male dolomity

Popularne

Blogi

FundacjaTOPR 271x62_v1

TOPR SystemMonitoringuPogody_271x62

Rozpoczeła się prawdziwa harówa... Relacja Pawła Dunaja

Kategoria: Archiwum / Wyprawa zimowa na Nanga Parbat 2014

Relacja pisana na dwie raty... Ogłoszenia z Lattabo PRZED i PO. PRZED to te napisane przed wyjściem w góry i PO - te które powstały po powrocie.

Ogłoszenia z Lattabo - PRZED wyjściem w góry 2 stycznia.

Taktyka: Tak jak było planowane wcześniej. Michał z Dzikiem, de facto dwa Michały zaprzestaną wspinaczkę w okolicach 6000-7000 m n.p.m. Chyba, że będą czuli jakąś mega nadziemską, nieludzką siłę to wtedy jak będą chcieli to pójdą wyżej. Zapowiadają jednak że na tym kończą. I tak wielkie gratulacje dla nich za pobicie swoich rekordów wysokości i podziękowania za wynoszenie za każdym razem 20 kilogramów sprzętu. Wyżej NAJPRAWDOPODOBNIEJ będziemy działać już tylko w 4rke. Czapa, Klonu, Teler i Ja. W jakich dwójkach? Obecnie kierownicy razem i Teler ze mną. Co prawda to jeszcze odległa wizja, więc to tylko założenia. Jak będzie to sie okaże.

IMG 5424

Pierwszy raz od paru dni da sie wystawić głowę z chałupy. Patrzę na NANGE i muszę przyznać, że nie dała nam (PÓKI CO) w kość...ba...nawet nie poczuliśmy sie zmęczeni. Oczywiście czujemy przed nią respekt, jak przed każdą inną górą, ale pierwszy raz w życiu czuję, że nie widzę szans, żeby nie złoić góry. Oczywiście to góra ostatecznie zadecyduje jak bedzie, ale naprawdę pierwszy raz góra nas tak łatwo puszcza... Może to duża zasługa chłopaków, którzy nie podążają żadnymi schematami. Jak zapytałem ich skąd wiedza jak iść, odpowiadają krótko - tam widać, że powinno być łatwo to idziemy. Tak "wypracowali" sobie drogę rok temu.

Ogłoszenia z Lattabo - PO powrocie z gór po 7 stycznia.

Wróciliśmy spod TURNI WIELICKIEFGO cali i zdrowi - WSZYSCY:) Żałuje, ze nie napisałem relacji dwa czy trzy dni wcześniej, bo jeszcze wczoraj byliśmy wszyscy szczęśliwi jak mali chłopcy. Szczęśliwi, bo w komplecie. Dzisiaj (tj. 10.01.2014) Marek KLONU MROWA Klonowski, nasz kierownik musiał wrócić do domu. Smutek zapanował jakby nie patrzeć. Nawet muza lecąca z głośnika mówi sama za siebie...BLUES...SDM... Wypadałoby napisać co sie stało? W końcu pozbawieni zostaliśmy kierownika, lidera, ba... naczelnego kaowca/ kola zamachowego naszej wyprawy. On z Czapa ciągnął wszystko. A poręczówki z C1A do C2... SAM!!! Atmosfera jest taka a nie inna bo nie było innego rozwiązania. Marek podjął jedną jedyną, słuszną decyzję. W końcu za tydzień zostanie Ojcem...po raz drugi:) Ida ma termin na 20 stycznia. Wszyscy o tym wiedzieliśmy, ale do końca myśleliśmy że za Marka pójdzie ktoś z jego rodziny czy znajomych pomóc i przejąć jego obowiązki. Liczyliśmy... może bardziej łudziliśmy sie, nie dopuszczaliśmy do siebie tej myśli, że nas zostawi :( Mimo wszystko DZIEKI CI MARKU OGROMNE! Nawet nie za to co zrobiłeś teraz na górze przez ostatnie parę tygodni, ale DZIEKI CI WIELKIE za to ze nas wziąłeś ze sobą. Że w największych nawet kłopotach na Twojej twarzy gościł uśmiech. Dzięki Tobie nasza wyprawa jest jedną wielką przyjemnością. Czapa, nasz wielki wódz Macho:) raczej tego nie powie głośno :) ale mu tez było smutno jak poszedłeś...

IMG 5595

Szymek, Dawid i Emil...

Od początku... od paru dni możemy korzystać z ich internetu... dzięki temu czytamy co się dzieje w sieci. Wcześniej nie mogliśmy o tym nawet pomyśleć. Już same ściąganie poczty, wysyłanie trzech filmów, czy paru zdjeć kosiło kasę jak kombajn zboże na żniwach. Poszło gdzieś z 300$ bagsów. Też tak duzo, bo mimo wszelkich możliwych blokad i naszych starań - komputer zawsze robił download i uplink jakichś syfów/spamów. Nie byliśmy w stanie nad tym zapanować. Bardzo, ale to bardzo dziękujemy za te wszystkie ciepłe słowa i wsparcie z każdej możliwej strony. Mega pozytywna energia w nas wstępuje jak się to wszystko czyta... wracając jednak do meritum :)

