W co się ubrać zimą w góry?

Uwaga! To nie jest tekst o bezpieczeństwie zimowych górskich wycieczek. Przede wszystkim planując takową, musisz najpierw wybrać odpowiedni cel dla siebie oraz zapoznać się z oceną panujących warunków, jak też prognozą pogody.

 

A przechodząc do kwestii odzieży...

Jeśli zamierzasz uprawiać jakąkolwiek aktywność zimową w górach, bądź przygotowany na konieczność zaakceptowania paradoksu wynikającego z dwóch odnoszących się do owej aktywności stwierdzeń:

a) zimą temperatura jest niska, a bywa nawet bardzo niska, szczególnie wychładzający zaś jest wiatr - musisz się więc ciepło ubrać, aby nie zmarznąć

b) gdy się ruszasz, Twoje ciało szybko zagrzewa się i - jeśli masz na sobie zbyt wiele warstw - zaczyna się pocić, a Twoją głowę zalewają fale gorąca - nie możesz więc ubrać się za ciepło.

 

Jak się zatem ubrać, żeby nie było nam ani za zimno, ani za ciepło, bo jedno i drugie nie pozostaje bez znaczącego wpływu na nasze zdrowie?
Z moich obserwacji i rozmów z wieloma górskimi ludkami wynika, że każdy ma swój ulubiony zestaw ciuchów na zimę, ale zdecydowanie przeważa WARSTWOWE podejście do tematu.

 

Tak tak. Cebule mają warstwy, ogry mają warstwy i górskie człowieki też mają warstwy. (dzięki Borys)

 

1. Korpus.

Zdecydowanie część naszego ciała wymagająca solidnej ochrony przed zimnem. Niestety jednocześnie ta część, która najprędzej i najbardziej się poci.

A zatem: WARSTWY. Przy czym najwspanialej będzie, jeśli wszystkie będą wykonane z oddychających i dostosowanych do aktywności fizycznej materiałów.

Na spód zimą zwykle zakłada się bieliznę termoaktywną (która nie ma nic wspólnego z na przykład biustonoszem). Przy plusowych temperaturach (jeśli nie wieje silny wiatr) ja osobiście wolę ją zastąpić koszulką.

Bynajmniej nie bawełnianą. Bawełna w górach to zło.

 

Warstwy, które obecnie ja posiadam i z którymi lubię kombinować to:

- bielizna termo

- koszulka oddychająca

- polar wkładany przez głowę

- polar na suwak
- softshell

- kurtka puchowa

 

Inne warstwy z którymi dodatkowo można pokombinować, to na przykład:

- kurtka narciarska

- cienka kurtka chroniąca od wiatru (i deszczu, ale to akurat zimą bez większego znaczenia)

 

Przykładowe zestawy:

 

Barrrrdzoooo zimmmmnooo

- bielizna - koszulka (długi rękaw) - polar przez głowę - soft - puchówka (jeśli puchówka jest cienka, to kolejność ostatnich punktów warto zamienić)

 

Zimno!

- bielizna - polar przez głowę - drugi polar - soft (ciepła kurtka - puch lub narciarska - w pogotowiu)

 

Trochę zimno

- koszulka (długi rękaw) - polar - drugi polar lub soft, który i tak zaraz zdejmiesz (ciepła kurtka w pogotowiu)

 

Na plusie, brak wiatru, słońce

- koszulka (długi rękaw) - polar (który możliwe że i tak zaraz zdejmiesz) - soft na wypadek schowania się słońca za chmurę (ciepła kurtka w pogotowiu)

 

Jakiekolwiek nie byłyby Twoje preferencje dotyczące górskiego stroju zimą, to coś ciepłego w zapasie kategorycznie musisz mieć. O ile bowiem idąc, szybko się rozgrzewamy, o tyle jeszcze szybciej marzniemy stojąc. A nigdy do końca nie przewidzimy, jak długi przystanek, np. spowodowany wypadkiem, przytrafi nam się w górach. 

 

2.  Dół (czyli nogi i to co pomiędzy nimi a korpusem ;) )

Tu zazwyczaj wystarczają dwie warstwy: getry termoaktywne plus jakieś zimowe spodnie.

Co to są jakieś zimowe spodnie?

- Mogą być to spodnie narciarskie... i jeśli planujesz kupić spodnie stacjonarnie, "na żywo" i z opcją przymierzenia, nie zaś przez internet i nie mieszkasz w Krakowie lub Zakopanem, to dorwanie innych zimowych spodni będzie graniczyło z cudem. Spodnie narciarskie generalnie się nadają, ale mają jedną zasadniczą wadę - nogawki rozszerzające się ku dołowi. W outficie nie-narciarskim będziesz w nich zatem wyglądać trochę jak hipis.

