Alpy na szybko ;)

Już niedługo wyruszamy w kolejną wyprawę naszego życia. Dlatego pomyśleliśmy że na dwa tygodnie przed wyjazdem w Pamir, dobrze było by wybrać się w Alpy w celu pobudzenia organizmów do działania na wysokości. Była to też dobra okazja do przetestowania kilku nowych rzeczy oraz przećwiczenia naszej współpracy.


     Plan działania obejmował pobyt na największej możliwej wysokości i zdobycie kilku ciekawych szczytów. Nie chcieliśmy też narzucać zbyt dużego obciążenia, aby się nie nadwyrężyć przed wyprawą do Azji. Jednomyślnie więc zgodziliśmy się na działalność  w Alpach Pennińskich a dokładnie w rejonie Breithorn'ów. Z Zermatt można wjechać tam kolejką na Klein Matterhorn ( 3800 m n.p.m ). Dzięki temu pomijaliśmy etap żmudnego podchodzenia  z ciężkimi plecakami, na co prawdopodobnie potrzebowalibyśmy  dwóch dni. Pozwoliło nam to spędzić więcej czasu na wysokośći ok. 4000 m n.p.m, co było kluczowym punktem przed wyprawą w Pamir. Do dyspozycji mieliśmy tylko 5 dni i taki plan działania wydawał nam się najlepszy.
     Z Wrocławia, gdzie było miejsce naszego spotkania wyruszyliśmy o 15:00 w niedzielę. Po całonocnej podróży, w Tash meldujemy się około 5 rano. Szybkie przepakowanie i już o 7 jesteśmy w Zermatt a tu zastała nas niespodzianka. Możemy zobaczyć Matterhorn w całej jego okazałości. Jesteśmy tu 3 raz a dopiero teraz mamy możliwość go podziwiać z Zermatt. Do tej pory pogoda nie była dla nas łaskawa podczas pobytów w tym rejonie Szwajcarii.
       Czas na goni, więc praktycznie od razu po uruchomieniu kolejki ruszamy do gór. Po około pół godzinnej jeździe stanęliśmy na wysokości ok. 3800 m n.p.m, w górnej stacji kolejki. Uzbroiliśmy się w szpej potrzebny na lodowcu oraz związaliśmy się liną. Plecaki wypchane po brzegi, chyba każdy z nas wziął za dużo jedzenia, tak już mamy bo to nie pierwszy raz w naszym wykonaniu i pewnie nie ostatni ;). Ze stacji kolejki na szczyt Breithorn'u idziemy godzinę, więc bardzo szybko. Cieszymy się cudownymi widokami. W szczególności, że na pierwszym planie jest Matterhorn

