystkie inne skarby w samochodze, bez zbędnego stresu, że coś może zniknąć.

11871930 10153676038727873_319973799_o

Wspin bardziej techniczny i pionowy, dość oldschoolowy, dolina przeżywała swoją świetność w latach 90tych. Pierwsze popołudnie spędziliśmy w jednym z pierwszych i trochę wyślizganym sektorze La Cabra Muerte. Dominowały tu drogi z połogimi startami i bardziej siłowymi zakończeniami, niezbyt długie i średnio miło ubezpieczone.
Ogólny plan dnia był tam nastepujący: wspin do 12 w południe w ocienionych sektorach, dość długa siesta… w 34 stopniach ciężko się wspinać… I około 17 znowu wspin, tym razem do oporu, najaczęściej z dość silnym wiatrem, co w tej temperaturze zdecydowanie nie było wadą. Trochę mieliśmy problem z tym porannym wstawaniem i co zdążyliśmy się rozgrzać rano już trzeba było zawijać się na przymusową siestę. Drugiego dnia poranek spędziliśmy w sektorze La Depuradura, w którym dminowało dość górskie wspianie, skała pokryta jakaby małymi rynienkami przypominała trochę tą ze słynnego Picu Urriellu. Nistety jak wspomniałam wcześniej na rozgrzewce się zkończyło. Popołudniu postanowiliśmy poznać nowy sektor zaporoponowany przez naszych Hiszpanów- 30km, prosta droga- mówili. 60km dalej, kompletnie nie wiedząc gdzie jesteśmy byliśmy na miejscu :)
Mały przyjemny sketor Coalla, trochę przypominający portugalskie Poios nie dał się nie lubić. Drogi dośc różnorodne poczynając od połogich do klamiastych, więc dla każdego coś miłego. No i zawsze to jeden więcej nowy sektor.11874807 10153679559387873_583520711_o

 

Następny dzień podobnie, wspin, siesta wspin. I tu chyba dotarliśmy do jednego znajciekawszych sektorów, w których miałam okazję zapoznać się z wspinem po tufach- Boveda de Arriba. Jaki strach! Tym razem drogi zaczynały się BARDZO technicznie, wchodząć w lekko przewieszone tufy.
Następny dzień nie rozpoczął się za dobrze, coś nie szło nam wspianie, nie udało nam się dokończyć wielowyciągówki którą zaczęliśmy. Mi jakoś droga nie podeszła, do tego czubek butów Lapy pod wplywem temperatury (i wieku butów) zaczął wykrzywiac sie dziwnie do góry... wszystko na przekór. Po dwóch wyciągach zdezertowaliśmy. Są takie dni kiedy lepiej się nie wspinać. Jendak dzień się nie skończył. Postanowiliśmy skosztować tutejszego, słynnego cydru, który szczerze polecam. Po południu ruszyliśmy w miejsce, które było ostatecznym celem naszej podróży. Trochę bardziej na północ, trochę bliżej oceanu- La Hermida. Tam mieliśmy się spotkać z trójką portugalskich przyjacioł. Jak się okazało to bradzo popularny kierunek portugalskich wspinaczy bo z dnia na dzień spotykalismy coraz to wiecej znajomych twarzy. Ale o tym niebawem...

avatar
0
18 sierpień 2015, 08:48
Kasia Sarosiek