- Spodnie z membraną - mają odpowiednio chronić przed wiatrem, deszczem i śniegiem. Nigdy niestety nie miałam i nie wiem, jak się sprawują, wiem tylko, że na zdjęciach w sklepach internetowych wyglądają pięknie, a całe wrażenie zapaskudza cena podana pod spodem. Chętnie bym takie przytuliła, ale muszę jeszcze pooszczędzać. Aczkolwiek! Bartek pomyka zimą po górkach w spodniach z gore-texu zakupionych w demobilu za około stówkę. Kto jednak nie gustuje w deseniu moro, a nie rozbił ostatnio żadnej świnki z pieniążkami, może na początek zadowolić się opcją trzecią, jaką są:

- Spodnie softshellowe - przed wilgocią niestety nie uchronią, dlatego na taplanie się w mokrym śniegu się raczej nie nadają. W połączeniu z bielizną termo (getrami) pod spodem dają jednak naprawdę sporo ciepełka. Śnieg (o ile nie jest breją) się do nich nie przykleja. No i są wygodne. Generalnie - spodnie z softshellu dają radę!


3. Buty

Na początek mogą być te same, których używamy latem, o ile są wysokie, zabudowane i odporne na wilgoć. Należy pamiętać jednak o zaimpregnowaniu ich przed każdą wycieczką, coby tej odporności nie straciły.

Jeśli planujesz zakup butów z przeznaczeniem specjalnie na zimę, zerknij do artykułu Bartka, bo ja nic więcej, choćbym chciała, nie wymyślę.

Dużą rolę odgrywają skarpety. Z ciepłem stóp jest podobnie jak z ciepłem korpusu... ale nie do końca. To znaczy: zazwyczaj, w czasie ruchu jest nam ciepło. Ale jakoś tak bliski i nieustanny kontakt z lodowatym podłożem sprawia, że czasem stopa marznie nie tylko na postojach, ale i w czasie marszu, nawet w porządnym zimowym bucie. Ja jeszcze nie znalazłam skarpet, które rozwiązałyby ten problem. 



4. Głowa i szyja

Ciepłą czapę zawsze warto mieć, na wszelkie licho, jakie może chcieć się na nas gdzieś zaczaić, ale... w czasie marszu zakładać ją niekoniecznie warto. Mnie jest w czapce po prostu:
a) gorąco
b) niewygodnie

Czapki nie mogę założyć na związane w kucyk włosy, czapka mi się zsuwa na oczy, a już zwłaszcza, gdy zechcę ochronić kark naciągając kaptur. Za to uwielbiam buffy.

Zimą używam tych polarowych. Buff w odpowiednim rozmiarze, założony na głowę, ochroni ją dobrze przed zimnem, nie będzie się zsuwał, a i włosy nie będą się plątać po twarzy. No i bez problemu naciągniemy na niego kaptur.

Na szyję też wyznaję tylko zakładanie buffa i zimą też tylko z polaru. Żaden szalik! Polarowy komin w połączeniu z bluzą o wysokim kołnierzu doskonale wszystko pozasłania, a przy okazji zapewni wygodę i komfort.

 

5. Dłonie

Takie niby nic, bo jak byliśmy mali, to babcia przecież mawiała: "czapkę załóż, bo się zaziębisz", "a szalik gdzie masz?" i tym podobne. Wszyscy martwili się, czy nam buty nie przemakają, alby czy gdzieś nas nie przewiewa, w kwestii rękawiczek pozostawiając jednak pewną dowolność. Jeśli raz lepiłeś bałwana bez nich, to sam się szybko nauczyłeś tego i owego na temat zmarzniętych rączek. Nie łapie się od nich od razu grypy, ale ten ból, gdy w wychłodzonej kończynie krążenie zaczyna wracać do normy... jest przekoszmarny!

W górach rękawiczki są niemniej ważne niż coś na głowę czy szyję. Może nawet bardziej. Jako odległe od "centrum dowodzenia" punkty naszego ciała, marzną po prostu szybko, a przez to są podatne na odmrożenia (podobnie zresztą jak stopy).

Odmrożenia kojarzymy głównie z opowieści himalaistów. Ale nie trzeba wiele, aby się przekonać, że o odmrożenie tego, czy owego paluszka bardzo łatwo także w naszych rodzimych górkach i w naszej rodzimej zimie.

Rękawiczki zimą to obligatoryjny obowiązek. W górach nie poratujemy dłoni chowając ich do kieszeni, jak to pewnie większość z nas czyni w mieście. Nie raz i nie dwa będziemy potrzebowali za coś złapać, czegoś się podeprzeć - a to wszystko lodowate. No i czekan - zrobiony nie z czego innego, jak z metalu.

A zatem rękawiczki porządne, ocieplane, z membraną. Żadne tam z włóczki czy z polaru. Takie to sobie możesz włożyć do środka, żeby było cieplej, albo nosić przy pięknej pogodzie. Ale lepsze mają czekać w plecaku, tak na wszelki!


Oczywiście, siłą rzeczy, musiałam się posiłkować swoimi subiektywnymi odczuciami. Mam jednak nadzieję, że pomogłam. :)

avatar
0
20 luty 2016, 20:40
Małgorzata Nowakowska