Prosimy, wręcz błagamy - nie piszcie żadnych negatywnych komentarzy na temat Szymcia i jego ekipy. Nie wiem czy znajdziemy w naszym światku wspinaczy/alpinistów/himalaistów - pisząc krótko i doraźnie - bardziej równego gościa pod słońcem na ziemi! :) Jeżeli nawet miałby się wspiąć na naszych plecach, bo takie opinie też wyczytaliśmy, to uwierzcie nam, że zasłużył na to by być pierwszym na szczycie Nangi zimą. W piłce nożnej może dośrodkowujący często jest pomijany, ale w razie czego pozostanie świadomość, że była w tym też nasza zasługa. Powiadaja, że "szczęście sprzyja lepszym", zatem jeżeli faktycznie jesteśmy dobrzy... :) to uda nam się wejść... pierwszymi oczywiście:)

IMG 5869

Po części, może i jest jakaś rywalizacja, ale sam już nie wiem czy to dobre słowo. Pomagamy sobie nawzajem jak tylko możemy. Gdy my schodzimy do bazy, zawsze możemy liczyć na soczek pomarańczowy u naszego Włocha. Gdy wszyscy zeszliśmy do bazy - jeszcze tego samego dnia dostaliśmy zaproszenie na kolację, by ustalić strategię. Czy choćby korzystamy... wlaśnie z internetu Szymona. My natomiast gdy odpaliliśmy naszą polską banie/saunę i zapraszamy całą ekipę do umycia się w ciepłych i dogodnych warunkach. Jak powstawala nasza, trzecia czy czwarta już narodowa polska jajecznia, na kiełbasie jałowcowej, od razu polecieliśmy by zaprosić bratnio-sąsiedzką ekipę do wspólnej konsumpcji. W jedynce (obóz C1) mamy postawione dwa namioty połączone "łącznikiem". Zazwyczaj chodzimy dwójkami, więc zawsze ten drugi namiot stoi pusty - już pierwszego dnia - informacja z naszej strony, że nasze namioty są ich namiotami i mogą z nich korzystać. Liny poręczowe - wiadomo. Gdy Tomek powiedzial co i jak to Szymek bez mrugnięcia okiem dał 400 metrów liny.

Jestem najmłodszy z czwórki rodzeństwa. Bracia dali mi niezłą szkołę przetrwania... wyłapywania kiedy ktoś robi Cię w konia, a kiedy chce grać w jednej drużynie. Gdy rozmawiasz z Szymonem - zawsze patrzy Ci w oczy. Czuć tu ogromną otwartość i chęć pomocy. Szczerość wobec Ciebie. Żadnych podtekstów, niedomówień, podjazdówek... Zatem apelujemy :) warto przyjąć aksjomat "SIMONE MORO" = "SPOKO MAROKO" , swój Ziomek:)

Najlepsze na koniec... :) Marek zaniósł dla Moro swojego quadrocoptera. Gdybyście widzieli tą radość w oczach doświadczonego, licencjowanego pilota normalnych helikopterów. Nawet gdy siedzieliśmy w Messie ekipy TNFa, bawił się nim jak małe przedszkolaki żołnierzykami. Nie jestem w stanie tego opisać, oddać tej "powagi sytuacji". Było wesoło patrząc na niego:)

IMG 5883


Himalajska zima...

Co tu dużo pisać... połowa ekipy jest pierwszy raz na Nandze... ba... w ogóle w Himalajach. Znaliśmy je tylko z książek, prelekcji himalaistów czy z Internetu. Nie możemy zatem też porównać z innymi sezonami. Jedynie innymi górami rzędu 6000-7000 m n.p.m. Może nie wszyscy, ale większość uprzedzała, że będzie ciężko... Miało być strasznie, zimno, ciemno, ogólnie jakaś tragedia, dramat, horror.... Muszę uczciwie napisać... albo to dzięki naszej ekipie, albo może, akurat w tym roku, dobrym warunkom, ale jest dokładnie odwrotnie: wesoło - morale na 200%, ciepło (pomiędzy -15, a -35 przy odczuwalnej temp do -45), słonecznie (południowa strona)... ogólnie sielanka :) A tak na poważnie, ponoć "jazda" ma się zacząć powyżej 7000 m n.p.m. już na grani. Marek twierdzi, że będzie to inny świat. Gdy to nastąpi, zapewniam, napiszę o tym szczerze :) O swoich przeżyciach i doświadczeniu... by każdy wiedział jak jest naprawdę od osoby, która nigdy wcześniej nie była w pobliżu 8000 m n.p.m. i do tego zimą :)

IMG 5061


Strategia...

Powiadają, że "planowanie to czas stracony". Zgadzam sie z tym w 100% :) Każdy chodzi jak chce :) Miały być dwójki, potem wyszly trójki, potem jedna dwójka i czwórka... logiki żadnej ;) Mimo to nikt nie narzeka, wszyscy jakimś cudem zadowoleni:) Marek musiał wracać do Idy. Dziku też niedługo wraca (miał zakończyć wspin planowo na 6000 - tak też się dzieje). Pomógł nam wytachać z 50 kilogramów sprzętu do ABC i C1. Dzieki! 1 lutego ma być w pracy. Bilet kupiony na 31 stycznia. Jeszcze sam nie wie, czy pójdzie w następnym wyjściu z Jackiem, czy już wróci na "ląd".

