Arachnofobia

Wielka czwórka Rafała odhaczona tj. Pandemonium, Sen astralny, Mental terror i Arachnofobia. Ostatnia z nich padła w piękne niedzielne popołudnie zamykając jeden z rozdziałów mojego wspinania na jurze. Czy w pamięci zapadnie jako niezapomniana wspinaczka? Nie sądzę. Potraktowałem ją jako niezbędną do skompletowania wszystkich dróg na Jurze od VI.7 w górę. Do linii wstawiałem się już w poprzednich sezonach ale nigdy nie znalazłem w sobie na tyle motywacji by zająć się nią na poważnie. Wynika to z jej charakteru – krótka, bulderowa, pionowa, tępa i makabrycznie kasująca skórę. Na plus przemawia lokalizacja tego miejsca – w zaciszu, z dala od zamkowego zgiełku.

 

5c800cf okret__1__JPG

Można przyjąć, iż na dobre zacząłem pracować nad drogą we wrześniu, mniej więcej w tym samym czasie co na Pandemonium. Jednak by nie zmuszać asekuranta do bezsensownego trzymania liny postanowiłem rozpatentować całość samemu, asekurując się z gri. Podobną taktykę zastosowałem na Szkrabie i Zwierciadle. Na trudność składają się praktycznie 2 przechwyty dlatego progres na drodze nie był zbyt zauważalny. Czułem tylko, że trzymam się coraz mocniej ale nie przekładało się to na wykonanie tych ruchów. Trzeba było cierpliwie czekać, aż zacznie się coś dziać. Po kilku sesjach podziało się i robię w ciągu kluczową sekwencję. To znak, że następnym razem należy zabrać ze sobą asekuranta. Pomoc zaoferował mój tato , którego mogę określić mianem najskuteczniejszego asekuranta, przynajmniej w Polsce. W zeszłym roku asekurował raz gdy zrobiłem Szkraba za VI.7+, w tym także raz, gdy poprowadziłem Arachnofobię. Jak to określił: „Ponizej VI.7+ to szkoda mi cię łapać”.

Dzisiaj już od pierwszej wstawki wiedziałem, że jest dobrze i szanse są bardzo duże. Co prawda podczas rozgrzewki i dogrzewki ani razu nie przechodzę najtrudniejszego miejsca ale trzymam się chwytów na tyle mocno, że wiem iż rokuje. Kilka następnych prób spalam po błędach lub pechu, aż w końcu wszystko się układa w całość jak trzeba, z zapasem i spokojem kończę drogę. Krótki okrzyk radości, że mam to już za sobą i… nic. Ładunek emocjonalny zerowy w stosunku do tego, co czułem na Pandemonium.

Muszę wtrącić swoje trzy grosze odnośnie wyceny. Z pewnością nie jest ona klasy mojej ostatniej zdobyczy z Gołęnbnika. Zdecydowanie bliżej jej do ww Szkraba czy Zwierciadła. Myślę że dolna granica stopnia VI.7+ będzie właściwa choć to moje subiektywne odczucia.

avatar
0
20 październik 2014, 09:16
Łukasz Dudek