Żółta Turnia 27.10.2015

Pogoda? Lampa! Od kilku dni. I przez kolejne dni. Poszukiwania kompana na poniedziałkowy wypad w Tatry zakończyły się bezowocnie. W poniedziałek Aga deklaruje się na wyjazd we wtorek. Biorę bez zastanowienia wolne w pracy i ruszamy!

Wstępnie Żlebem Kulczyńskiego na Granaty. Po 4 nad ranem siedzimy w busie do Zakopanego. Po 7 jesteśmy w Kuźnicach i zaczynamy znane na pamięć podejście na Halę Gąsienicową. Schematem już śniadanie w schronisku i ruszamy nad Czarny Staw Gąsienicowy. Słońce ładnie operuje, robi się ciepło. Do Zmarzłego Stawu szlak ładnie przedeptany, ale oblodzony. Pod Zmarzłym Stawem zakładamy raki. Tuż pod Kozią Dolinką szlak znika pod cienką warstwą śniegu. Poruszanie staje się uciążliwe. Nogi co chwile wpadają między kamienie. Przejście przez Kozią Dolinkę pod Żleb Kulczyńskiego będzie zbyt upierdliwe.

DSCN6158

Zmieniamy plany, wracamy nad Czarny Staw Gąsienico1wy i tu kierujemy się na szlak na Skrajny Granat by odbić z niego na Żółtą Przęłęcz. Zrobiło się tak ciepło, że kurtka ląduje w plecaku. Krótki rękaw w zupełności wystarcza. Śniegu leżą pojedyńcze płaty. Podejście na przełęcz trawiastym żlebem mozolne i ciągnie się w nieskończoność. Pod przełęczą wita nas stado kozic.

DSCN6175

Z przełęczy już tylko kilka minut łagodną granią na wierzchołek Żółtej Turni. Rozsiadamy się na ponad godzinę chłonąc widoki i słońce, którego ostatnimi czasy brakowało w Krakowie. Co tu dużo mówić, w Tatrach jak zwykle pięknie a i pogoda dopisuje:)

DSCN6187

 

DSCN6185

Czas jednak goni i trzeba myśleć o zejściu. Na północną stronę założony ślad, więc decydujemy się na zejście inną drogą. Łagodne zejście nie zapowiada jeszcze tego co nasz czeka. Na wysokości pojawienia się pierwszych kosówek ślad odbija w prawo, opuszczając ramię Żółtej Turni i kieruje się w środek zbocza. Tu trochę niżej pojawia się strumień. Wszystko ładnie, pięknie, ale jak strumień to i przy spadającej już szybko temperaturze na całej szerokości pokryty cieńką warstwą lodu. Strumyk nasz coraz częściej wita nas prożkami, a im niżej tym widać ich coraz więcej i większe. Decydujemy się na powrót na ramię i co za tym idzie moją "ulubioną" dyscyplinę - kosówkową gimnastykę. Wysokie na 3 metry, ośnieżone kosówki pompują w dużych ilościach śnieg do środka moich butów. Fartuch śnieżny w nogawkach spodni nie zdaje egzaminu na takiej trasie. Słońce coraz niżej a ja się zastanawiam czy znajdziemy szlak przed zmrokiem. Sprawdzamy na mapie nasze orientacyjne położenie. Pozostaje kierować się wzdłuż ramienia i szlak w któryms momencie musimy przeciąć. Po kilkudziesięciu minutach tej nierównej walki z kosówek wyłania się ścieżka łącząca Murowanieć z Przełęczą Krzyżne. Uffff! Udało się. Teraz pozostaje już grzecznie "malowanymi" drogami wrócić do Kuźnic i ewakuować się do Krakowa:)

avatar
0
01 listopad 2015, 12:33
Janusz Dębiński