Czapa już poszedł (11.01.2014). Sam! Zapewne po części z tęsknoty za Markiem ;/ Zamierza zaporęczować SOLO TURNIĘ WIELICKIEGO - a potem założyć prawdziwe C2 na 6100 za ową Turnią (jama śnieżna). Ja z Michałem wychodzimy nastepni (w poniedziałek 13.01.2014). Naszym celem jest, tzn będzie zaporęczowanie w miarę bezpiecznego odcinka od turni do C2. Dodatkowo transport około 40 kilo sprzetu (jedzenie, liofy, trochę gazu, namiot, więcej lin, no i oczywiście swoje graty + to co powie kierownik przez radio). Ostatnim, trzecim założeniem - to w czasie załamania pogodowego z nory zrobionej przez Czapę zrobić porządną jamę śnieżną na miarę KOMNATY CARSKIEJ.

IMG 5763

Ostatni wychodzą Jacek z Dzikiem (o ile nie pojedzie?). Ich zadaniem będzie zaopatrzyć obozy w to co powie Tomek... W tym wyjściu chcemy osiągnąć już ponad 7000 m n.p.m.(założyć obóz IV?) Przespać się co najmniej jedną noc na tej wysokości. Jak pogoda i siły pozwolą to nawet wiecej. Potem ostro w dół na PORZĄDNY, DŁUGI rest przed ewentualnym atakiem szczytowym. Jako, że pogoda jest powtarzalna, korzystając z doświadczen Czapy i Klona, wiemy że z początkiem lutego przyjdą dość obfite opady śniegu. Będzie tak do końca zimy. Dlatego staramy się zdobyć NANGĘ do końca stycznia. Z każdym nowym miesiącem będzie zdecydowanie ciężej i nasze szanse będą malały...

Kto pójdzie na atak szczytowy? Marka już nie ma. Dzika też nie będzie. Pewne jest też że nie MICHAŁ, który mówił, że trzeba mieć respekt do góry i mierzyć siły na zamiary i wie, że lepiej odpuścić. Ja natomiast byłem dopiero pare razy w życiu powyżej 7000 m n.p.m., ale nigdy zimą, więc na chwilę obecną nie zakładam nic. Obserwuję swój organizm i jak wyskoczy cokolwiek co nie powinno mieć miejsca, to natychmiast stop i rura w dół. PEWNIAK to oczywiście Czapa - boimy się wręcz o niego czy w tym wyjściu nie poleci na wierzchołek SOLO jak poczuje MOC lub inną fazę :) Jacek był już parę razy powyżej 8k, zatem w zależności od decyzji KIEROWNIKA zapewne też stanie do walki o najwyższy punkt naszej góry. Oczywiście czy ja będe mógł pójść, nawet przy mega super zdrowiu i wydolności też leży w rękach naszego wielkiego wodza DOKTORA CZAPY CZAPKINSONA :)

IMG 5809

Droga...

BC (Lattabo 3500 m n.p.m.) - ABC (4100 m n.p.m.). Maksymalnie 2 godziny. Do połowy idzie się ścieżką, którą pasterze pędzają owce. Praktycznie "szlak" jakich pełno w naszych pięknych polskich Tatrach. Buty trekkingowe to aż nadto. Żałuję że nie mam ze sobą żadnych crossówek, byłyby dużo wygodniejsze.

ABC - PUSZKOWNIA(4530 m n.p.m.). Około 1,5-3 h (w zależności od klimy i ilości śniegu).
Można iść albo po skałach i śniegu (dłużej, mniej wygodniej, ale za to bezpieczniej) albo żlebem (Michał ze względu na stopień nachylenia nazywa to nawet kuluarem) po "pięknym" twardym lodzie lub lawiniskach. W rakach idzie się wręcz jak po asfalcie. Szybko i wygodnie oczywiście kosztem bezpieczenstwa - w końcu to żleb/kuluar i może zejść jakaś lawinka. Kamyczki, bryłki lodu wielkości nawet telefonów komórkowych cały czas latają między nogami. Chodzimy z lewej lub prawej strony tak by w razie czego od razu wejść na skały. Ostatnie 100 metrów pokonujemy w śniegu po kolana.

PUSZKOWNIA (4530 m n.p.m.) - GARB(4800 m n.p.m.) - połowa drogi do C1. Około 1-2 h.
Śnieżny kuluar o nachyleniu maks 45-50 stopni. Zaporeczowana druga połowa drogi, ostatnie 250 metrów gdzie nachylenie jest największe. Liny leżą z prawej strony kuluaru, przy skałach. Pierwsze przejście było torowaniem od kolan po pas. Teraz mamy super twardą transzeje/schodki.

GARB(4800 m n.p.m.) - C1 (5100 m n.p.m.). Od 2 do 3 godzin.
Drugi śnieżny kular. W całości, razem z garbem zaporęczowany. Dokładnie 400 metrów lin poręczowych. Nachylenie w granicach 45-55 stopni. Pierwsze przejście było torowaniem od kolan po pas. Teraz mamy super twardą transzeje/schodki.

