male dolomity

Popularne

Blogi

FundacjaTOPR 271x62_v1

TOPR SystemMonitoringuPogody_271x62

Zagrożenie Lawinowe w Tatrach

Wypadek na Nanga Parbat

Kategoria: Archiwum / Wyprawa zimowa na Nanga Parbat 2014

Więc jakoś około 13 - 14 czasu IRL dzwoni "PASZKA SAT". Michał po drugiej stronie odrazu prosto z mostu - "Helikopter!".

Co się stało? - Lawina!
Gdzie jesteście? - Przed garbem (przed garbem - 5000m - ich dopadła koncowa faza lawiny dzieki czemu załapali się na jej wierzch, a nie pod nią i spadli 300 - 400 m niżej).
W jakim jesteście stanie - Żyjemy, ale jesteśmy połamani, żebra połamane.
Gdzie Tomek i Jacek? - Idą do nas (podobno Michał zdążył krzyknąć przez radio lawina i Tomek z Jackiem odrazu ruszyli z bazy)...

No to tyle z rozmowy z Michalem...

Dzwonię... dzwonię... tu i tam... jasmine tours (agencja), askari aviation (operator helikotera który i tak jest wojskowy), PZU (askari aviation nie lata bez depozytu 10 000 $ - PZU wysyła promesę), siostra Michała ogarnia PZU.

Dzodzwonić się już nie mogę na "PASZKA SAT" ... satka Tomka i satka Jacka też głuche, czarne myśli wiadomo...

Plan nr 1 - jeśli chlopaki są mocno połamani to może się uda ogarnąć śmigłowiec na 4800m - w pobliżu puszkowni może by się udało wylądować... konsultacja z Simone... mówi że nie ma szans, a jeśli tak to tylko na linie - Simone pomocny, zna tam kogoś kto na linie ratował, już go kopiuje w mailach, Emilio też już wie... bo jeszcze te 10 000 $ że niby askari aviation nigdy polisy nie repektowali ma być 10 klockow to dzialają, nie ma to nie ma o czym gadac (wyprawy zwykle jako depozyt to składają na poczatku wyprawy - oczywiście wiedzieliśmy o tym).

Jakoś 18 - 19 dzwoni "PASZKA SAT":
Kto mówi? - Tomek...
Uff... Jak jest? O spoko Michał leży obok, nos rozjebany, jesteśmy koło winkla (koło ABC ) już widzę czołówki z dołu idą z noszami.
A jak Paszka ? - żyje..

Dobra jestem pod telefonem ... - już sie nie dodzwoniłem...

Ale kamień z serca - zejdą do Lattabo (helikopter by wyżej nie poleciał już dostałem info wcześniej).

Już wieczór dzwonię enty raz do askari aviation (u nich środek nocy) odpowiedź pozytywna! Zaakceptowali promesę PZU! (albo ktoś te 10 000 $ obiecał na miejscu, albo mail siostry Michala pomógł, nie wnikam, jutro po 11 helikopter w bazie w Skardu może lecieć do lattabo - wysyłam koordynaty, mapki itd żeby wiedzieli, że Lattabo to lotnisko praktycznie).

Potem jeszcze telefony w nocy (pakistanskie rano) od Jasmine Tours potwierdzające gotowość śmigłowca.

Później już moje rano czapa dzwoni że jest dobrze, chłopaki w bazie (do 4rtej rano ich znosili), Michał nos opatrzony, noga też chyba nie złamana, dziura w łydce po raku no i obity cały... a Pablo złamana ręka i żebra... tramal jest (jak to Pawel co sie mama ma martwić).

Czapa: Helikopter nie przyleci - śnieżyca...
Spoko, będę cisnął - dobra dzwonię za godzine jak z helikopterem...

Za godzinę oczywiście się nie mogę dodzwonić...
Heli oczywiście nie może lecieć ze względu na pogodę...

No i tyle.
Jeśli helikopter poleci jutro bylby wypas, ale na prognozie podobnie jak dzisiaj. Chłopaki zdecydowali się czekać...
Do tarashing z połamanymi żebrami średnio chyba przyjemnie (jeden lodowiec trza przekroczyć w poprzek przed wioską Rupal). Potem jeszcze jeppem do astore gdzie najbliższy "szpital"....


Marek Klonowski

Komentarze

  • Brak komentarzy...

    Dodaj komentarz


    Konkurs Fotograficzny "Górski Kalendarz"