Zamiana ról

Pamiętam, że kiedy już jako niepełnosprawny zacząłem na powrót przemierzać tatrzańskie szlaki, wielokrotnie towarzyszyli mi moi wspaniali, starsi znajomi, wywodzący się z dawnej „braci taternickiej”, pamiętający „ludzi gór”, o których czytywałem w starych książkach i poznawałem ich na czarno-białych zdjęciach. Często zabierali mnie też na swoje imprezy – spotkania dinozaurów, oldbojów, gdzie wesołych anegdot i górskich opowieści oraz przygód nie brakowało. Pamiętam jak zaczęła wtedy od nowa kształtować się u mnie definicja „gór”, „wspinania” oraz tej całej otoczki jaka się z tym wiąże.

Aby to wyjaśnić, muszę na chwilę cofnąć się do czasów sprzed niepełnosprawności, kiedy to Tatry stały przede mną otworem i je dość intensywnie eksplorowałem. Głównie liczyły się dla mnie wtedy „osiągnięcia sportowe” i chodziło o to żeby gdzieś wejść, zrobić zdjęcie, zejść, a świętować dopiero na dole.

Wśród tamtych starszych już ludzi (mimo, że raczej nigdzie dalej się nie wypuszczaliśmy) zacząłem nasiąkać tymi wszystkimi historiami, wspomnieniami, wydarzeniami itd. Nagle te szare i martwe skały i „kupy granitu” zaczęły tętnić życiem, stały się świadkami spektakularnych sukcesów i wielkich tragedii. Ten czarno-biały dotąd granit zyskał nagle koloryt, różnorodność, ciekawość. Ponoć Tatry, szczególnie w Polsce, to bardzo małe góry. Ciekaw jednak jestem ile osób, wielokrotnie zmierzając do Morskiego Oka czy gdzieś bez większych, głębszych refleksji zdaje sobie spraw jak wiele ciekawostek wiąże się z tymi wszystkimi miejscami i jaki skarb ogólnie posiadamy?

Dzisiaj moje kontakty z tamtymi ludźmi są nadal żywe i serdeczne, ale nie są już one tak częste jak kiedyś. Na zawsze zostanie mi jednak to pojmowanie gór - naszych Tatr jako tych niedostępnych, niezdobytych i tajemniczych z jednej strony oraz tych „tętniących życiem” z drugiej.

Piszę o tym wszystkim głównie dlatego, bo przy okazji mojego entego już pobytu w Zakopanem poznałem parę osób (niepełnosprawnych też) i mogłem je w parę fajnych, ciekawych miejsc zabrać i coś niecoś opowiedzieć.

Śmieszne to życie swoją drogą. Jeszcze nie tak dawno ktoś coś pokazywał i tłumaczył mi, a tu nagle znajduję się po drugiej stronie. Zresztą podobne myśli mam kiedy czasem ktoś zwraca się do mnie ze swoim problemem (czy z brakiem motywacji, czy innych natury psychologicznej w szczególności) o radę, a kiedyś to ja potrzebowałem pomocy i do głowy by mi wtedy nie przyszło, że sytuacja się kiedyś odwróci.

Na koniec jeszcze dodam, że patrząc na tą całą sytuację szeroko, można wysnuć tego typu wniosek:

Czy jesteś Dziewczyną, Chłopakiem, Kobietą, Mężczyzną i bez względu na to w jakim punkcie życia teraz się znajdujesz ZAWSZE, ALE TO ZAWSZE może stać się coś co momentalnie i diametralnie odwróci całą sytuację – i to zarówno na plus jak i na minus... Dlatego mam takie dwie rady:

  1. 1.Nigdy nie trać nadziei i się nie poddawaj.
  2. 2.Zawsze doceniaj to co masz.
avatar
0
11 wrzesień 2017, 22:25
Bartosz Michalak