C1(5100 m n.p.m.) - C1A(5500 m n.p.m.). około 2 godzin.
Dalsza część kuluaru śnieżnego GARB-C1, która w końcówce przechodzi w wąski skalno-śnieżny kuluar. Na samym poczatku mieliśmy zaporęczowany cały odcinek. Łącznie 500 metrów lin. Jednak deficyt poręczówek i dużo gorsze warunki wyżej zmusiły nas do zwinięcia pierwszych 300 metrów i przerzucenia ich na odcinek C1A-C2. 200 metrów liny leży w całym skalno-śnieżnym kuluarze i prowadzi prosto do namiotu. Kat nachylenia 55-65 stopni.

C1A(5500 m n.p.m.) - C2(5850 m n.p.m.) przed TURNIA WIELICKIEGO(5850 m n.p.m.). 3 godziny.
Śnieżno-lodowy kuluar. Nachylenie 60-70 stopni. Cały odcinek zaporęczowany - prawie 500 metrów liny. Ostatnie 150 metrów, nawet łojenie rakami z potężnymi przednimi zębami nic nie daje. Pod kilku centymetrową warstwą luźnego śniegu znajduje się super kruchy lód lub zwykły żwirek. Tylko JUMAR, podciąganie na rękach i balansowanie z nogi na noge by jak najmniejszy ciężar spoczywał na rakach, które non stop zjeżdżają w dół. Nastromienie jest tak duże, że nie udało nam się w tym roku zrobić platformy pod namiot.

C2 (5850 m n.p.m.) przed TURNIA - C2 "prawdziwe" za TURNIA (6100 m n.p.m.) i dalsze obozy opiszę jak pokonamy :)

IMG 5686

 

30 grudnia 2013, poniedziałek, XXXII (32) dzień wyprawy

Dupówa na maksa. Wiatr włazi w każdą możliwą szczelinę naszej chaty. Już nasza koza nie okazuje się taka wydajna jak była do tej pory. Niebo zachmurzone. Na Amperomierzu maks 2A (POCHMURNO, ŚNIEŻNO). Pierwszy raz nie mamy nadmiaru prądu... ba... ledwo wystarcza na naładowanie choć trochę laptopa. Od 2 dni mamy gotowy zmontowany film z Wigilii, ale nie mamy jak go wysłać. Nie ma mocy! Oczywiście tej elektro, bo od tej fizyczno-psychicznej... aż roznosi :) Jednak ten wiatr był jak zbawienie dla Tomka i Marka, którzy przez parę ładnych godzin puszczali swego kajta (trenningowka VIBE II 2.3) od PETERLYNNA. Wiało tak mocno, że Marecki kładł się na ziemię, a mimo to "latawiec" podnosił go nawet na 1,5 metra. Późnym popołudniem wiało jeszcze bardziej - tak mocno, że aż zerwało linki w kajcie!

Wieczorem Abdul (nasz oficer łącznikowy) przynosi kałacha AK-47. Okazuje się, że poszedł do wypożyczalni, wziął go na 40 dni i zapłacił 350$ za niego. Jest też 15 pocisków, za które zapłaci przy zwrocie karabinu. Melduje nam, że to my mamy za to płacić?! (WTF?) Nie rozumiem tego wszystkiego, bo mimo ze mamy pakiet PINDI TO PINDI to płacimy praktycznie za wszystko np. każdemu porterowi przynoszącemu ładunek/zaopatrzenie mamy płacić napiwek. Dokładnie 1000 RUPII, czyli równowartość 10 dolarów. Każdemu! Zapłaciliśmy już takich napiwków kilkanaście. "Zapłaciliśmy" znaczy "na kajecik" u Abdudla, naszego oficera łącznikowego. Z takich niespodzianek poza tymi 10,300$ , których nie mogliśmy uniknąć w związku z czerwcowym zamachem (Nanga do czerwca 2013 była jedyną góra powyżej 8k, gdzie nie były potrzebne takie pieniądze!) mamy dokładnie (oryginalna pisownia z kartki którą dostaliśmy od naszego oficera):

1) 300$ - kitchen boy 1 month
2) 350$ - AK47
3) 380$ - Abdul left
4) 11000 RUPIES(110$) - Tips for porters
5) 80$ Cook APA GAS.
1220$.