alpy1 4alpy1 4alpy1 4alpy1 4
Wiemy jak źle  to brzmi. Wjazd kolejką i tylko godzina podejścia aby zdobyć 4-tysięcznik. Jednak na tym wyjeździe nie o styl chodzi lecz o szybki wyjazd na rozgrzewkę przed właściwym wyzwaniem. Z Breithornu przechodzimy na kolejny czterotysięczny szczyt, a dokładnie Breithorn Środkowy. Po zdobyciu ruszamy w kierunku schroniska Rifugio Guide Di Ayas, które znajduje się na wysokości 3425 m n.p.m. Wjechaliśmy wysoko i śpimy wysoko, więc spodziewamy się pewnych niedogodności z tym związanych. W Pamirze ten skok wysokości będzie jeszcze większy, robimy to więc świadomie i jesteśmy na to przygotowani. Nie polecamy takich pominięć etapów aklimatyzacji przy wyjazdach w Alpy. U nas jest to część większego planu ;).
alpy1 5
    Noc minęła nam wbrew przypuszczeniom bardzo spokojnie. Czuliśmy tylko lekki dyskomfort  związany z takim zaskoczeniem organizmu. Wspólnie stwierdziliśmy więc że ruszamy tego dnia do góry. Naszym celem były dwa szczyty Castor 4228 m n.p.m i Pollux 4092 m n.p.m. Warto wspomnieć o naszych warunkach do spania. Obsługa schroniska pozwoliła nam rozbić nasze namioty w pobliżu budynku, dzięki czemu mieliśmy ochronę przed wiatrem. Trochę zaspaliśmy, dlatego wyruszyliśmy dopiero po 8. Przy podejściu na Castor jeszcze nie odczuwaliśmy konsekwencji naszego lenistwa, śnieg dobry a pogoda idealna. W dobrym tempie udaje nam się zdobyć pierwszy szczyt tego dnia.
alpy1 9alpy1 9alpy1 9alpy1 9
Szybka sesja zdjęciowa na szczycie i ruszamy w dół, by po zejściu na 3800 m znowu ruszyć do góry, w stronę Pollux'a. Śnieg niestety zdążył się już popsuć i zamienić w kaszę. Sami jesteśmy sobie winni, to kara za nasze długie spanie. Na podejściu czeka nas przyjemna zabawa z łańcuchami i trochę kluczenia między skałami. To ciekawe podejście sprawia że szybko meldujemy się na wierzchołku.
alpy1 10
Chwila radości i podziwiania widoków i znowu ruszamy w dół. W okolicy łańcuchów robimy szybkie zjazdy, co jest zdecydowanie bezpieczniejsze i sprawniejsze od schodzenia w tym trudniejszym terenie. Do namiotów docieramy około godziny 17-tej. Gotujemy dużo wody na herbatę aby odpowiednio się nawodnić. Spędzamy również miło czas w schronisku dzięki uprzejmości gospodarzy.
    Dzień trzeci miał okazać się ostatnim. W czwartek miała się już zepsuć pogoda. Postanowiliśmy wyruszyć więc na ciężko w kierunku kolejki a po drodze zdobyć ostatnie trzy z zaplanowanych szczytów na tym wyjeździe. Tym razem wyruszyliśmy bardzo wcześnie z uwagi na pogarszające się warunki śniegowe w ciągu dnia oraz kawał pracy jaki mieliśmy do wykonania w ciągu dnia. Pomimo faktu że na ciężko, szło nam się bardzo dobrze i w szybkim tempie, bo pierwszy szczy tego dnia czyli Roccia Nerę ( 4075 m n.p.m ) zdobyliśmy już po około dwóch i pół godzinie. Oczywiście plecaki zostawiliśmy przed wejściem na sam wierzchołek w okolicy schronu na 3800.
alpy1 11
Z Roccia Nery roztacza się wspaniała panorama na cały masyw Monte Rosa. Nordend, Duforspitze, Signalkuppe, Zumteinspitze i Liskamy. Wszystkie te szczyty prezentują się niesamowicie. Większość z nich już zdobyliśmy. Liskamy są tylko nietknięte przez nikogo z nas. Czyżby kolejny nasz cel na następny wyjazd w Alpy? Kto wie :).
alpy1 14alpy1 14alpy1 14
Z Roccia Nery po 40 minutowym trawersie udaje nam się zdobyć Breithorn Zwillinge Wschodni ( 4106 m n.p.m ). Przy podejściu na jego wierzchołek zauważamy że śnieg jest już gorszy niż na początku tego dnia , co przypomina nam że musimy się śpieszyć. Nadciągające chmury też nie nastrajają optymistycznie. Niestety nie udaje nam się przejść samą granią na Breithorn Zwillinge Zachodni ( 4139 m.n.p.m ). Powstrzymała nas czapa śnieżna której przejście w tych warunkach śniegowych było by zbyt ryzykowne. Zmuszeni byliśmy do zejścia niżej i długiego trawersu do wierzchołka ostatniego szczytu tej wyprawy.
alpy1 16alpy1 16
Szybko schodzimy na dół w okolicę schronu, skąd już z plecakami ciągniemy się długo  w zmiennej pogodzie do kolejki. Praktycznie na sam koniec załapujemy się na zjazd w dół. Zrobiliśmy swoje. Plan wykonany w 100%, więc możemy wracać do Polski. Szybka kąpiel na campingu  w pobliżu Zermatt i pod wieczór wyruszamy zostawiając za sobą ten wspaniały rejon.
alpy1 17
Po całonocnej podróży  następnego dnia każdy z  nas może obejrzeć mecz Polski na euro, już u siebie w domu.
    Podsumowując wyjazd. Może nie była to jakaś wielka przygoda  bogata w niesamowite historie jakich dużo u nas przy okazji takich wyjazdów. Tylko 3 dni spędzone  w Alpach to nie dużo. Chciało by się więcej. W alpy jednak wrócimy pewnie jeszcze nie raz w lepszym stylu, a na razie koncentrujemy się na wyprawie w Pamir. Śledźcie co się u nas dzieje również na naszym fan pagu wyprawowym

https://www.facebook.com/Pik-Kor%C5%BCeniewskiej-Pik-Komunizma-Ekspedycja-2016-1623273684602773/

avatar
0
08 July 2016, 07:15
Radosław Woźniak