Wydarzenia w ostatnim czasie i plany na nadchodzące wakacje

Nawet nie wiem od czego zacząć, ale może na razie troszkę w skrócie. Ostatnio wiele się wydarzyło, ale teraz już wszystko wraca do normy. Głównym zdarzeniem, które najbardziej namieszało w głowie, był wypadek, który mieliśmy z kolegą 4. marca w Słowackich Tatrach Wysokich. I tu zacznę może od początku...

 

4. marca za cel obraliśmy sobie zimowe przejście Drogi Przewodników Spiskich na Ostrym Szczycie (trudność V), a wszystko szło początkowo zgodnie z planem. Tą piękną linię ukończyliśmy bez problemu, zwieńczając to zdobyciem szczytu. Tam chwilę odpoczęliśmy, zrobiliśmy kilka fotek i zaczęliśmy klasyczną linią zjazdów zbliżać się do podstawy ściany. Pierwszy zjazd bezproblemowy, wszystko grało, a podczas drugiego zjazdu zaklinowała nam się lina. Teren, po którym właśnie zjechaliśmy był przewieszony i w tych warunkach praktycznie niemożliwy do przejścia, więc nie było żadnej możliwości dostać się na samą górę, czyli do miejsca, gdzie lina utknęła miedzy kamieniami. Przy próbach uwolnienia liny w pewnym momencie mój partner odpada i spadając na mnie, powoduje, że przez moment tak samo wydaje mi się, że lecę. Uczucie było jedno - pustka w głowie....... Ale odwracam się i kolega spada przelatując w powietrzu 150 metrów ginąc w chmurach i spadając do podstawy ściany, a ja wiszę, bo na szczęście byłem wpięty do stanowiska. Bez wahania, sprawdzam, czy jestem dobrze zabezpieczony, ściągam plecak, wyciągam telefon i alarmuję służby o tym zdarzeniu. Po 10 minutach chmury mijają i odsłania się nieruchome ciało partnera, z którym się przed momentem wspinałem, leżące na śniegu. Przynajmniej tak mi się wydawało, że to ciało, ale jak się okazuje po pewnym czasie, jakiś cud, opatrzność boska sprawia, że to nieprawda. Ratownicy początkowo tak samo nie dawali żadnych szans. Po 8 godzinach wiszenia w ścianie, podczas których całe życie przeleciało mi przed oczami, docierają do mnie Ci, co niosą pomoc ludziom i wraz z nimi zjeżdżam do podstawy ściany. W tym czasie partner jest już w szpitalu w Popradzie. To było najdłuższe 8 godzin w moim życiu, nic nigdy wcześniej tak długo nie trwało, dodatkowo spotęgowane tym, że noc była mroźna i wietrzna. Na koniec okazuje się, że mój partner spadając na nogi do głębokiego śniegu, amortyzuje wypadek i całość kończy się na kilku poważnych złamaniach i wspomnieniach. Mam nadzieję że w przyszłym sezonie wróci już do sprawności, czego bardzo bym chciał, a jak na razie czeka go długa rehabilitacja.

1a Copy

Na Ostrym Szczycie 40 minut przed wypadkiem

Po niespełna miesiącu od tego zdarzenia wybrałem się do podstawy ściany Ostrego Szczytu, aby wspomnieć miejsce wypadku i ogólnie oderwać się od rzeczywistości. Jako, że nasza zaklinowana lina została w ścianie, bo nie było żadnej możliwości zdjęcia jej, porobiłem kilka ciekawych fotek na których bardzo dobrze ją widać.

2a Copy2a Copy2a Copy

           Miejsce odpadnięcia (oznaczone niebieską kropką)

Natomiast teraz sytuacja jest ustabilizowana, więc od ponad miesiąca ostre treningi to normalka. Tygodniowo przebiegam około 60 km po górach, bo kolejny cel będzie nie lada wyzwaniem. Chcę rozpocząć swoją przygodę w górach tych prawie najwyższych, a dokładnie jako pierwszy obrałem za cel Pik Lenina (7134m n.p.m.) położony w Pamirze. Będzie to też wstęp do rozpoczęcia cyklu zdobywania Śnieżnej Pantery, ale o całości projektu dokładnie w kolejnym wpisie, który już niedługo się pojawi.

9a Copy

A jak na tą chwilę, to w Beskidzie Małym zima na całego, ponad około 50 cm świeżutkiego puchu, ale warunki do biegania pierwsza klasa ;)

5a Copy

 

 

avatar
0
20 kwiecień 2017, 17:58
Kajetan Burzej