Jedno mi sie podoba... i jednego nie mogę się doczekać :) Zużycie każdego naboju będzie kosztowało NAS 1$. Co to oznacza?? :) Niedługo będzie mega zabawa... a jak jeszcze zostaną kartusze z gazem ;) masakra jak o tym myślę co nas czeka to nie wiem czy bede mógł spać spokojnie... :)

IMG 5239

31 grudnia 2013, wtorek, XXXIII(33) dzień wyprawy

Dupówa. Wieje... wieje... wieje... Wyjście za pierwszą potrzebą nie należy do najprzyjemniejszych... ale mus to mus :) Okoliczne dzieciaki, sam nie wiem skąd ich tyle. Chyba poszła plota do wiosek: Tarashing, upper Rupal, lower Rupal, Lattabo (?), że można przyjść i się pobawić naszym latawcem. Cały, calutki dzień puszczają naprawionego (zerwane linki) kajta Marka. Dokładnie o 14stej naszego czasu, po obiedzie przychodzi Szymek z Dawidem. Emilia jeszcze nie ma . Pierwsze co robi italiańska ekipa - to oglądają latawca. Chyba nawet przystają i go filmują :) Pewnie myśleli, że to Lokalesów. Wychodzimy mu na spotkanie jakies 200-300 metrów przed nasz domek. Pierwsi oczywiscie idą: Czapa z Klonem. Za nimi nasza cała banda "brudasów". Jak patrzymy na Szymona i Dawida - ogoleni, nówki funkiel nieśmigane ciuszki, to faktycznie czujemy się jak brudasy ;) Czy śmierdziele też? Nie wiem bo nie czujemy ;) Pewnie tak. Nie wnikamy, bo bynajmniej nie czujemy się z tym źle. Oczywiście ZAPRASZAMY na herbatę - w końcu mają za soba 5-6 godzin trekkingu. Rozmowa to czysta kurtuazja :) I nasz mistrz PijaRu dżedaj doktor Czapa Czapkins pyta kiedy Szymcio podrzuci liny, bo my już prawie 2 kilometry zaporęczowaliśmy :) Marek też się chwali, że mamy kucharzy! :) Szymek podłapał żart i odpowiedział, że gratuluje. Marek kontynuuje odpowiadając, że wreszcie mamy jak reszta Europy... Było śmiesznie, ale prawda niestety jest smutna.... do Europy, finansowo, jeszcze daleka droga...

Miałem już kończyć relację z dzisiejszego dnia, ale przypomniałem sobie, że to w koncu SYLWESTER :) Mało nie zapomniałem, bo Ja, Michał i Teler przespaliśmy cały wieczór :) Klonu, Czapa i Dziku :) - co ja będę pisał - obejrzyjcie na filmie :) Bynajmniej nie było alkoholu (w Pakistanie trzeba mieć niezłe dojścia by dorwać jakąś chińską whisky czy rosyjską wódkę), ale mimo tego humory szampańskie. Tzn. u nas alkoholu nie było na milion procent, ale czy u naszych kucharzy, Abdula i jego pomocników/porterów to już tego nie byłbym taki pewien. Prawie każdy z nich dużą część nocy spedził na kolanach przed domem. Na filmie widać piękne szkliste oczy ABDULA i jednego z porterow :) Ja tam jestem pewien ze nasz oficer coś tam swoim załatwił ;/

IMG 5914

1 stycznia 2014, środa, XXXIV(34) dzień wyprawy

Czapa, Marek i Dziku poszli do ABC. Po drodze zachodzą do Szymona po liny. W końcu my rzuciliśmy już swoich na ścianie prawie 2000 metrów. Dostali 285 metrów piekielnie mocnej liny DYNEEMA i 100 metrów jakiegoś cudnego kosmicznego wynalazku technologicznego. Te ostatnie 100 metrów waży prawie tyle co mój telefon satelitarny, a wyglada jak sznurek do suszenia bielizny przy czym skubaństwo ma wytrzymałość na zrywanie ponad tonę. MASAKRA!!! Dzięki tym właściwościom pójdzie najprawdopodobniej na samą górę/atak szczytowy.

Dzisiaj wskazówka na amperomierzu przez dłuższą część dnia była powyżej 5A (przez ostatnie dwa dni ledwo dochodziła do połowy). Całe szczęście, bo już większość elektroniki i baterii rozładowane. Wszystkie 3 laptopy - całkowite zero. Już z samego rana nie było miejsca przy gniazdach by podłączyć cokolwiek do ładowania. Aż do zachodu słońca z Michałem pilnowaliśmy by nie było przestoju w ładowaniu. Natychmiast gdy coś miało pełną baterię było podmieniane.
Jak tylko laptop łapnął trochę energii wysłaliśmy filmik z Wigilii, który mamy nadzieję przypadnie Wam do gustu :) Na kolejnych dwóch laptopach, dwóch naszych fotografów - Michałów mogło także zgrać swoje zdjecia z aparatów. A Jacek?... Jacek pilnował śpiwora :)

IMG 5828

2 stycznia 2014, czwartek, XXXV(35) dzień wyprawy

Dziku z Tomkiem dochodzą do C1. Marek źle spał i już o 7 rano był na nogach. Zjadł, poczuł moc i teleportował się od razu do C1A. Ależ DOKTOR WETERYNARZ Czapkins "rzucał mięsem" za to na niego. Każdy kto był na radiu, a byli wszyscy, bo na wyposażeniu mamy 6 krótkofalówek podkręcone do 5 WATTów (w Polsce można używać maks 0,5 W), miał ubaw po pachy :) Czapa, który gdy nie musi to nie wychodzi ze śpiwora, albo gdy tylko może, zaraz po dojściu do obozu, włącza tryb "energooszczedny" nagle dostaje szału na Marka :) Niby za to, że to ponad 1500 metrów przewyższenia w jeden dzień, że mogła go zabrać lawina, że nie uprzedził... itd.itp... trochę tam tego było. Bynajmniej nie było to jakieś złośliwe, chamskie... no my w każdym bądź razie "zrywaliśmy boki ze śmiechu". Wiedzieliśmy, że Marek i Czapa to papużki nierozłączki i że Tomek nie bedzie miał z kim wieczorem się powygłupiać, rano wspólnie pośpiewać, a w ciągu dnia żartować ;) Tak Czapa kocha Marka, że nie mógł mu tego po prostu powiedzieć ;) Na szczęście Dziku wszystko nagrał :) Jak zdobędziemy NP, to trzeba zrobić ciśnienie, by pojawiło się to koniecznie w filmie :) MEGA UBAW!:)

