Zimno i wieje...

Z Yosemite wyjechaliśmy w połowie listopada i od tego czasu miotamy się po pustyniach Kalifornii, Nevady i Utah w poszukiwaniu słońca, ciepła i jakichkolwiek skałek. Nie mamy szczęścia. Autochtoni mówią, że to najchłodniejszy sezon od wielu lat. W pierwszej kolejności trafiamy do Bishop, jednak po kilku dniach cieplejszych przychodzi ochłodzenie i często wieje nieprzyjemny wiatr.

2. Bishop2. Bishop

Przez chwilę planujemy wypad do The Needles, które znajdują się na terenie Sequoia National Park. Rejon polecali nam Ewa i Łukasz Heltd'owie, a i na zdjęciach wygląda rewelacyjnie. Do jego odwiedzenia zachęca też jeden ze starych numerów Rock&Ice, który był do pobrania za free w sklepie wspinaczkowym. Prognozy jednak odstraszają i wybieramy zupełnie inny kierunek. Ruszamy na wschód do Zion National Park w Utah. Pogoda nie jest rewelacyjna, ale pozwala na jakąś wspinaczkową działalność. Po trzech dniach nadchodzi jednak załamanie i opad śniegu. 

3. Zion

Prognoza dla Indian Creek zupełnie nas dołuje – temperatury mocno na minusie i do tego także opady śniegu. Plany nam się posypały. Szukamy wiec słońca i ciepła. Na kilka dni trafiamy do Red Rocks w okolicach Las Vegas, choć i tu też warunki nie rozpieszczają, świeci słońce, ale wieje zimny pustynny wiatr, a w nocy temperatura dochodzi do -4 stopni. Męczy nas to już bardzo. Spanie w aucie i przebywanie cały czas w takich warunkach w outdoorze nie pozwala na dobrą regenerację, odbija się też mocno na naszych relacjach, a i wspinanie nie idzie tak jak byśmy tego chcieli. Potrzebujemy odpoczynku w prawdziwych domowych warunkach. Z pomocą przychodzą po raz kolejny Ewa i Łukasz, obieramy zatem znany nam już dobrze kierunek i jedziemy na wybrzeże w okolice San Francisco, gdzie spędzamy cały tydzień.

4. Ewa_i_Łukasz

Po odpoczynku ponownie wracamy na nieprzychylną pustynię, tym razem w okolice Joshua Tree. Dodatkowo otrzymujemy złe wieści od naszego „niby" sponsora, który po pół roku obiecywania finansowania, zlecania nam wykonania filmów i ogłaszania na swoim firmowym fanpage’u, że sponsoruje nasze działania, przekazuje informacje, że już nie może nam „dłużej” pomagać. Czujemy się oszukani, bo przez pół roku wykonywaliśmy umówione działania, promowaliśmy markę i przygotowaliśmy dla nich dwa filmy, ale dotychczas żadnej pomocy od nich nie otrzymaliśmy poza obietnicami. To przestroga na przyszłość - nawet słowo dane przez głównego „TOP” w firmie może być tylko pustym słowem. Brak tych dodatkowych funduszy komplikuje nam mocno sytuację. Oszczędności które mieliśmy na koncie przeznaczyliśmy na naprawę auta i dość drogie ubezpieczenie. Patagonia, czyli jeden z naszych głównych celów, stanął pod znakiem zapytania. Głowimy się cały czas jak spiąć finansowanie wyjazdu.

5. Patagonia_cerro_torre

Siedzimy zatem na naszej pustyni, krótkie okna pogodowe wykorzystujemy na wspinanie raz tu raz tam, gdzie tylko słońce zaświeci. 

6 16 26 3

Zbliżają się Święta. My je spędzimy gdzieś na pustyni, wśród piasku i kaktusów. To moje kolejne Święta w outdoorze, poprzednie spędzałam w wietrznej Patagonii. Ostatnio koleżanka na czacie napisała mi, że to super, bo zamiast tej całej szopki, po prostu jesteśmy my, pustynia, skały i… kaktusy. Nie do końca. Ja byłam zawsze bardziej świąteczna niż Marcin, choć Święta to dla mnie głównie spotkanie rodzinne. Wcześniej pokusa spędzenia Ich w terenie wydawała się fajnym przeżyciem. Perspektywa się jednak zmienia. Teraz brakuje mi tej „szopki” i bieganiny, świątecznie zastawionego stołu, rodzinnej atmosfery i gwaru dzieciarni rozpakowującej prezenty. To fajny okres i gdybym tylko mogła się na te kilka dni przenieść, żeby poczuć ten świąteczny smak to zostawiłabym w cholerę te kaktusy i pustynny piasek. Podróżowanie jest bardzo fajne - odkrywanie nowych miejsc, poznawanie nowych ludzi i kultur. Polecam każdemu przeżycie choć raz takiej przygody w życiu. Ale taki trip to nie taka „bułka z masłem” jak się każdemu wydaje i jak można przeczytać wyżej, po drodze również napotyka się masę przeszkód i problemów z którymi trzeba sobie radzić. To trochę tak jak w takim normalnym, "szarym" życiu (tak je kiedyś określałam)… raz na wozie, raz pod wozem. Ważne jest jednak to, żeby nie załamywać się zmiennością i nieprzewidywalnością losu, niezależnie czy jesteś w podróży życia, czy każdego dnia musisz wstać rano, po to, żeby dotrzeć do korpo. W każej takiej zmianie warto widzieć coś więcej, a mianowicie szansę na przeżycie czegoś innego niż się planowało, co bywa również bardzo przyjemne i pouczające.

A przy tej okazji T&W życzy wesołych i rodzinnych Świąt :-)

8. Święta8. Święta
O wspinaniu w Bishop, Zion, Red Rocks i Joshua Tree będzie w kolejnym odcinku.

Aga "Tyszka" Tyszkiewicz

I standardowo zapraszam na naszego fanpage: Tyszka&Wernix

avatar
0
22 grudzień 2016, 22:58
Tyszka Wernix