Natomiast nasza trójka: Ja, Michał i Teler mamy za zadanie zabrać jeden namiot z ABC (4100 m n.p.m.) i postawić go w PUSZKOWNI (4530 m n.p.m.) przed samym wejsciem do kuluaru. Przy okazji załadować plecaki na maksa w gas oraz liofy, które mają iść do najwyższego obozu. Po dojściu do Puszkowni przecieramy oczy ze zdumienia. Dwie wspaniałe plaftormy pod skałą, równe niczym "niemieckie autobahny" znalazły się pod półmetrowa ilościa śniegu! No nic. Rozstawiamy namiot, szybkie gotowanie i spanie. Rano ruszamy dalej.

IMG 5826

3 stycznia 2014, piatek, XXXVI(36) dzień wyprawy

Namiot miał zostać rozstawiony w Puszkowni bo był plan by przenieść ABC właśnie w to miejsce. Było by to nam na rekę, wynikające z czasów i odleglości dojścia pomiędzy obozami. Niestety prawdopodobieństwo zasypania tego miejsca było zbyt duże, więc namiot złożyliśmy i zdeponowaliśmy na skale. Swoją drogą Puszkownia wypadała "czasowo" mniej więcej w połowie drogi pomiedzy BC, a C1:

matematyka nie kłamie:
BC-ABC =2h,
BC-PUSZKOWNIA=4 h
PUSZKOWNIA-C1=3,5 h
ABC-C1=7 h.

Dodatkowo odcinek PUSZKOWNIA-C1 to dwa śnieżne kuluary, w których po opadach śniegu torowanie po kolana to normalka. Dojście w jednym ciągu z ABC do C1 bez klimy dawało nieźle w kość... W trakcie marszu dowiadujemy się, że ze względu na pogorszajacą się pogodę i chęć odpoczynku po wczorajszym torowaniu - Czapa i Dzik zostali w C1. Przez cały dzień powiększyli platformę, tak by móc postawić drugiego LATOKA (namiot) i połączyć je specjalnym łącznikiem RABA. Dochodzimy gdy wszystko jest gotowe, już po zmierzchu i w śniezycy. Jeden Marek odwalił kawał dobrej roboty bo zaporeczował pozostałe 300 metrów lin poręczowych, aż do C2 przed Turnią Wielickiego (5850 m n.p.m.). Jak to Marek zrobił sam do tej pory budzi w nas ogromny podziw. Przejść po poręczówce ostatnie 200 metrów to wyzwanie... po poręczówkach... Dla przypomnienia pierwsze 200 metrów zostało zaporęczowane przez Czapę jeszcze w starym roku.

IMG 5601

4 stycznia 2014, sobota, XXXVII(37) dzień wyprawy

Dziku, Teler, Ja i Michał kiblujemy w C1. Czapa natomiast w mega dupówie (film) dochodzi do Marka do C1A. Marek też cały dzień kibluje w C1A.

5 stycznia 2014, niedziela, XXXVIII(38) dzień wyprawy

Jacek z Dzikiem ruszają do C1A. Po drodze mają zwinąć pierwsze 300 metrów liny i dostarczyć je najwyżej jak tylko dadzą radę. Razem z Michałem mamy siedzieć kolejny dzień w C1 i jutro wynieść całe jedzenie i gas aż do C2. Marek z Czapą wynieśli co się tylko dało, już po poręczówkach do C2 z zamiarem rozbicia namiotu. Niestety nigdzie nie udaje się zrobić platrofmy i tym samym założyć obozu. Pojutrze ma przyjść kilkudniowe załamanie pogody, więc nie ma szans na bezpieczne zaporęczowanie TURNI WIELICKIEGO i jeszcze zdążyc wykopać jamę śnieżną za nią. Zapada decyzja, że zostawiają depozyt i jeszcze tego samego dnia schodzą z 5850 m n.p.m. do bazy do Lattabo na 3500 m n.p.m. Zaporęczują Turnię w następnym wyjściu. Kto wie? Może Szymek już pomoże? :)

IMG 5192

6 stycznia 2014, poniedzialek, XXXIX(39) dzień wyprawy

Kierownicy w bazie pilnują by przypadkiem żaden ich brzuch nie leżał dołem :) tzw. rest w bazie :) Wychodzimy z Michałem z C1 (5100 m n.p.m.) z zamiarem doniesienia całego naszego ładunku do C2 (5850 m n.p.m.) i znalezienia dobrego miejsca na wykonanie platformy pod namiot, by móc się tutaj przespać. Jacek poszedł wyżej na lekko z C1A (5500 m n.p.m.) by zanieść wcześniej zwinięte 300 metrów lin. Gdy dochodzimy do C1A spotykamy byczącego się Dzika w namiocie. Dostajemy od niego herbatkę, pijemy i ruszamy. Już południe, a przed nami ponoć ciężka wspinaczka. Po drodze spotykamy Jacka, który dał radę donieść liny jedynie do połowy drogi ;/ Twierdził, że stracił czucie w palcach u nóg i musiał odpuścić. Cały czas wspinając się po poręczówkach słyszymy przez radio, że Marek każe Dzikowi i Jackowi schodzić niżej do C1A bo nam może się nie udać zrobić platformy. O 15.20 dochodzimy do C2(5850 m n.p.m.). O 17 robi się już ciemno, w związku z czym dajemy sobie godzinę na znalezienie/zrobienie miejsca na namiot. Miejsc było kilka. Straciliśmy masę czasu na ich rozpoznanie i przygotowanie. Ostatecznie żadne nie było dobre. Zapada decyzja o zostawieniu wszystkiego i odwrotu do C1A(5100 m n.p.m.). Chwala Ci Marku żeś na to wpadł! Byłby naprawde mega hardcore. No może nie mega, ale spanie w czwórke w dwuosobowym namiocie nie należałoby do najprzyjemniejszych. Przy okazji w C1 w jednym z naszych namiotów byczy się już Szymek z Dawidem. Dziku z Jackiem będą mieli możliwość lepszego poznania się z sąsiednią ekipą :) Będzie mała integracja :)

IMG 5264

7 stycznia 2014, wtorek, XL(40) dzień wyprawy

Kierownicy: Ctrl+C + Ctrl+V z 6 stycznia 2014 roku :) Wszyscy schodzimy do bazy do Lattabo (3500 m n.p.m.). My z C1A. Dziku i Jacek z C1. Razem z Michałem zachodzimy do C1, zostawiamy to co nie będzie potrzebne niżej i zabieramy to co się przyda. Szymek z Dawidem przygotowują sobie platformę pod swój namiot. Rozbija go w następnym wyjściu. Póki co ich cały sprzęt leży u nas. Przy okazji pakujemy śmieci by nie szpeciły góry, by spalić je w naszej bazowej kozie. Analogicznie w puszkowni i potem ABC. Jakimś cudem nasze plecaki ważą około 10-13 kilogramów? W ABC natomiast zdejmujemy nasze "wysokogórskie kalosze" i wskakujemy w buty trekkingowe. Ależ ciężko się szło z ABC do LATTABO po kamieniach. Noga przyzwyczajona do śniegu, lodu i raków miała co robić w tak "trudnym terenie". Mimo tego że ekipa TNFa wychodzi z C1 godzinę po nas to do LATTABo dochodzą pół godziny przed nami. "Świeże mięśnie", ich marsz na lekko, a także klasa powyższych zawodników pokazuje, że będzie ciekawie :)

Przed samą bazą nad naszymi głowami lata dron JFA, sterowany przez Marka, który informuje nas, że dzisiaj cała ekipa ma zaproszenie do SIMONE na kolację zapoznawczo-integracyjną. Jesteśmy tak zmęczeni (schodzimy prawie 2,5 km), że jedyne o czym marzymy to glebnąć do naszych RABowskich śpiworów. Film sie urywa, budzimy się 5 minut przed kolacją, kiedy to przychodził po nas kucharz Simone.

KOLACJA: bardzo sympatycznie. Rozmawiamy o wszystkim i właściwie o niczym :) Tylko pod koniec opowiadamy o trudnościach pomiędzy obozami. Gdzie położyliśmy poręczówki oraz możliwości postawienia namiotu. O konkretach współpracy, póki co ciężko mówić. W końcu przyjechaliśmy ponad 2 tygodnie wcześniej. Mamy też aklimatyzację do wysokości, której wyrobienie dla ekipy Szymona zajmie trochę czasu, więc nie poruszaliśmy tego tematu.

IMG 5300

8 stycznia 2014, środa, XLI(41) dzień wyprawy

Wszyscy w bazie. Niektórzy byczą się na pełnym wypasie :) Niektórzy składają film, jeszcze inni piszą relacje :) Jest nawet jeden osobnik co odważył się zrobić pranie przy mega minusie. Dzisiaj wieczorem dzwoni Ida Marka i mówi, że ma wysokie ciśnienie. W każdej chwili może urodzić, pomimo że termin dopiero za 2 tygodnie! Wszyscy wiedzieliśmy że ten dzień nadejdzie, ale nie spodziewaliśmy się, że aż tak szybko. Marek musi wracać. Każdy o tym wiedział, ale że dopiero po nastepnym wyjściu, po Turni Wielickiego, po założeniu przynajmniej C3 na 6600 m n.p.m... Cały jego sprzęt jest w C2 (kombinezon, śpiwór, ciuchy.... wszystko). Jeszcze dzwonię do swojej Beaty, czy ona mogłaby pojechać do Idy zastąpić Marka choć przez parę dni, może parę tygodni... No nic... jeszcze nie dotarło do nas że Marek zapewne pojutrze wybywa i jakby nigdy nigdy nic zrobiliśmy wieczorem SALAMI party, czyli pieczenie kiełbasek Czapkinsa nad nasza koza na specjalnie przygotowanym, profesjonalnym kijku :)

9 stycznia 2014, czwartek, XLII(42) dzień wyprawy

Wszyscy w bazie. Idziemy do ekipy TNFa. Marek zaniósł swojego drona/quadrocopterka. Pokazać, nauczyć obsługi, zostawić na parę dni. Szymek normalnie jak małe dziecko. Faza na całego :) Z Michałem spędzamy poł dnia w ich namiocie na necie. W czasie gdy ładuje się bateria do zdalnie sterowanej zabawki - pierwszy Himalista Włoch bawił się nim jak małe dzieci żołnierzykami :) Wesoło było :)

IMG 5222

10 stycznia 2014, piątek, XLIII(43) dzień wyprawy

No i jednak. Marek wraca. Od samego ranka krząta się po domku. Zbiera najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka. Każdy dostaje coś od niego na poprawę humoru. Jacek nóż, Ja bidon, Dziku statyw oraz spodnie, Michał sam już nie wiem co, a Czapa to prawie cały dobytek: nawet majtki i skarpetki, okulary, buty LA SPORTIVY bo jego nowe SCARPY PHANTOMY nie wytrzymały warunków panujących na NANDZE i wiele wiele wiecej...
Pożegnanie to prawdziwy wyciskacz łez. Mowa pożegnalna. Mocne uściski. Podziękowania i smutek. Myślałem, że uda mi się napisać więcej i lepiej, ale cóż więcej napisać? Marek podjął jedną jedyną możliwą i słuszną decyzję. Nie był jednak w stanie ukryć, że dużo by dał by móc zostać. Było mu tak ciężko, że nawet nikomu nie spojrzał w oczy. Cały czas spuszczona głowa. Była taka atmosfera, że myśmy mało nie płakali :( Sześciu chłopa! Z wyprawy odchodzi koło zamachowe, Kaowiec ekipy, Kierownik (!), mega kumpel/przyjaciel. Co ja tam będę ukrywał. Byłem z Markiem i jego bratem Krzyskiem w 2010 roku na MotoLeopardzie w Kirgistanie - była miazga. Zgodził się żebym mógł z nim jechać na wyprawę motocyklową, mimo tego że w życiu nie jeździłem nawet na motocyklu! Dzięki niemu w miesiąc zrobiłem prawo jazdy kat A. i kupiłem bestię. To on zainspirował mnie w 2005 roku by wsiąść na rower i zączać jeździć po świecie. Miazga była i jest na obecnej wyprawie. Mamy nadzieje, że mimo wszystko pozostanie. Dziękujemy CI Marku całą ekipą JFA za wszystko!!

Tu Michał (Obrycki, nie Dziku) :) Marku, Dzięki wielkie za mega zaufanie i to ze mogłem stać się częścią Nanga Dream! To niesamowita przygoda i wielka przyjemność poznać Ciebie, Czapę i całą ekipę i być tu z Wami i razem realizować swoje marzenia! Dzięki jeszcze raz!

11 stycznia 2014, sobota, XLIV(44) dzień wyprawy

Czapa poleciał do C1. Marka już nie ma :( Pozostali w bazie: Ja, Michał, Jacek no i Dziku, który praktycznie jest już spakowany - sam jeszcze nie wie czy za 2 lub 3 dni wyjdzie po raz ostatni do góry razem z Jackiem, czy już wróci w doliny. 1 lutego ma być w pracy. Wylot ma 31 stycznia.

12 stycznia 2014, niedziela, XLV(45) dzień wyprawy

Nasza czwórka: Ja, Michał, Dziku i Jacek - wszyscy w bazie. Obrabiamy zdjęcia. Poprawiamy relację. Robimy pranie. Za chwilę idziemy do kafejki internetowej u Szymona ;) (CHWAŁA MU ZA TO!)

Jutro razem z Michałem wychodzimy do PUSZKOWNI. Potem od razu do C1A. Czapa nie odzywa się od wczoraj... Cały Czapa... Dziku zaraz straci wszystkie włosy na swojej łysej głowie z troski o niego :) Naprawdę boimy się czy nie poleci od razu na szczyt... uwierzcie... Byłoby go na to stać... Potrafi jak niedźwiedź przespać wszystkie dni w bazie, ale jak ruszy to... tyle go było widać... Miał się drań odezwać na radio, by nasza dwójka wiedziała w co zaopatrzyć wyższe obozy....

Paweł Dunaj

 

Zapraszamy do śledzenia bieżących informacji na temat wyprawy Nanga Dream na wyprawowym blogu na Portalu Górskim.

Tutaj znajdziecie pełną galerię zdjęć z wyprawy Nanga Dream 2013/14.

 

Sponsorzy wyprawy:

logopionwhite

rab logo_red

Patron medialny:

logo portal_HD

Komentarze


Dodaj komentarz


Konkurs Fotograficzny "Górski Kalendarz"